popKULTURA

Botoks. Iść czy nie iść?

29/09/2017

Mia­łem w pla­nach pójść jutro na “Botoks”. Tak napraw­dę po samym tra­ile­rze wiem, cze­go się po nim spo­dzie­wać, a ta wizy­ta w kinie mia­ła być tyl­ko for­mal­no­ścią, żeby dać mi moral­ne pra­wo do jeb­nię­cia hej­tem (“Nie oglą­dał, a oce­nia! Phi”). Ale wie­cie co? Ole­wam, nie idę. Prze­czy­ta­łem kil­ka recek, m.in. Karo­li­ny Kor­win Pio­trow­skiej, Dzi­kiej Ban­dy, Asz Dzien­ni­ka, Kino­ma­nia­ka i wszyst­kie są w ten sam deseń — naj­gor­szy paź­dzierz od cza­su Kac Wawy. I ja im wie­rzę. Zbyt wie­le razy zosta­łem wychę­do­żo­ny przez Vegę, żeby kolej­ny raz ot tak nad­sta­wić pośla­dy #Cia­cho #Han­sKlos#Last­Mi­nu­te.

Mogę wam teraz powie­dzieć w ciem­no jak będzie wyglą­dał ten film i jeśli wyj­dzie, że się mylę, w ramach poku­ty przez tydzień będę VEGA­ni­nem #pro­mi­se

Zaczę­ło się od tego, że Vega miał krę­cić trze­cią część “Pit­bul­la”, ale po pada­ce, któ­ra zaser­wo­wał w “Nie­bez­piecz­nych kobie­tach”, pro­du­cen­ci powie­dzie­li “Sor­ka Patry­ku Krze­mie­niec­ki, ale Tobie już dzię­ku­je­my, dość już upo­ka­rza­nia tej kul­to­wej mar­ki”, na co Vega: “Tak? Chce­cie mnie wyko­le­go­wać z Pit­bul­la? OK, odej­dę, ale zabie­ram ze sobą swo­ją tru­pę teatral­ną i jesz­cze zoba­czy­my, kto na tym lepiej wyj­dzie! Nara <trza­śnię­cie drzwia­mi>”. 

