popKULTURA

Książki pod choinkę, czyli personalizowany przewodnik prezentowy

14/12/2021

Dzień dobry Pań­stwu. Jako, że mamy 14 grud­nia 2021 i do wigi­lii zosta­ło rap­tem 10 dni, z cze­go dwa wypa­da­ją, bo week­end, pozwo­lę sobie pomi­nąć grę wstęp­ną i przejść do sed­na -> “Hej, to już ostat­ni dzwo­nek, aby ogar­nąć sen­sow­ne pre­zen­ty!”
Moja teo­ria pozo­sta­je nie­zmien­na od lat i leci tak, że każ­de­go da się obda­ro­wać za pomo­cą jed­nej z dwóch kate­go­rii pre­zen­to­wych: 1. Książ­ki 2. Butel­ki. Oczy­wi­ście moż­na je łączyć.

W butel­kach musi­cie zdać się na wła­sne doświad­cze­nie, za to w książ­kach spró­bu­ję wam pomóc i w tym celu stwo­rzy­łem per­so­na­li­zo­wa­ną listę tytu­łów z biblio­te­ki wydaw­nic­twa SQN. Per­so­na­li­zo­wa­ne, czy­li przy każ­dej książ­ce wska­zu­ję dla kogo się nada, jako gift. A dla­cze­go aku­rat wydaw­nic­two SQN? Pri­mo, bo mają jebit­ną, sze­ro­ką biblio­te­kę, dzię­ki cze­mu odpi­cu­je­my fanów dowol­ne­go gatun­ku. Secud­no są to książ­ki, któ­re dowo­żą. Dru­gie secun­do -> SQN robi jed­ne z lep­szych okła­dek w tym kra­ju, a co za tym idzie, ich książ­ki bro­nią się wnę­trzem, jak i tym co na zewnątrz. Trze­cie secun­do -> odha­czy­cie wszyst­kie gifty za jed­nym razem i na jed­ną prze­sył­kę, co jest faj­nal gejm­czen­dże­rem. Same plu­sy, zero minu­sów. Zaczy­naj­my. Aaa i taki uła­twia­ją­cy ficzer, że każ­dy tytuł to hiper­łą­cze prze­no­szą­ce do księ­gar­ni.

Dla literackich estetów

Świę­to Ognia” Jakub Małec­ki
Jakub Małec­ki sły­nie z tego, że jego książ­ki są jak płyn do dema­ki­ja­żu. Wystar­czy kil­ka stron i lecą pierw­sze łzy, a wraz z nimi tusz do rzęs i pod­kład Mar­ga­ret Astor. Nikt tak jak on nie potra­fi lepić słów, żeby tra­fia­ły w mięk­kie i wywo­ły­wa­ły życio­we reflek­sji. W “Świę­cie ognia” zno­wu to zro­bił. Opo­wie­dział histo­rię o dwóch sio­strach, z któ­rych jed­na każ­dą chwi­lę poświę­ca na balet, dzię­ki któ­re­mu pró­bu­je uciec przed zły­mi wspo­mnie­nia­mi, z kolei dru­ga ma pora­że­nie mózgo­we i choć jej cia­ło nie chce współ­pra­co­wać, nadal ma spraw­ny umysł i nie­skoń­czo­ną wyobraź­nię. Trze­cią posta­cią jest ich ojciec, któ­ry w prze­rwach pomię­dzy pra­cą i opie­ką nad młod­szą cór­ką, ucie­ka do miej­sca, w któ­rym choć przez chwi­lę może poczuć się szczę­śli­wy. I te trzy losy zosta­ły spię­te w opo­wie­ści, któ­ra zła­pie was za ser­dusz­ko, wyci­śnie łzy i spra­wi, że odkła­da­jąc książ­kę pomy­śli­cie: “Oesu, gdy­by wszy­scy byli jak Natka (sio­stra z pora­że­niem mózgo­wym), ten świat był­by pięk­ny chlip chlip” -> wasze mat­ki, ciot­ki, bab­cie, sio­stry, żony i kochan­ki zde­cy­do­wa­nie będą ukon­ten­to­wa­ne.


