popKULTURA

Brace Yourself! 50 twarzy Greya is coming

04/02/2015

W tym roku, dla 13-latek świę­ta przyj­dą wcze­śniej. Lada dzień do kin wcho­dzi “50 Twa­rzy Greya”. Bra­ce your­self!

Czy­tam sobie komen­ta­rze roz­hi­ste­ry­zo­wa­nych lasek na temat zaje­bi­sto­ści tra­ile­ra do “50 twa­rzy Greya” i dra­ma­tu, jakim jest cze­ka­nie na pre­mie­rę. Gdzieś w odmę­cie tych wywo­dów tra­fi­łem na tek­sty w sty­lu “szko­da, że nie ma takich kole­si jak G.”, “face­ci powin­ni iść na ten film, może się cze­goś nauczą”, itd, etc.
Śmiesz­na histo­ria, bo kie­dyś mia­łem nie­przy­jem­ność czy­tać ten paź­dzierz i jeśli dobrze pamię­tam, to w książ­ce było tak — nija­ki Tryb­son Chri­stian Grey, przy oka­zji wywia­du pozna­je nie­sta­bil­ną psy­chicz­nie dzien­ni­kar­kę (nie pamię­tam, jak mia­ła na imię, ale pamię­tam, że mia­ła wbu­do­wa­ną wewnętrz­ną bogi­nię, któ­ra co 5 minut, albo robi­ła sal­to, albo roz­pa­da­ła się na tysiąc kawał­ków), po czym zacho­wu­je się, jak na każ­de­go dżen­tel­me­na przy­sta­ło, czy­li pro­po­nu­je układ, bzy­ka­nie bez zobo­wią­zań. To zna­czy bez zobo­wią­zań z jego stro­ny, za to ona musi być trans­pa­rent­na w każ­dym aspek­cie swo­je­go życia. Daje jej służ­bo­we Black­ber­ry, Mac­Bo­oka i Audi, żeby móc ją sta­le kon­tro­lo­wać tudzież wezwać w dowol­nym momen­cie. Pod­pi­su­ją nawet umo­wę o dzie­ło, co w książ­ce zosta­ło nazwa­ne kon­trak­tem. Może jestem jakiś dziw­ny, ale mi to wyglą­da na pro­sty­tu­cję. Staw­ki, co praw­da tro­chę wyż­sze niż w “Gale­rian­kach” (lot heli­kop­te­rem vs dżin­sy) i na wyłącz­ność, ale to nadal pro­sty­tu­cja. Nie kumam w takim razie dla­cze­go poja­wia­ją się komen­ta­rze, że nie ma takich gości jak Kry­stian. Jest ich na pęcz­ki. Pro­blem leży w dziew­czy­nach, któ­re sły­sząc od kole­sia tekst w sty­lu: “wiesz, lubię Cię, ale jestem na takim eta­pie swo­je­go życia, że nie inte­re­su­je mnie sta­ły zwią­zek. Może po pro­stu pobzy­ka­my się od cza­su do cza­su?”, nie potra­fią zro­zu­mieć, że wła­śnie tra­fia im się szan­sa na przy­go­dę jak w “50 twa­rzach”, tyl­ko strze­la­ją focha i bie­gną napi­sać na Samo­si “wszy­scy face­ci są tacy sami i cho­dzi im tyl­ko o jed­no”. 

Książ­ka vs praw­dzi­we życie, przy­kład II. Babecz­ka pozna­je face­ta, któ­ry po kil­ku rand­kach zabie­ra ją na cha­tę. Opro­wa­dza po miesz­ka­niu: tu salon, tam sypial­nia, ooo a to mój pokój gier. Otwie­ra­ją się drzwi a tam ścia­ny peł­ne dild, haków, pej­czy, kne­bli, zaty­czek, latek­so­wych wdzia­nek i tego typu zaba­wek. Co robi babecz­ka?:

A) Spier­da­la w try­mi­ga

B) Mówi: Ufffff! przez chwi­lę bałam się, że mówiąc pokój gier masz na myśli Play­sta­tion albo Xbo­xa. Nie mogła­bym być z nie­doj­rza­łym czło­wie­kiem, któ­ry ma skoń­czo­ne 30 lat i wciąż gra na kon­so­li! Na szczę­ście to tyl­ko kolek­cja dild, dil­da zawsze spo­ko. Oooo a tę żela­zną dzie­wi­cę to gdzie kupi­łeś? W Ikei? O jakie faje kla­mer­ki na suty, mogę przy­mie­rzyć?

