popKULTURA

Pitbull. Niebezpieczne kobiety — iść czy nie iść?

11/11/2016

Powiedz­cie szcze­rze, przy­szli­ście tu po pozy­tyw­ną rec­kę i potwier­dze­nie, że rezer­wa­cja bile­tów na week­en­do­wy seans to wasz naj­lep­szy pomysł ever, co nie? Czy ist­nie­je, choć cień szan­sy na to, że uda mi się odwieść was od tego pla­nu? Śmiem wąt­pić, w koń­cu tra­iler ury­wa dupę, a na poprzed­niej czę­ści uśmia­li­ście się jak nor­ki — te hehesz­ki z Oświe­ciń­skie­go i kanap­ki z ogór­kiem Mai Osta­szew­skiej — nor­mal­nie boki zry­wać. Do tego dziew­czy­ny mogły zawie­sić oko na kla­cie Stra­mow­skie­go, a fani ory­gi­nal­ne­go Pit­bul­la ponow­nie zoba­czy­li w akcji Gebel­sa, Igo­ra i Barsz­czy­ka, plus w gra­ti­sie dosta­li Bogu­sła­wa Lin­dę, jako gang­ste­ra, czy­li w roli, do któ­rej został stwo­rzo­ny, a nie kuź­wa wycie­ra­nie się jako gospo­sia Mał­go­rza­ty Forem­niak w jakimś pod­rzęd­nym pol­sa­tow­skim shit­co­mie. To wszyst­kie rze­czy to prze­pis na hit. Przy­zna­ję, ja też byłem zauro­czo­ny Nowy­mi porząd­ka­mi” i nawet bro­ni­łem przed zarzu­ta­mi, że za mało w nich akcji i “poli­cyj­ne­go bru­du”, a za dużo krę­ce­nia beki. Pisa­łem, że może fak­tycz­nie pro­por­cje za bar­dzo wychy­la­ły się w stro­nę kome­dii, ale ogól­nie film się bro­ni, a do tego ma nie­sa­mo­wi­ty poten­cjał, aby w kolej­nych czę­ściach zła­pać odpo­wied­ni balans i stać się peł­no­praw­nym “Pit­bul­lem”. Jak to się mówi, pierw­sze śliw­ki roba­czyw­ki. A co gdy­bym wam powie­dział, że “Nie­bez­piecz­ne kobie­ty” bio­rą do buzi zasy­sa­ją? Że wszyst­kie złe rze­czy z poprzed­niej czę­ści, nie tyl­ko nie zosta­ły wyeli­mi­no­wa­ne, ale wręcz zwie­lo­krot­nio­ne? Bo nie­ste­ty tak jest. 

 

Fabuła

Fabu­ła to pierw­szy pro­blem tego fil­mu, a mia­no­wi­cie to, że jej tutaj nie ma. “Nie­bez­piecz­ne kobie­ty” to zle­pek kil­ku­na­stu cha­otycz­nie zmon­to­wa­nych wąt­ków, któ­re nie pro­wa­dzą do żad­ne­go kon­kret­ne­go fina­łu. Vega wpro­wa­dził od cho­le­ry posta­ci i ewi­dent­nie zabra­kło mu cza­su, żeby każ­dą sen­sow­nie przed­sta­wić. Nar­ra­cja wyglą­da jak na “Na Wspól­nej”, gdzie sce­na­rzy­sta poświę­ca 5 minut Igo­ro­wi, po czym prze­ska­ku­je do Roma­na Hof­fe­ra, ale tyl­ko na chwi­lę, bo w kolej­ce cze­ka­ją jesz­cze dra­my Jabł­czyń­skiej i Wierz­bic­kiej (sha­me on me, że w ogó­lę koja­rzę, kto tam wystę­pu­je). Nowy “Pit­bull” to taki sam paź­dzierz, tyle że akcja ska­cze od Stro­mow­skie­go i Osta­szew­skiej do Fabi­jań­skie­go, a po chwi­li do Żmi­jew­skie­go, Gra­bow­skie­go, Kulig, Dere­szow­skiej, Cie­lec­kiej, aż w koń­cu docie­ra do Bachle­dy Synuś Curuś. No i oczy­wi­ście do Oświę­ciś­skie­go, jak mogłem zapo­mnieć? Każ­da postać dosta­je na ekra­nie tyl­ko kil­ka­na­ście minut, więc nie spo­dzie­waj­cie się cudów. Ich gene­zę i moty­wa­cję pozna­cie tyl­ko po łeb­kach, a w nie­któ­rych przy­pad­kach stwier­dzi­cie, że obec­ność danej posta­ci jest kom­plet­nie z dupy, bo koniec koń­ców nie wno­si nicze­go do histo­rii, któ­ra i tak trzy­ma się już tyl­ko na sło­wo hono­ru. Sytu­ację dodat­ko­wo utrud­nia­ją nie­zbyt pre­cy­zyj­nie zary­so­wa­ne sko­ki w cza­sie, przez co cza­sa­mi nie wia­do­mo, czy akcja toczy się tu i teraz, czy może to jed­na z retro­spek­cji.