Dla entuzjastów dreszczyku

Zapła­cisz mi za to” Tere­sa Dri­scoll
Głów­ną boha­ter­ką jest dzien­ni­kar­ka Ali­ce Hen­der­son, któ­ra pew­nej śro­dy odbie­ra tele­fon z nie­zna­ne­go nume­ru, a chwi­lę póź­niej z szo­ku i prze­ra­że­nia nie­mal nakry­wa się noga­mi, bo dzwo­nią­cy mówi coś, o czym nikt na świe­cie nie ma pra­wa wie­dzieć. Czyż­by o Ali­ce upo­mnia­ła się prze­szłość? Co gor­sze (dla nas lep­sze) tele­fo­ny zaczy­na­ją powta­rzać się w każ­dą śro­dę? Dla­cze­go aku­rat w ten dzień i jakie bru­dy ukry­wa Ali­ce? Tego nie­ste­ty nie mogę wam powie­dzieć, ale wiedz­cie, że jest tu uknu­ta intry­ga gru­ba jak bela, a czy­tel­nik nie zazna spo­ko­ju, dopó­ki wszyst­kie ele­men­ty ukła­dan­ki nie wsko­czą na swo­je miej­sce. Jeśli macie do obda­ro­wa­nia kogoś, kto lubi chwy­ta­ją­ce za mord­kę kry­mi­nal­ne zagad­ki, to już wie­cie co poda­ro­wać. W sumie dla sie­bie też śmia­ło może­cie braść.


Dla kibiców piłki nożnej z najwyższej półki, fanów NBA i smakoszy skoków narciarskich

Reset” Micha­el Owen
Pił­karz, któ­ry był ido­lem wie­lu moich rówie­śni­ków, moim zresz­tą też, ale póź­niej dołą­czył do Realu Madryt, a ja byłem, jestem i będę Team Bar­ca, więc nastą­pił friend­ship over, co nie zmie­nia fak­tu, że był ewe­ne­men­tem i jestem bar­dzo cie­ka­wy jego karie­ry od back­stej­dżu. W wie­ku nastu lat wsko­czył na top i zarów­no w Liver­po­olu, jak i w repre­zen­ta­cji Synów Albio­nów strze­lał jak na zawo­ła­nie, po czym nastą­pił ten nie­szczę­sny trans­fer do sto­li­cy Hisz­pa­nii i boom, z dnia na dzień Owen się skoń­czył. I o tym wła­śnie jest ta książ­ka -> o pre­sji bycia zło­tym dziec­kiem, o poku­sach, kie­dy świat nosi cię na rękach, o złych decy­zjach, upad­kach, kon­tu­zjach oraz jak to było grać ze Ste­ve­nem Gerar­dem i Galac­ti­cos. Twój chło­pak będzie szar­pał tę książ­kę, jak Rek­sio szyn­kę.

Numer jeden” Peter Schme­ichel
Dru­gą pro­po­zy­cją w tym dzia­le jest auto­bio­gra­fia praw­do­po­dob­nie naj­lep­sze­go bram­ka­rza w histo­rii pił­ki noż­nej, któ­ry sta­no­wił naj­waż­niej­sze ogni­wo w naj­sil­niej­szym Man­che­ste­rze Uni­ted ever, a tak­że zna­czą­co przy­czy­nił się do zdo­by­cia total­nie nie­spo­dzie­wa­ne­go Mistrzo­stwa Euro­py przez rep­kę Danii. Słyn­ne mecze, w tym sza­lo­ny finał Ligi Mistrzów z Bay­er­nem Mona­chium, wiel­cy pił­ka­rze, naj­waż­niej­sze tur­nie­je i o tym wszyst­kim dowia­du­je­my się z pierw­szej ręki. Grat­ka dla każ­de­go sza­nu­ją­ce­go się kibi­ca pił­ki noż­nej. Fuc­kin’ Legend.

