Książki celebrytów, czyli papier jest cierpliwy, ale ku*wa bez przesady!

ksiazki celebrytow

W weekend byłem zaproszony na podwójną imprezę urodzinową (BTW co ma w sobie data 30 listopada, że kobietom w ciąży akurat w tym dniu najczęściej odchodzą wody? Serio, znam aż pięć osób wyklutych w Andrzejki, w tym dwójka jubilatów. Przypadek? Nie sądzę!), a że głupio tak przychodzić z pustymi rękami, wcześniej wpadłem do Empiku. Książki to taki prezentowy evergreen, wiadomka, a że chłopaki są gimbusami i mają spore braki w klasyce literatury, stwierdziłem, że wzięcie "Lotu nad kukułczym gniazdem" tudzież czegoś od Zajdla lub Stainbecka będzie opcją win – win, przyjemne z pożytecznym. Zgadnijcie co? Nie było ani tych, ani kilku innych ponadczasowych tytułów. Co zatem było? Ano dużo Chodakowskiej i Lewandowskiej, jeszcze więcej Pawlikowskiej, a do tego wszelkiej maści tancerze, śpiewacy, aktorzy, pogodynki, prezenterki śniadaniowe, blogerzy, jutuberzy i chyba wszyscy uczestnicy z pięciu ostatnich edycji "Master Szefa". Ryli? Że niby wszyscy nagle mają coś do powiedzenia i w dodatku skilla, żeby to spisać? Bitches, please! Wiem, że książki celebrytów nie są niczym nowym i wiem, że nie zawsze trzeba czytać Schopenhauera jak "Cukier" w najnowszym Pitbulluodprężające paździerze też są potrzebne, ale nie da się nie zauważyć, że rozmiar, jaki przybrał ten "literacki rak", już dawno przekroczył masę krytyczną. Ibisz, Rusin, Rozenek, Cichopek, Felicjańska, Jabłczyńska, Prokop, Minge, Piróg, Biedroń i nawet Wróżbita Maciej, a to i tak tylko wierzchołek góry lodowej. Papier jest cierpliwy, ale kurwa bez przesady. Rodzi się pytanie, czy w tym kraju jest jeszcze ktoś, kto nie wydał książki kucharskiej, albo poradnika mówiącego, jak żyć, być młodym, pięknym, fit, vege, eko i bogatym? Zaczynam wątpić.

ksiazki celebrytow

Początkowy plan był taki, że biorę po kolei te pseudo książki na warsztat, czytam, po czym przychodzę tu ze szczerą recenzją. Ostatecznie tak nie będzie. Jeszcze mnie na tyle nie pogięło, żeby (aż) tak bezsensownie marnować czas i w dodatku wspierać ten szemrany biznes własnym szmalem. Nie ma takiej opcji. Poza tym i tak nie dałbym rady. Zanim skończyłbym jedną, na półki sklepowe trafią trzy kolejne, czyli walka z wiatrakami. Nie przeszkodziło mi to jednak, żeby skitrać się w Empiku za półeczką z muzyką klasyczną (nikt się tam nie zapuszcza, więc miałem odrobinę intymności) i przekartkować kilka pozycji. Okazuje się, że niektóre są tak ubogie w treść, że zaledwie kilka minut starczyło na przeczytanie przejrzenie całości, z kolei inne serwowały takie wodolejstwo i pustosłowie, że szczenę i cyce zbierałem z podłogi. Jak będziecie kiedyś na cmentarzu Rakowickim i usłyszycie dziwne dźwięki, wyluzujcie, to tylko Szymborska w grobie się przewraca. Poniżej kilka tytułów, które księgarnie będą próbowały wam wepchnąć w okresie świątecznym. Nie dajcie się nabrać na te błyszczące okładki i marketingowy szum, to dwójeczki zapkowane w sreberka wydmuszki. Jedyną refleksją, jaką w was wywołają, będzie pytanie: "Co ja właśnie kuźwa przeczytałem?". Jeszcze gorszym pomysłem jest kupowanie ich z myślą o prezentach gwiazdkowych. Serio, żodyn nie jest na tyle dobrym aktorem, żeby zagrać radość z książki Omeny Mensy tudzież Dj Adamusa. Nie bądźcie Grinchami, nie niszczcie świąt!