Pitbull. Niebezpieczne Kobiety

Zarzut nr 2 to fatal­ny balans mię­dzy zaba­wą w poli­cjan­tów i zło­dziei a krę­ce­niem beki. Ocze­ki­wa­łem, że tym razem sza­la prze­chy­li się w stro­nę kry­mi­na­łu, tym­cza­sem 80% fil­mu to żar­ci­ki. W dodat­ku niskich lotów. Owszem kil­ka razy się zaśmia­łem, ale w głów­nej mie­rze humor budo­wa­ny jest na wul­ga­rach. Osta­szew­ska nie wypo­wie­dzia­ła ani jed­nej kwe­stii, któ­ra nie zawie­ra­ła­by sło­wa “kur­wa” albo “zaje­bi­ście”, a czę­sto bluzg był jedy­nym, co mia­ła do zaofe­ro­wa­nia. Cho­ciaż nie wiem, czy powie­nie­nem się cze­piać, bo kino pra­wie posi­ka­ło się ze śmie­chu (to samo było na “Lej­dis”).  Nie­mal każ­da sce­na to szu­ka­nie oka­zji do zro­bie­nia ske­czu i to takie­go rodem z Abs­tra­chu­jów. Przy­kła­do­wo wątek z Oświe­cin­skim mógł­by latać po youtu­bie jako osob­ny fil­mik i być zaty­tu­ło­wa­ny “Co mówią kar­ki?”, a ten z Osta­szew­ską “Co robią bla­cha­ry?”. Co z akcją zapy­ta­cie? Cóż, jest z nią tro­chę jak z orzesz­ka­mi ara­chi­do­wy­mi w dowol­nej szam­ce — film zawie­ra jej śla­do­we ilo­ści. Niby mamy czar­ny cha­rak­ter w oso­bie Fabi­jań­skie­go, któ­ry tro­chę roz­ra­bia, ale w zasa­dzie nikt go za to nie ści­ga. Maja­mi w tej czę­ści gra tyl­ko epi­zod, a jego sce­ny ogra­ni­cza­ją się do hehesz­ko­wych dia­lo­gów z Osta­szew­ską, Gebel­sa jest jesz­cze mniej, z kolei kobie­ty poli­cjant­ki głów­nie zaj­mu­ją się inter­wen­cja­mi w pato­lo­gicz­nych domach, gdzie mężo­wie katu­ją żony, przez co nikt się za bar­dzo Fabi­jań­skim nie przej­mu­je. Gene­ral­nie każ­dy sobie rzep­kę skro­bie.

Pitbull. Niebezpieczne Kobiety

 

Aktorstwo

W “Nie­bez­piecz­nych kobie­tach” dosta­je­my cały wysyp zna­nych nazwisk i raczej nikt tu nie zawo­dzi. Z dru­giej stro­ny nikt też nie pory­wa i bynaj­mniej nie jest to spo­wo­do­wa­ne bra­ka­mi warsz­ta­to­wy­mi, a prze­ła­do­wa­niem wąt­ków i posta­ci — brak cza­su na roz­wi­nię­cie skrzy­deł. Wiem, że pod­pad­nę teraz wie­lu oso­bom, ale naj­sła­biej wypa­da­ją Oświe­cin­ski, Osta­szew­ska (nie­ste­ty) i Stro­mow­ski. Pierw­sza dwój­ka już nie zaska­ku­je, po pro­stu Vega wziął to, co spraw­dzi­ło się w pierw­szej czę­ści i pró­bo­wał wyci­snąć na mak­sa, tyle że tym razem zabra­kło flow. Gołym okiem widać, że jest to robio­ne na siłę. Z kolei Stro­mow­ski został zepchnię­ty na mar­gi­nes i oka­za­ło się, że jeśli pozba­wi się go scen, w któ­rych zarzu­ca poli­cyj­nym slan­giem tudzież nie do koń­ca zgod­nie z pra­wem prze­słu­chu­je gan­gu­sów, to chło­pa­czy­na nie ma już zbyt wie­le do zaofe­ro­wa­nia. Nie wyko­rzy­sta­no rów­nież poten­cja­łu Żmi­jew­skie­go, któ­ry dostał jed­ną z bar­dziej bez­pł­cio­wych ról ever. Szko­da, bo już kie­dyś w “Psach” udo­wod­nił, że potra­fi zagrać nie­la­da skur­wie­la. Dobrze roko­wał za to Fabi­jań­ski — zim­ny, oszczęd­ny w sło­wa typ, któ­ry na począt­ku gro­ził i masa­kro­wał, ale w pew­nym momen­cie zaczął sła­niać się na nogach i męczyć bułę recy­to­wa­niem Szo­pen­hau­era. Jego sła­ba kon­dy­cja teo­re­tycz­nie wyni­ka z cukrzy­cy, zresz­tą od niej ma ksyw­kę “Cukier”, ale zagrał to, jak­by był hero­ini­stą na ostat­niej pro­stej. Focz­ki wypa­dły przy­zwo­icie, ale bez więk­szych fajer­wer­ków. 

