popKULTURA

Pitbull. Nowe porządki. Iść czy nie iść?

26/01/2016

Kto od cza­su do cza­su czy­ta PigO­uta, ten pew­nie zna moje zda­nie odno­śnie Patry­ka Vegi. Gość ma dwie twa­rze niczym Harvey Dent w “Mrocz­nym ryce­rzu”. Naj­pierw nas roz­piesz­cza, opo­wia­da­jąc bar­dzo dobre histo­rie kry­mi­na­le, a chwi­lę póź­niej psu­je cały efekt, ser­wu­jąc, wiel­ką, cią­gną­cą się babę z nosa, pt: “Last Minu­te”. Cho­ciaż w sumie to i tak nie było naj­gor­sze. Na Film­we­bie mam 10 fil­mów oce­nio­nych na pałę!, a wśród nich, hono­ro­we miej­sce dzier­ży “Cia­cho”, sygno­wa­ne wła­śnie nazwi­skiem Vegi. Przy­pa­dek? Nie-kur­wa-sądzę. Ten film był tak zły, że krwa­wi­łem z oczu niczym figu­ra Madon­ny w jakimś gwa­te­mal­skim koście­le. Powin­ni go zde­le­ga­li­zo­wać, a Patry­ko­wi wle­pić doży­wot­nie­go bana na krę­ce­nie “kome­dii”.

Pitbull Nowe Porządki

Dobra, opu­ść­my kur­ty­nę mil­cze­nia na newy­pa­ły Vegi, bo wra­ca­ją demo­ny prze­szło­ści. Sku­py się na tym, co zro­bił dobrze, czy­li na “Pit­bul­lu”. Śmiem twier­dzić, że “Pit­bull” to jeden z lep­szych, o ile nie naj­lep­szy pol­ski serial o poli­cjan­tach i zło­dzie­jach (w grze jest jesz­cze “Eks­tra­dy­cja” i “Odwró­ce­ni”). Jego siłą jest ekra­no­wa praw­da. Nikt nie sprze­da­je nam ście­my a’la CSI, że gli­nia­rze przy­cho­dzą do pra­cy odpi­co­wa­ni w gaje­ry od Arma­nie­go, pozła­ca­ne zegar­ki Cer­ti­na i naj­mod­niej­sze Ray-Bany, jak­by dopie­ro, co wró­ci­li z gali roz­da­nia Osca­rów, a tym bar­dziej, że mają labo­ra­to­rium, gdzie 200-krot­nie zoo­mu­ją fot­kę z moni­to­rin­gu i dosta­ją szcze­gó­ły w HD, Bit­ches, ple­ase! Nic z tych rze­czy. “Pit­bull” jest brzyd­ki i brud­ny jak toi-toi na wood­stoc­ku. Opo­wia­da o pato­lo­gii, jaka panu­je w pol­skiej poli­cji i gli­nia­rzach alko­ho­li­kach, któ­rzy biją żony, bio­rą w łapę, dają się dymać spryt­nym papu­gom i prze­gry­wa­ją z biu­ro­kra­cją. O gli­nia­rzach fizycz­nie i psy­chicz­nie wymię­tych jak sta­re para­go­ny, któ­rzy mata­czą, uży­wa­ją prze­mo­cy pod­czas prze­słu­chań, a jak trze­ba, fabry­ku­ją dowo­dy. Całość okra­szo­na jest cięż­kim, depre­syj­nym kli­ma­tem i dopra­wio­na slan­giem zro­zu­mia­łym tyl­ko dla nie­licz­nych. Może nie brzmi to jakoś super zachę­ca­ją­co, ale oglą­da się świet­nie #tru­st­me, a pod wzglę­dem aktor­skim już w ogó­le wymia­ta. Bar­dzo dobry Mohr i Kró­li­kow­ski + życiów­ki Doro­ciń­skie­go jako “Despe­ro” i “Gebel­sa” Gra­bow­skie­go. Czap­ki z głów. “Pit­bull” jest tak zaje­bi­sty, że nie mogłem sobie odpu­ścić skom­ple­to­wa­nia wszyst­kich sezo­nów na dvd.

BTW: Jesli ktoś jesz­cze nie widział “Pit­bul­la”, a ma w pla­nach nad­ro­bić, odsy­łam tyl­ko i wyłącz­nie do seria­lu. Film to mate­riał żyw­cem wzię­ty z seria­lu, tyle że przy­cię­ty do dwóch godzin. Pod­czas tego kastro­wa­nia, pod nóż poszło wie­le klu­czo­wych wąt­ków, więc ni chu­ja nie wia­do­mo, o co lot­to. Tyl­ko serial daje radę!