 

Ewa Chodakowska "Myślnik"

Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że książka powstała w kooperacji konia z Paulo Coelho. Koń pozował do zdjęć, Coelho sypał złotymi myślami. Na szczęście nie jestem jakimś internetowym trollem i nie zniżę się do tego poziomu. Powiem tylko, że nazywanie tej pozycji książką to nadużycie – więcej treści jest na etykiecie Domestosa, a płacenie za nią to trochę frajerstwo – to samo Ewka wrzuca na fejsa i insta za free. Co z doznaniami intelektualnymi? Istnieje ryzyko, że przepalą wam sie procesory. Tyle mądrości nie ma nawet wikipedia.

 

Małgorzata Halber "Kołonotatnik z Bohaterem"

Jakiś czas temu rynek podbiły książki z serii "Zniszcz ten dziennik", które tak naprawdę były notatnikami, ale takimi pseudokreatywnymi, bo na każdej stronie było jakieś angażujące zadanie, np. odrysuj rękę, tudzież wyrwij kartę, zgnieć i rzuć jak najdalej, albo lepiej, wyrwij i wsadź sobie do buzi (że też sam na to nie wpadłem, przecież to oczywista czynność).

Ksiazki celebrytow

W sumie to nic nowego. Moje pokolenie też miało taką zabawę, tyle że dziennikiem był zeszyt kolegi, a zadaniem narysowanie jak największej ilości penisów na ostatniej stronie podczas, gdy kumpel pocił się akurat przy tablicy. Wracając jednak do tematu, seria "Zniszcz ten dziennik" okazała się absolutnym bestsellerem, kilkanaście miesięcy w TOP10, co wydawcom dało feedback, że książki wcale nie muszą posiadać treści, żeby się sprzedawać, nope, wystarczy dać pusty bloczek w cenie standardowego wydawnictwa, wymyślić do tego jakąś marketingową ściemę, a resztę ludzie sami sobie dopiszą. Najłatwiej zarobiony piniądz ever. I właśnie taką kartą zagrała Małgorza Halber wypuszczając notatnik z rysunkami czarnego kartofla i wołając za to 45 złotych. Serce mi pęka, kiedy myślę o tych niewinnych drzewach, które poświęciły życie, dla czegoś tak spierniefajnego. Jeśli przyszłe pokolenia uduszą się od smogu, wiecie komu dziękować. BTW jakby ktoś nie kojarzył, to Małgorzata Halber jest upadłą gwiazdą, która przewinęła się przez "5-10-15" i "Vivę", po czym zatonęła w kieliszku i teraz pisze smutne statusy na fejsie.

ksiazki celebrytow

To samo zrobił Konrad Gaca. Wydał kalendarz z kilkoma głębokimi niczym dziura budżetowa myślami i zawołał za to 50 zeta. Z całym szacunkiem Konrad, ale wal się. P.S. Konrad to taki koleś, co odchudza ludzi. Zyskał popularność w polsatowskim programie, gdzie pogonił paru dużych misiów i teraz tłumy walą na jego siłki drzwiami i oknami (kosztuje to 2 tysie miesięcznie, nie licząc odżywek of course).  Zresztą to właśnie pod jego okiem odchudzała się foczka z Singielki, Dominika Gwit, która przy okazji też popełniła książkę o swojej drodze z rozmiaru XXXL do XL (witaj w klubie koleżanko), niestety teraz ma efekt yo-yo, więc wszystkie jej rady o kant dupy.