Die­go Mara­do­na” Guil­lem Bala­gue
Mara­do­na jest ostat­nią pro­po­zy­cją pił­kar­ską, ale na moje oko naj­bar­dziej uni­wer­sal­ną, bo zain­te­re­su­je zarów­no 20-to, jak i 60-lat­ka i przy­wią­za­nie do barw klu­bo­wych nie ma tu zna­cze­nia. Mara­do­na wiel­kim pił­ka­rzem był i napi­sał kawał histo­rii — fakt nie opi­nia. Nie­ste­ty czę­sto przy oka­zji był małym czło­wie­kiem, przez co cięż­ko mówić o nim wyłącz­nie pozy­tyw­nie. Książ­ka Guil­le­ma Bala­gue to praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej wni­kli­wy obraz Mara­do­ny ever, do któ­re­go risercz zabrał auto­ro­wi dobrych kil­ka lat. Jest tu wszyst­ko -> sport, życie pry­wat­ne, poli­ty­ka, bie­da, bogac­two, suk­ces, upa­dek, uza­leż­nie­nie i auto­de­struk­cja. Nic lep­sze­go o Mara­do­nie nie znaj­dzie­cie, a do tego bar­dzo ład­niut­kie wyda­nie, któ­re zro­bi szał na półecz­ce. Książ­ka dla wszyst­kich, któ­rzy kocha­ją pił­kę.

„Powi­nie­nem być już być mar­twy” Den­nis Rod­man
A teraz coś dla fanów NBA -> bio­gra­fia słyn­ne­go „Roba­ka”. Zde­cy­do­wa­nie jest to naj­bar­dziej roz­ryw­ko­wa spo­śród pro­po­zy­cji spor­to­wych, bo poza suk­ce­sa­mi, znaj­dzie­my spo­ro eks­ce­sów i trash tal­ku. Long Sto­ry Short -> Rod­man był kotem na par­kie­cie, grał z legen­dar­nym MJ, zdo­był 5 pier­ście­ni mistrzow­skich, ale to co zro­bił w klu­bie Chi­ca­go Bulls, to mały pikuś przy rze­czach, któ­re nawy­wi­jał w klu­bach Las Vegas. Nar­ko­ty­ki, roman­se z super hiper gwiaz­da­mi, sza­sta­nie szma­lem, bój­ki, aresz­to­wa­nia, epi­zod w Hol­ly­wo­od, przy­jaźń z Kim Jong Unem i tak dalej i tak dalej.  Powie­dzieć, że to barw­na postać, to nie powie­dzieć nic. Ponad­to książ­ka sta­no­wi dopeł­nie­nie seria­lu “Last Dan­ce” o Jor­da­nie. Są zbież­ne momen­ty, ale poda­ne z innej per­spek­ty­wy. Den­nis Rod­man wycho­dzi poza koszy­ków­kę, to zja­wi­sko popkul­tu­ro­we.

Sza­ra­no­wicz. Życie z pasją” Wło­dzi­mierz Sza­ra­no­wicz, Mar­ta Sza­ra­no­wicz-Kusz
Kate­go­rię sport zamy­ka­my wywia­dem rze­ką z czło­wie­kiem legen­dą, któ­ry prze­pro­wa­dził nas przez mul­tum wyda­rzeń spor­to­wych i zosta­nie zapa­mię­ta­ny, jako jeden z naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­nych gło­sów komen­ta­tor­skich ever -> “Hej, hej tu NBA”, czy choć­by słyn­ne zda­nie “PO ZŁOTO, PO MEDAL, DLA NAS, DLA WSZYSTKICH!!!” pod­czas sko­ku Mały­sza. Cia­ry po pierw­szej nut­ce. Książ­kę pole­cam dla naszych ojców, wuj­ków i dziad­ków, aby mogli wraz z Panem Włod­kiem wró­cić do wyda­rzeń spor­to­wych, któ­ry­mi się emo­cjo­no­wa­li na róż­nych eta­pach i któ­re być może sta­no­wią jakiś punkt odnie­sie­nia w ich życiu -> ooo byłem na tym meczu, ooo pamię­tam tam­ten tur­niej. To może być pięk­na kap­su­ła cza­su. 