Książ­ka vs praw­dzi­we życie, przy­kład III. Nazy­wa­nie “50 twa­rzy Greya” gorą­cym por­no to obra­za dla por­no. Nie dość, że jest zim­ne jak ryba, to nawet Wiedź­min czę­ściej chę­do­żył u Sap­kow­skie­go. Opi­sy “tych” scen wg. E. L. James są żenu­ją­ce i zawsze wyglą­da­ją tak samo — ona roz­pa­da się na tysiąc kawał­ków, a on krzy­czy jak kie­row­ca tira do leśne­go ssa­ka „poczuj to dla mnie, mała”.

Widzie­li­ście w ogó­le kie­dyś por­no­la? Ja nie, bo chce iść do nie­ba, ale wiem co i jak, bo kole­dzy opo­wia­da­li. No więc czy widzie­li­ście kuź­wa kie­dyś por­no­la, w któ­rym gada­ją przez 34 fil­mu? Nego­cju­ją warun­ki i jak już prak­tycz­nie wszyst­ko jest usta­lo­ne, to foka w ostat­niej chwi­li wynaj­du­je nowe pro­ble­my? Śmiem wąt­pić. W por­no­lu każ­da oka­zja jest dobra na bzy­kan­ko. Dosta­wa piz­zy = ojej nie mam jak wydać resz­ty, ale spo­ko, może­my się bzyk­nąć dla rów­ne­go rachun­ku. Wizy­ta u leka­rza = chę­do­że­nie na fote­lu gine­ko­lo­gicz­nym, ser­wis fury u mecha­ni­ka = wymia­na pły­nów i to zde­cy­do­wa­nie nie w autku, zapcha­ny zlew = dwie prze­pcha­ne rury, komi­niarz = prze­czysz­czo­ny komin, masaż = wia­dro oliw­ki + przy­pad­ko­wa pene­tra­cja, kore­pe­ty­cje = prak­tycz­ny kurs ana­to­mii w wyko­na­niu gorą­ce­go MIL­Fa w rogo­wych opraw­kach, roz­mo­wa o pra­cę = skó­rza­na sofa = bzy­kan­ko, prze­jazd tak­sów­ką bez pie­nię­dzy = spo­ko, doga­da­my się (Hej, a co to za świe­cą­ca lamp­ka na pod­su­fit­ce? Czy Ty to nagry­wasz? Nie, to tyl­ko czuj­nik cofa­nia. Spo­koj­nie, nikt się nie dowie). I tak to wła­śnie dzia­ła, a co naj­lep­sze wca­le nie są do tego potrzeb­ne łapów­ki z iPa­dów i Black­ber­ry, baaa nawet przed­sta­wiać się nie trze­ba. Nie­ste­ty dro­gie panie, ale wasze wyobra­że­nie por­no jest błęd­ne. Zresz­tą tak samo, jak wyobra­że­nie milio­ne­ra, któ­ry nie ma nic lep­sze­go do robo­ty niż wzię­cie na celow­nik jakiejś sza­rej mysz­ki z zabu­rze­nia­mi łak­nie­nia i uwo­dze­nia jej tygo­dnia­mi. Nope. Praw­dzi­wy mul­ti­mi­lio­ner zosta­je Bat­ma­nem albo Iron Manem. W skraj­nych przy­pad­kach kupu­je jacht i pły­wa po Kara­ibach w towa­rzy­stwie Anioł­ków Vic­to­ria­’s Secrets. Przy­kro mi.

BTW: Film ma PEGI 16, więc nawet cyc­ka nie poka­żą. Tyle w tema­cie cze­ka­ją­cych nas moc­nych scen. Edit: Był cycek, a spraw­ne oko nawet łonow­ca mogło wychwy­cić. Poszli po ban­dzie.

BTW2: Jeśli kolej­ny raz usły­szy­cie o mło­dej stu­dent­ce, któ­ra gzi się z jakimś sta­rym dzia­dy­gą w zamian za czynsz i kie­szon­ko­we, nie oce­niaj­cie. Być może to praw­dzi­wa miłość.….….… albo przy­naj­mniej naj­go­ręt­szy romans sezo­nu.

A to widziałeś?