ksiazki celebrytow

gwit1

Z kolei "50 twarzy Greya" zapoczątkowało modę na porno dla gospodyń domowych, które smażąc kotleta, lubią sobie wyobrażać, że zaraz na chatę zamiast ich starego wparuje jakiś małomówny milioner, wyrwie z rąk łopatkę, podwinie fartuch i zacznie smagać po tyłku, jakby jutra miało nie być, a ona wspomoże go w głośnym liczeniu. Po wszystkim przypomni sobie, że była dziewicą i w pośpiechu wybiegnie na fochu, zapominając, że cała akcja rozegrała się u niej na chacie. Oczywiście kluczowy w tym wszystkim jest tajemniczy milioner, bo przecież nie zrobi tego z gwiżdzącym za nią pod Biedrą budowlańcem-troglodytą, w dodatku bez helikoptera, szanujmy się. Cóż, temat nośny i dochodowy, to i chętnych nie brakuje, żeby się podczepić. Do pociągu z porno dla Grażynek postanowiła wskoczyć ex modelka i aktualna alkoholiczka, Ilona Felicjańska, uzbrojona w niesamowitą lekturę o jeszcze bardziej niesamowitym tytule "Wszystkie odcienie czerni". Pozwólcie, że zaszczyt shejtowania odstąpię niejakiej Wicce z portalu "Lubimy czytać".
ksiazki celebrytow

 

Hmm wygląda na to, że Ilona nadal jest w cugu. Może poszukajmy czegoś bardziej wyrafinowanego. Omena Mensah wygląda na babkę z klasą i tak się składa, że wydała ostatnio poradnik pod tajemniczym tytułem "Twoje 3i". Umieram z ciekawości, o czym to. Hej Melocoton, opowiedz nam o co lotto z tym 3i:

ksiazki celebrytow

Fuck, znowu pudło, ale pomyślmy kto ma papiery, żeby doradzać kobietom? Wiem, Maja Sablewska. Prowadzi program telewizyjny w podobnych klimatach, regularnie pojawia się na okładkach i czerwonych dywanach, ma dużo lajków na fejsie i co najważniejsze, wymyśliła dietę zmieniającą rysy twarzy, dzięki której w kilka lat z nijakiej dziewczyny przemieniła się w Michaela Jacksona. Można? Można! I nie ma co sobie zawracać głowy opiniami, że chuja wie i jest konfliktowa (kosa z Edzią Górniak, Dodą i Wojewódzkim nie z jej winy). Złe języki zawsze się znajdą. Lisek opowiadaj, co tam Maja wysmażyła.

ksiazki celebrytow

Zaczynam tracić nadzieję, czy w poradnikach znajdziemy coś wartościowego, ale w grze mamy jeszcze perfekcyjne porady od perfekcyjnej Małgoni Rozenek? Osobiście czarno to widzę, w końcu w "Azji Express" Małgonia nie pozostawiła złudzeń, że bardziej niż na prowadzącą, nadawałby się na uczestniczkę programu "Projekt Lady". Podejrzewam, że byłaby pierwsza chętna do misji podprowadzenia wina ze spiżarni i zainicjowania pomysłu, żeby zostawić w nocy otwarte okno, co by chłopaki mogli wpaść, no i mięsem rzucić też potrafi, a jak trzeba to i wiek zamataczy. Swojska dziącha, a nie jakieś ą ę, ale nie przekreślajmy z góry. Balinea zarzuć recką.

ksiazki celebrytow

Cóż, wygląda na to, że foczki nie potrafią napisać dobrego poradnika, a co z facetami? W najbardziej eksponowanym miejscu w Empiczku natrafiłem na poradnik Eksluzywnego Menela, czyli guru mody męskiej, a ostatnio twarz jakiegoś banku. Z miejsca złapałem egzemplarz i oddałem się lekturze. Hmm, co mógłbym o niej powiedzieć, żeby nikogo nie obrazić? Co najwyżej, że jest to na bogato wydany album ze zdjęciami kolesia, który jest ubrany w ubrania. Dużo zdjęć i dużo ubrań, za to treści mało, chociaż czegoś się tam dowiedziałem, np. jak prawidłowo nosić sandały do garniaka (ze skarpetami! Szach mat hejterzy!) i że wyłogi kołnierzyka koszuli zawsze powinny być schowane pod marynarką. Niestety nie było wytłumaczone, co to są wyłogi, przez co mam teraz stres, że popełnię jakiś modowy mezalians. Aaa i wyczytałem jeszcze, gdzie aktualnie przesiadują warszawscy hipsterzy, więc wiem, które rewiry omijać szerokim łukiem. Dzięki Menelu. Ogólnie było to bardzo wzbogacające 5 minut (przeczytałem od deski do deski), polecam… trzymać się z daleka.