Dla rekinów biznesu i milionerów wannabe

Woj­ny biz­ne­so­we” David Brown
Jestem w poło­wie tej książ­ki, ale już teraz mogę powie­dzieć, że gdy­bym jej nie miał, to wła­śnie ją chciał­bym dostać naj­bar­dziej. Autor David Brown na co dzień pro­wa­dzi jeden z naj­po­pu­lar­niej­szych pod­ca­stów ever -> “Busi­ness wars”, w któ­rym przy­ta­cza histo­rie naj­więk­szych bata­lii mar­ke­tin­go­wych pomię­dzy fir­ma­mi z tej samej bran­ży. I teraz odtwo­rzył je w wer­sji papie­ro­wej. Te histo­rie to takie pereł­ki, że ja nawet nie. Już pierw­szy roz­dział o gene­zie powsta­nia lal­ki Bar­bie roz­wa­lił mi mózg na drob­ne kawa­łecz­ki (to nie było tak jak myśli­cie), tym­cza­sem to nawet nie jest naj­lep­sze sto­ry w książ­ce. Zresz­tą sami zobacz­cie co mamy w menu -> Adi­das vs Puma, iPho­ne vs Black­Ber­ry, Block­bu­ster vs Net­flix, H&M vs Zara, Nin­ten­do vs Ame­ry­ka i jesz­cze kil­ka innych. Wiel­kie idee, sza­lo­ne pomy­sły, odważ­ne zagra­nia biz­ne­so­we, dużo smacz­ków i jesz­cze wię­cej haj­su. Poda­ruj­cie ziom­ko­wi, któ­ry sie­dzi w kryp­to. Niech zoba­czy, jak wyglą­da legit­na dro­ga do bogac­twa. I tym co pla­nu­ją zało­żyć wła­sną fir­mę, albo zaj­mu­ją się mar­ke­tin­giem, albo widząc takie­go Net­fli­xa, mówią -> “Kur­ła, ukra­dli mi pomysł”. Tiaa Two­ja Sta­ra. Dro­gi do tych suk­ce­sów były bar­dziej pokrę­co­na niż loki Mag­dy Ges­sler.


Dla ceniących dobry reportaż

Ted Bun­dy. Bestia obok mnie” Ann Rule
Histo­ria Teda Bundy’ego jest tak nie­sa­mo­wi­ta i zaraz absur­dal­na, że cięż­ko przy­jąć do wia­do­mo­ści, że wyda­rzy­ła się napraw­dę. Gdy­by ktoś wymy­ślił taką opo­wieść na potrze­by fil­mu, napi­sał­bym w recen­zji, że bar­dziej nie­do­rzecz­ne­go sce­na­riu­sza nie widzia­łem. Tym­cza­sem to true sto­ry. Co gor­sze Ted Bun­dy miał takie bez­czel­ne momen­ty w swo­jej bio­gra­fii, że jak się o nich czy­ta, odru­cho­wo mu się kibi­cu­je -> np. jak pla­no­wał uciec przez okno w sądzie (dru­gie pię­tro), albo jak schudł kil­ka­na­ście kilo­gra­mów, żeby zmie­ścić się do dziu­ry w sufi­cie wię­zien­nej celi. I dopie­ro po chwi­li do czło­wie­ka docie­ra, że on był tym złym i zasłu­gu­je tyl­ko na pogar­dę. W każ­dym razie “Ted Bun­dy. Bestia obok mnie” to książ­ka, któ­ra trzy­ma za mord­kę niczym naj­lep­szy thril­ler (z tym, że praw­dzi­wy), jest rów­nież naj­ob­szer­niej­szą pozy­cją o Tedzie z jaką się spo­tka­łem (a czy­ta­łem jesz­cze dwa inne tytu­ły, oglą­da­łem trzy doku­men­ty i film peł­no­me­tra­żo­wy) i co naj­istot­niej­sze, zosta­ła napi­sa­na przez przy­ja­ciół­kę Teda, któ­ra mia­ła z nim kon­takt nawet, kie­dy sie­dział w celi śmier­ci, więc poza odtwo­rze­niem fak­tów, dosta­je­my też opi­sy kon­dy­cji psy­chicz­nej Bun­dy­’e­go na poszcze­gól­nych eta­pach życia. Pole­cam wszyst­ki­mi ren­ca­mi.