Pitbull. Niebezpieczne Kobiety

 

Jakieś pozytywy?

Na plus mogę zali­czyć co naj­wy­żej poje­dyn­cze sce­ny i stro­nę wizu­al­ną, bo trze­ba przy­znać, że pod wzglę­dem reali­za­cji “Pit­bull” stoi na bar­dzo wyso­kim pozio­mie. Obraz prze­fil­tro­wa­ny jak w hol­ly­wo­odz­kich pro­duk­cjach, faj­ne zdję­cia prze­pla­ta­ne uję­cia­mi z dro­na, nie­brzyd­kie wnę­trza, super bry­ki i nie­zły sound­track. Szko­da tyl­ko, że mon­taż spie­przo­ny.

Pitbull. Niebezpieczne Kobiety

 

Podsumowując

Ogól­nie jestem wkur­wio­ny na Vege, bo spier­do­lił coś, cze­go teo­re­tycz­nie spier­do­lić się nie dało. Po pierw­szej czę­ści wyda­wa­ło się nie­mal pew­ne, że nowe­go “Pit­bul­la” od przej­ścia do kla­sy­ki pol­skie­go kina, dzie­li tyl­ko deli­kat­ne dokrę­ce­nie śru­by w kwe­stii gang­ster­skie­go kli­ma­tu, tym­cza­sem ta łysa paró­wa poszła w hehesz­ko­we pod­śmie­chuj­ki dla gim­bu­sów. Film skoń­czył się w takim momen­cie, że część trze­cia jest oczy­wi­sta, ale ja już teraz mówię: Pier­do­lę, nie idę! I żaden rześ­ko skrę­co­ny tra­iler nic tu nie zmie­ni. Ewi­dent­nie doko­nał wybo­ru, w któ­rą stro­nę będzie roz­wi­jał serię i nie­ste­ty wybrał źle. Ja wysia­dam. “Nie­bez­piecz­nym kobie­tom” daję 510, czy­li znacz­nie poni­żej ocze­ki­wań. Praw­do­podb­nie wie­le z was nie będzie aż tak suro­wa i cał­kiem moż­li­we, że ten humor tra­fi do was na tyle, że przy­mknie­cie oko na bra­ki fabu­lar­ne, mimo to nie podej­mu­ję się reko­men­da­cji. Co praw­da my byli­śmy za vouche­ry z kor­po, ale wychwy­ci­łem, że stan­dar­do­wy bilet w Mul­ti­ki­nie kosz­to­wał 39 zł. 39 zł i to w czwar­tek! To jest jakiś kosmos. Nie ma bata, żebym pole­cił wam pój­ście za taką cenę. Robi­cie to na wła­sną odpo­wie­dzial­ność. 

Pitbull. Niebezpieczne Kobiety

P.S. Wyko­rzy­stu­jąc oka­zję chciał­bym prze­słać wiel­kie, murzyń­skie HWDP w stro­nę Mul­ti­ki­na, za doje­ba­nie 38 minut reklam (liczy­łem). Weszli­śmy o 19, wyszli­śmy o 22. Bite 3 godzi­ny, czy­li czas, w któ­rym mógł­bym obej­rzeć reży­ser­ską wer­sję “Wład­cy Pier­ście­ni”. Dołóż­cie do tego ceny bile­tów, a niko­go nie powin­no dzi­wić dla­cze­go pirac­two ma się lepiej niż kie­dy­kol­wiek. 

A to widziałeś?