Pitbull

Nie­ste­ty zaje­bi­stość “Pit­bul­la” to też jego prze­kleń­stwo. Z jed­nej stro­ny chcia­ło­by się dostać kolej­ne roz­dzia­ły tej histo­rii, ale jak poka­zu­je doświad­cze­nie, do nie­któ­rych rze­czy lepiej nie wra­cać i nie nisz­czyć legen­dy, patrz Ter­mi­na­tor Geni­sys#akysz. Vega jed­nak się nie prze­stra­szył i zary­zy­ko­wał z kon­ty­nu­acją. Zagrał tro­chę poke­ro­wo, bo zbu­do­wał zupeł­nie nową histo­rię, z nowy­mi boha­te­ra­mi, czar­ny­mi cha­rak­te­ra­mi i sce­ne­ria­mi, a do kla­sy­czy­nej serii nawią­zał tyl­ko poprzez epi­zo­dycz­ne role “Gebel­sa”, “Igo­ra” i “Barsz­czy­ka”. Sam nie wiem, co o tym mysleć. Niby dobrze, bo “nie pali dorob­ku” ory­gi­na­łu, ale z dru­giej stro­ny, roz­cza­ro­wa­ni będą wszy­scy, któ­rzy poszli do kina spo­dzie­wa­jąc się dal­szych losów swo­ich ulu­bio­nych “psów”, a wła­śnie to suge­ro­wał pla­kat — Gra­bow­ski i Kró­li­kow­ski na pierw­szym pla­nie #heloł. Za tę ście­mę, Vega dosta­je ode mnie kar­nia­ka. Praw­da jest taka, że “Pit­bull. Nowe porząd­ki” rów­nie dobrze mógł­by nosić zupeł­nie inny tytuł i być począt­kiem wła­snej mar­ki. 

Pitbull Nowe Porządki

O czym to?

Głów­nym boha­te­rem jest „Maja­mi” (Piotr Stro­mow­ski), mło­dy, nie­sfor­ny gli­niarz, tro­chę drwal (bro­da), tro­chę punk (iro­kez) i sądząc po kalo­ry­fe­rze, sta­ły pre­nu­me­ra­tor „Men’s Health”. Pozna­je­my go w momen­cie, kie­dy zosta­je kar­nie zde­gra­do­wa­ny z wydzia­łu anty­nar­ko­ty­ko­we­go i tra­fia na zesła­nie do jakieś pod­rzęd­nej sto­łecz­nej komen­dy. Tam przej­mu­je śledz­two prze­ciw­ko sły­ną­cej z wymu­sza­nia hara­czy i porwań dla oku­pu, gru­pie moko­tow­skiej, na któ­rej cze­le stoi ban­dzior z naj­bar­dziej zło­wiesz­czą ksyw­ką ever – „Bab­cia” (Bogu­sław Lin­da). „Maja­mi” jest bar­dziej moral­ny i pra­wy niż papież, więc nie ma szans, żeby go „odwró­cić”, a bez­względ­ność i bru­tal­ność gang­ste­rów spra­wia, że ich zła­pa­nie sta­je się  dla nie­go spra­wą oso­bi­stą. W nie­rów­nej wal­ce z prze­stęp­czo­ścią, wes­prze go star­szy aspi­rant Jacek Goc, czy­li zna­ny z ory­gi­nal­nej serii „Gebels” (Gra­bow­ski). I tutaj sto­pu­je­my, żeby nie było, że spo­ile­ru­ję. 

Jak wyszło?