Jedy­ny Samo­lot na nie­bie” Gar­rett M. Graff

Powia­dam wam, że ten tytuł jest prze­mo­car­ny. Autor odpy­tał ponad 500 osób powią­za­nych w jakiś spo­sób z World Tra­de Cen­ter, o to, gdzie byli i co robi­li 11 wrze­śnia 2001 roku, kie­dy doszło do zama­chów. Suma tych wszyst­kich wspo­mnień daje nie­sa­mo­wi­ty efekt. To tak jak­by usta­wić w całej Ame­ry­ce mnó­stwo kame­rek 360 stop­ni i móc sobie w dowol­nym momen­cie zmie­niać per­spek­ty­wę. Z pierw­szej ręki dowia­du­je­my się, co się dzia­ło w Nowym Jor­ku przed zama­cha­mi, jakie reak­cje były w trak­cie, kie­dy ludzie jesz­cze nie wie­dzie­li co się dzie­je i myśle­li sobie – „Ojej World Tra­de Cen­ter się pali. No smu­te­czek, ale mam waż­niej­sze spra­wy na gło­wie”, pozna­je­my histo­rię ludzi, któ­rzy tego dnia przy­by­li biz­ne­so­wo do NY i miał być to naj­waż­niej­szy dzień w ich karie­rach oraz histo­rię ludzi, któ­rzy powin­ni być w WTC, ale z róż­nych powo­dów nie dotar­li. Histo­rie ludzi, któ­rzy stra­ci­li bli­skich oraz ste­no­gra­my z ostat­nich tele­fo­nów, jakie wyko­na­li pasa­że­ro­wie lotu 93, kie­dy już wie­dzie­li, że dzwo­nią, aby się poże­gnać. Cia­ry, wspo­mnie­nia i emo­cje. Wszyst­ko wró­ci­ło. Nie­sa­mo­wi­ty tytuł.



“Ropa i krew” Bra­dley Hope, Justin Schneck
Teo­re­tycz­nie jest to śledz­two dzien­ni­kar­skie sku­pia­ją­ce się na kon­flik­tach u szczy­tów wła­dzy Ara­bii Sau­dyj­skiej, któ­re osta­tecz­nie dopro­wa­dzi­ły do obję­cia ste­rów przez 36-let­nie­go Muha­ma­da ibn Sal­ma­na. W rze­czy­wi­sto­ści jest to mix “Suk­ce­sji” i “Gry o tron”, bo oka­zu­je się, że ten cały Muham­mad to krej­zol, któ­ry w pogo­ni za wła­dzą, total­nie nie bie­rze jeń­ców. A nie, wróć, wła­śnie bie­rze jeń­ców. Raz wziął nawet trzy­stu i to takich kon­kret­nych zawod­ni­ków, bo byli wśród nich człon­ko­wie sau­dyj­skiej rodzi­ny kró­lew­skiej, dzien­ni­ka­rze oraz biz­nes­me­ni, i prze­trzy­my­wał ich dopó­ki nie wypła­ci­li mu kil­ku miliar­dów dolców -> rze­ko­mo na pro­gram wal­ki z korup­cją (XD). A to dopie­ro począ­tek jego naj­lep­szych nume­rów. Sztos pro­po­zy­cja dla inte­re­su­ją­cych się histo­rią i geo­po­li­ty­ką.