menel2

Beata Pawlikowska – nie ma tutaj żadnego konkretnego tytułu, bo w momencie, kiedy piszę te słowa, Beata prawdopodobnie oddaje do druku dwie kolejne książki. Nie żartuję. W lutym zrobiłem konkurs na PigOucie, który polegał na odgadnięciu ile książek napisała Pawlikowska? Prawidłowa odpowiedź brzmiała 89 (liczyłem). Minęło pół roku, a bibliografia powiększyła się o kolejne 20 tytułów. Tak, obecnie w dorobku ma 109 książek, a do tego dochodzą jeszcze gry, puzzle i audiobooki. Niektórzy twierdzą, że Stephen King jest płodny i każda jego sesja na tronie kończy się nowym tytułem, cóż, przy Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej "wannabe" to popierdółka, a nie pisarz. Patrząc na tematykę, jaką porusza Beata, można pomyśleć, że to kobieta renesansu – zna 20 języków, zwiedziła cały świat, od ręki ugotuje potrawę z dowolnego regionu, ponadto jest chyba jedyną osobą, która sama się wyleczyła z depresji, anoreksji i seksoholizmu (gdyby tak jeszcze odstawiła dopalacze). Normalnie ręce same składają się do oklasków… do momentu, aż faktycznie otworzy się, którąś z jej książek i trafi na złote myśli w stylu: "czasami, gdy zamykam oczy to nic nie widzę", albo "kiedy jest mi smutno, puszczam ulubioną piosenkę i wtedy robi mi się lepiej", albo "kiedy zimą tęsknie za wiosną, gotuję rosół, po czym posypuję go koperkiem, bo zielony to kolor wiosny, a wiosna na talerzu to wiosna w sercu" (rzygam tęczą dalej niż widzę). W moim prywatnym rankigu pt. "autorzy nieporozumienia, którzy z niewyjaśnionych przyczyn odnieśli sukces i cieszą się szacunkiem" zdecydowanie zajmuje 1 miejsce. Od kilku lat mam misję, żeby obnażyć ją przed światem, ale do tej pory bez spektakularnych efektów. Na szczęście przy książce "o wyjściu z depresji na własną rękę", do grona hejterów dołączyli lekarze i zjechali tytuł, aż miło. Szkoda tylko, że autorka nie wzięła sobie tego do serca i nadal coś tam kmini. 

Nie mam już siły na Kasię Cicho(chło)pek, ale wierzcie mi na słowo, że znajdziecie u niej wszystko – od treningu na zrzucenie fladyra po ciąży (odszczekuje tego fladyra, oczywiście chodziło o brzuszek), przez tajniki domowej yogi, uprawianej w przerwach między myciem kibla a karmieniem dziecka, szkolenie jak rozliczyć PITa, kiedy Twój mąż jest tancerzem i nie radzi sobie z cyferkami, aż po rady jak prawidłowo dobrać biutonosz (jeśli przydeptujesz cyca, znaczy, że skrewiłaś). Must have w każdej biblioteczce.

ksiazki celebrytow

Podsumowując, książki celebrytów to złooo i patologia, bo albo nie mają w ogóle treści, albo co gorsze mają, a wtedy ratuj się, kto może, bo zaraz polecą rady z dupy, gorzkie żale i wspominki ludzi, którzy nie dobili nawet do 40-stki (nie licząc Rozenkowej). Pogodynki mówią jak żyć, podróżniczki leczą z seksoholizmu, a foki po operacjach plastycznych ściemniają, że to zasługa diety i pozytywnego myślenia. Łączy je jedno, wszystkie prędzej czy później trafią do kosza z tanią książką tudzież na stojak na Orlenie, ale niech Cię ręka boska broni przed ich kupnem. No, chyba że kolebie Ci się stół i szukasz akurat podkładki, wtedy możesz, ale za 4,99 zł max. 

P.S. Według statystyk, w 2015 roku tylko 37% Polaków sięgnęło po książkę. Strach pomyśleć o ile spadłaby ta liczba, gdybyśmy nie brali pod uwagę celebryckiego chłamu. Znacie hasło "Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka?", proponuje je trochę podrasować, na przykład na "Czytasz? Super, ale zanim zdejmiesz skarpety, pokaż mi swoją półeczkę". Wyświadczcie światu przysługę i zniszcie te dzienniki, plizz.