Wycho­dząc w nie­dzie­lę z kina, byłem jak naj­bar­dziej na TAK. Nawet pochwa­li­łem film na fej­sie. Teraz, po kil­ku dniach, kie­dy ana­li­zu­ję całość na chłod­no, stwier­dzam, że jed­nak nie jest aż tak kolo­ro­wo. Klu­czem jest wyzby­cie się chę­ci do porów­ny­wa­nia “Nowych porząd­ków” z ory­gi­nal­nym “Pit­bul­lem”. Takie zesta­wie­nie to pierw­szy krok do wysta­wie­nia nega­tyw­nej opi­nii. Mamy tu zupeł­nie inny kli­mat. Jest lżej, ład­niej, czy­ściej. Boha­te­ro­wie nie noszą w sobie tej ska­zy i depre­sji, któ­ra była w seria­lu. Ogól­nie film jest łatwiej­szy w odbio­rze i podej­rze­wam, że tra­fi do szer­szej widow­ni, ale po dro­dze zatra­cił realizm i pazur pier­wo­wzo­ru, co zali­czam na minus. Zarzu­ty mam też do sce­na­riu­sza, któ­ry jest bar­dziej nacią­ga­ny niż twarz Ewy Min­ge. Spo­sób w jaki Lin­da zosta­je “kró­lem Moko­to­wa” to śmiech na sali, z resz­tą pozo­sta­łym czar­nym cha­rak­te­rom też bli­żej do komi­ków niż praw­dzi­wych gang­ste­rów. Fil­mo­wy kark “Strach”, w tej roli zatrud­nio­ny po warun­kach Tomasz Oświe­ciń­ski, to kaba­re­ciarz pierw­szej wody. Ile razy poja­wiał się na ekra­nie, tyle razy publi­ka wybu­cha­ła śmie­chem, a sce­na kie­dy “moko­tow­scy” tor­tu­ru­ją kibi­ca Lecha Poznań, humo­rem prze­bi­ja wszyst­kie pol­skie stand-upy razem wzię­te. Sypa­nie gag­mi w momen­tach, kie­dy “źli” powin­ni iść po ban­dzie, nie był naj­lep­szym pomy­słem. Nie poczu­łem do nich respek­tu, wręcz prze­ciw­nie, uwa­żam, że są paró­wa­mi, a fil­mo­wi bli­żej do kome­dii niż dobre­go kry­mi­na­łu. Kto o zdro­wych zmy­słach, wymie­ni “Nowe porząd­ki” na jed­nym odde­chu z “Gorącz­ką” i “Don­nie Bra­sco”? Nikt. 

Pitbull Nowe Porządki

Nie jest jed­nak tak źle, jak­by się mogło wyda­wać. Nali­czy­łem napraw­dę spo­ro pozy­ty­wów. Na pierw­szym miej­scu bar­dzo dobra gra aktor­ska. Piotr Stra­mow­ski jako “Mia­mi” zali­czył naj­lep­szy od lat debiut na wiel­kiem ekra­nie. Gość ma w sobie harym­zę, któ­ra przy­ku­wa uwa­gę. Cał­kiem nie­źle jak na kogoś, kto do tej pory zagrał tyl­ko w sze­rzej nie­zna­nym, pol­sa­tow­skim seria­lu o pro­ble­mach pulch­nej dziew­czyn­ki w 2XL #pierw­sze­sły­szę.

Pitbull Nowe Porządki

Poza Stro­mow­skim, rześ­ką kre­ację zali­czył Krzysz­tof Cze­czot, gang­ster socjo­pa­ta z dobre­go domu, i Maja Osta­szew­ska, jako uro­cza eks­bla­cha­ra, pra­gną­ca sta­bi­li­za­cji. O Gra­bow­skim nawet nie wspo­mi­nam, bo w roli “Gebel­sa” jest ultra koza­kiem i z miej­sca wyba­czam mu hał­tu­rze­nie w “Tań­cu z Gwiaz­da­mi”. Roz­cza­ro­wał tro­chę Boguś Lin­da. Był nie­zły, ale dupy mi nie urwa­ło. Spo­dzie­wa­łem się wię­cej, ale doli­czam mu bonu­so­wy punkt za zali­cze­nie epic­kiej dechy w sce­nie sko­ku do wody. Agniesz­ki Dygant za bar­dzo oce­nić się nie da, bo za dużo do zagra­nia nie mia­ła. Mam nadzie­ję, że Vega trzy­ma w ręka­wie jesz­cze serial, bo posta­ci wyszły mu wyjąt­ko­wo barw­ne, ale zabra­kło cza­su, żeby je odpo­wied­nio roz­wi­nąc. Kolej­nym plu­sem są dia­lo­gi. Stan­dar­do­wo zosta­je­my potrak­to­wa­ni poli­cyj­nym żar­go­nem, a pod wzglę­dem cel­nych grep­sów, mamy powtór­kę ze “Służb spe­cjal­nych”, czy­li nie jest źle. Do zalet zali­czam rów­nież kil­ka wywo­łu­ją­cych “wow” ujęć z dro­na #War­sza­wa #taka­pięk­na. Naj­waż­niej­szy jed­nak jest fakt, że film oglą­da się cał­kiem przy­jem­nie. Kie­dy już prze­sta­nie­my porów­ny­wać “Nowe Porząd­ki” z kla­sycz­nym “Pit­bul­lem” i “Maja­mi” z “Despe­ro”, i damy się wcią­gnąć w nową histo­rię, wra­że­nia są pozy­tyw­ne. Bez bólu moż­na wybrać się do kina. Daję solid­ne 710 i chęt­nie zoba­czę kon­ty­nu­ację, ale naj­le­piej w posta­ci seria­lu.

[wp-review]

A to widziałeś?