 

Dla fanów rapsów i ludzi wychowanych w latach ‘90

Za dri­nem drin” Krzysz­tof Kozak, Hubert Kęska
Jeśli inte­re­su­je­cie się pol­ski­mi rap­sa­mi, ta książ­ka jest dla was. Znaj­dzie­cie w niej histo­rię o tym, jak w kra­ju nad Wisłą rodzi­ła się kul­tu­ra hip hopo­wa. Prze­czy­ta­cie o pierw­szych zawod­ni­kach w rap grze, o pierw­szych kon­cer­tach, pły­tach, haj­sach i feno­me­nie roz­le­wa­ją­cym się na cały kraj. Nar­ra­to­rem jest Krzysz­tof Kozak, czy­li zało­ży­ciel legen­dar­nej wytwór­ni RRX, któ­ry wypro­mo­wał m.in. Tede­go, Bori­xo­na i Cha­dę… któ­re­mu przy oka­zji zarzu­ca się, że prze­krę­cił Magi­ka z Pak­to­fo­ni­ki. Tro­chę się tym inte­re­su­ję, więc mogę wam z góry powie­dzieć, że Kozak kolo­ry­zu­je jak­by jutra mia­ło nie być i do tego szpa­nu­je ponad mia­rę, ale tak napraw­dę nicze­go inne­go się po nim nie spo­dzie­wa­łem. Ten typ tak ma. Poza tym to nie ma więk­sze­go zna­cze­nia, bo pomię­dzy tymi far­ma­zo­na­mi skry­wa się esen­cja, czy­li sto­ry jak to się zaczę­ło, jak rosło i kie­dy eska­lo­wa­ło na maxa. Kawał histo­rii i na tym pozio­mie książ­ka dowo­zi. Ja jestem w tar­ge­cie, ty jesteś w tar­ge­cie, twój sąsiad, kole­żan­ka i listo­nosz też.

 

Dla miłośników fantastyki, nietuzinkowych historii, miejskich legend oraz lubiących czary mary i hokus pokus

Panie Cza­row­ne” Jakub Ćwiek
A co jeśli daw­no, daw­no temu nie spa­lo­no wszyst­kich cza­row­nic na sto­sie? A co jeśli kil­ka z nich żyje wśród nas, wto­pio­ne w pro­za­icz­ne współ­cze­sne żyć­ko “byle do piąt­ku”? A co jeśli ich tajem­ni­ca zosta­nie zagro­żo­na i wnu­ki tych od sto­sów będą chcie­li doko­nać powtór­ki z roz­ryw­ki? Już na tym eta­pie histo­ria zapo­wia­da się krzep­ko, ale dla pew­no­ści spraw­dzi­łem jesz­cze na Lubi­my Czy­tać i dosta­łem potwier­dze­nie, że książ­ka nie tyl­ko jest świe­ża, roz­ryw­ko­wa i dowo­zi fabu­lar­nie, ale zawie­ra też waż­ne prze­sła­nie na obec­ne cza­sy. Wię­cej mi nie trze­ba #Team­Ćwie­ku



“Nie ma tego złe­go” / “Głod­na Pusz­cza” Mar­cin Mort­ka

Mar­cin Mort­ka to moje tego­rocz­ne odkry­cie. Zaczę­ło się tak, że wydaw­nic­two SQN zor­ga­ni­zo­wa­ło w lutym akcję pt. “Nie oce­niaj książ­ki po okład­ce” i przy­sła­ło mi książ­kę w bia­łej opra­wie. Nie wie­dzia­łem jaki jest tytuł, czy auto­rem jest facet, czy babecz­ka, Polak, czy #zagra­ni­co. Null. Gene­ral­nie mia­łem odcię­te wszyst­kie pobocz­ne bodź­ce, któ­re czę­sto wpły­wa­ją na nasza oce­nę, cho­ciaż nie zawsze zda­je­my sobie z tego spra­wę. Prze­czy­ta­łem w ciem­no i pierw­sze co rzu­ci­ło mi się w oczy, to poczu­cie humo­ru. Lek­kie, inte­li­gent­ne, nie­wy­mu­szo­ne i satys­fak­cjo­nu­ją­ce. Dru­ga rzecz to spraw­ność nar­ra­cyj­na i bie­głość w ele­men­tach fan­ta­stycz­nych. Głu­pio mi było napi­sać to publicz­nie, bo wie­dzia­łem, że to nie­moż­li­we, ale miej­sca­mi dał­bym sobie uciąć mały palec u sto­py, że czy­tam coś od Sap­kow­skie­go -> a póź­niej mi powie­dzie­li, że to Mar­cin Mort­ka. Od tam­te­go momen­tu jestem fanem i bar­dzo pole­cam zarów­no “Nie ma tego złe­go”, jak i kon­ty­nu­ację, czy­li “Głod­ną Pusz­czę”. Lek­kie, przy­jem­ne i zabaw­ne fan­ta­sy. Pew­nia­czek dla mło­dzie­ży i doro­słych lubią­cych ten gatu­nek.


Książka otwierająca oczy

Nie widzę prze­szkód” Mar­cin Rysz­ka
Z mojej per­spek­ty­wy utra­ta wzro­ku w wie­ku pię­ciu lat to nokau­tu­ją­cy cios, po któ­rym czło­wiek ma moral­ne pra­wo już się nie pozbie­rać… i w tym momen­cie, cały na bia­ło wcho­dzi Mar­cin Rysz­ka z dewi­zą “Cze­go nie­do­wi­dzę, to wyma­cam”, udo­wad­nia­jąc swo­ją histo­rią, że więk­szość ogra­ni­czeń sie­dzi wyłącz­nie w naszych gło­wach. Mimo utra­ty wzro­ku w dzie­ciń­stwie, Mar­cin wyci­ska życie jak cytry­nę. Absol­went wyż­szej uczel­ni, trzy­krot­ny Mistrz Świa­ta w pły­wa­niu, zawod­nik oraz dzia­łacz blind foot­bal­lu, dzien­ni­karz, komen­ta­tor spor­to­wy, akty­wi­sta osób nie­peł­no­spraw­nych, mąż, ojciec, a tak­że współ­au­tor książ­ki, w któ­rej z humo­rem opo­wia­da, jak wyglą­da życie, kie­dy “NIC” nie widać. Głu­pio śmiać się “ze śle­pych”, ale tutaj serio są momen­ty. Pole­cam tę książ­kę wszyst­kim, bo spra­wi­ła, że przez chwi­lę czu­łem się napraw­dę dobrze. Przy­po­mnia­ła mi, że po świe­cie nadal cho­dzą faj­ni ludzie, z faj­ny­mi ini­cja­ty­wa­mi i faj­nie raz na jakiś czas zro­bić sobie urlop od narze­ka­nia. Gene­ral­nie jest faj­nie. O taki pozy­tyw­ny prze­kaz nic nie robi­łem.

 

BONUS dla potrafiących docenić zajebiaszczy album, szanujących koszykówkę i dziedzictwo NBA.

75 lat NBA” Dave Zarum
Jak spo­ile­ru­je tytuł, jest to album wyda­ny z oka­zji 75-lecia ist­nie­nia naj­lep­szej ligi koszy­kar­skiej świa­ta. Wyda­ny tak, że będzie per­łą w mojej książ­ko­wej kolek­cji. Zawie­ra naj­waż­niej­sze momen­ty i kamie­nie milo­we dla NBA, masę zdjęć i cie­ka­wo­stek, no i oczy­wi­ście syl­wet­ki legen­dar­nych zawod­ni­ków. Na dzi­siaj jest to kozac­ki album, któ­ry każ­dy fan chciał­by mieć. W momen­cie kie­dy skoń­czy się nakład, będzie miał rów­nież war­tość kolek­cjo­ner­ską, bo takie wydaw­nic­twa nie zda­rza­ją się codzien­nie. Z moje­go punk­tu widze­nia jest to naj­więk­sze cia­stecz­ko na tej liście, a ja nawet nie jestem ultra­sem NBA. Owszem, inte­re­su­je się, ale nadal wolę jak hara­ta­ją w gałę i śmi­ga­ją w F1. Pomy­śl­cie zatem, jaki szał będzie u oso­by, dla któ­rej NBA jest nume­rem jeden. Zosta­wiam wam to to roz­pa­trze­nia.

I tym spo­so­bem doje­cha­li­śmy do koń­ca list. Łącz­nie było 17 tytu­łów z róż­nych gatun­ków, więc pro­szę nie mów­cie mi, że kogoś pomi­ną­łem. Trzy­maj­cie się szra­my i do następ­ne­go. Pozdro600

A to widziałeś?