Następ­nie Vega wezwał swo­ich akto­rów na dywa­nik i mówi tak: “Dobra ludzi­ska, temat jest. Wyrzu­ci­li nas z Pit­bul­la. Oczy­wi­ście, jak każ­dy dobry tre­ner, powie­dzia­łem, że ta żena­da zaser­wo­wa­na w “Nie­bez­piecz­nych kobie­tach” to wyłącz­nie moja wina i was nie powin­ni za to karać. Nie­ste­ty nie posłu­cha­li i was też pogo­ni­li. Ale spo­ko, nie zała­mu­je­my rąk i krę­ci­my dalej. Po pro­stu wpro­wa­dzi­my popraw­ki w sce­na­riu­szu i zamiast prze­bie­rać się za poli­cjan­tów, prze­bie­rze­cie się za leka­rzy i ratow­ni­ków medycz­nych. Resz­ta pozo­sta­je bez zmian, czy­li robi­my zle­pek nie­po­wią­za­nych ze sobą sce­nek, klnie­my jak szew­cy, bo to zawsze śmie­szy i trzy­ma­my się wer­sji, że cała bran­ża medycz­na to jed­na wiel­ka pato­la, dege­ne­ra i degran­go­la­da. Wie­cie, łapów­ki, ćpa­nie, chla­nie, pusz­cza­nie się, zma­ca­nie typia­ry po wypad­ku, wyje­ba­ne na pacjen­ta i tego typu kli­ma­ty. Całość masku­je­my faj­ny­mi uję­cia­mi z dro­na i goto­we. Jasne? Jasne. Ok, sko­ro mamy już to usta­lo­ne, to teraz szyb­ka burza mózgów — jakie sce­ny damy do tra­ile­ra, żeby ludzie uwie­rzy­li że to napraw­dę może być nie­złe? Dobra, już wiem! Na począ­tek musi być coś bul­wer­su­ją­ce­go, np. pacjent spad­nie wam z noszy, a wy będzie­cie mie­li na to wywa­lo­ne, albo lepiej.… jakiś koleś stra­ci palec, a wy powie­cie, że macie to w dupie, bo z czte­re­ma nadal da się żyć. Dalej musi być coś śmiesz­ne­go i tu widzę Tom­ka Oświe­ciń­skie­go w roli ratow­ni­ka medycz­ne­go, któ­ry przy­jeż­dża na wezwa­nie do wisiel­ca, po czym stwier­dza, że typ ma faj­ne naj­ki i w sumie już mu się nie przy­da­dzą, więc je sobie weź­mie. Dobre nie? A to i tak jesz­cze nic, bo wła­śnie wymy­śli­łem tak epic­ki żar­cik, że ludzie pospa­da­ją z fote­li, kie­dy go usły­szą. Uję­cie wyglą­da tak — ratow­ni­cy medycz­ni przy­jeż­dża­ją na wezwa­nie do pacjen­ta bez kon­tak­tu, co nie? Wysia­da­ją z karet­ki, patrzą, a tu zonk, bo typ sie­dzi i kon­tak­tu­je. Z miej­sca zaczy­na­ją krę­cić dym w sty­lu “Ej po co nas wzy­wa­cie, sko­ro koleś ogar­nia? Myśli­cie, że nie mamy nic waż­niej­sze­go do robo­ty?” i w tym momen­cie wyska­ku­je Kary­na tego typa i tłu­ma­czy, że gość dostał lam­pę w ryj od jakichś dre­sów, po czym zaju­ma­li mu tele­fon, przez co teraz jest bez kon­tak­tu. Bez kon­tak­tu! Łapie­cie? Całe kino posi­ka się ze śmie­chu. Na koniec rzuć­my jesz­cze coś moc­ne­go na bran­żę far­ma­ceu­tycz­ną, wie­cie, że ich piguł­ki to pla­ce­bo i tak napraw­dę są robio­ne z cukru pudru. Czy­ta­łem kie­dyś na jakimś forum o takim przy­pad­ku, więc może­my śmia­ło mówić, że histo­ria na fak­cie i może robić za wizy­tów­kę całej bran­ży. Już widzę te nagłów­ki “Szok! Patryk Vega dema­sku­je bran­żę medycz­ną <gale­ria>”. Kuź­wa trzy­maj­cie mnie, bo wła­śnie wpa­dłem na coś, co już total­nie zaora publi­kę. Otóż damy jesz­cze sce­nę, w któ­rej Stra­mow­ski będzie kupo­wał pre­zer­wa­ty­wy w apte­ce, ale nie będzie potra­fił się zde­cy­do­wać, któ­ry smak wybrać. Naj­pierw powie, że chce tru­skaw­ko­we, póź­niej zmie­ni zda­nie i wybie­rze bana­no­we, a kie­dy apte­karz będzie już total­nie ziry­to­wa­ny, powie, że nie, jed­nak jago­do­we hehe­he. Sce­ny z kupo­wa­niem gum w apte­ce śmie­szą nie­prze­rwa­nie od 1989 roku, więc nie ma bata, żeby ktoś się nie zaśmiał. Dobra, mamy to. Resz­tę zaim­pro­wi­zu­je­my na żywo, a teraz ubie­rać kitle i na plan”.

Moja pro­po­zy­cja jest taka, żeby w ten week­end zamiast “Botok­su” wybrać “Boj­kot”. Pole­ga to na tym, że bie­rzesz szmal prze­zna­czo­ny na bile­ty dla Cie­bie i Two­jej dru­giej połów­ki, ale zamiast dokła­dać się na wachę do fera­ryn­ki Vegi, opła­casz abo­na­ment w Net­fli­xie, a za resz­tę kupu­jesz sze­ścio­pak dobre­go brow­ca, zama­wiasz piz­zę i dla odmia­ny oglą­dasz coś dobre­go.

Zdra­dzę wam teraz tajem­ni­cę pol­skie­go kina — twór­cy leją na to, czy Ci się podo­ba­ło, czy nie, liczy się fre­kwen­cja. Baaa oni dosko­na­le wie­dzą, że wasz foch jest chwi­lo­wy i że za rok, jak pusz­czą rześ­ki tra­iler, zno­wu dacie się zła­pać na logi­kę “Nie ufam recen­zjom, spraw­dzę oso­bi­ście, czy ten “dwó­jecz­ko­wy” rogal fak­tycz­nie tak śmier­dzi, jak wszy­scy mówią”. W ten sam spo­sób przez całą karie­rę robił nas w balo­na Andrzej Goło­ta — “Dobra zary­wam noc­kę, bo teraz już na pew­no podej­dzie poważ­nie do wal­ki”, po czym KO w 15 sekun­dzie. Nie daj­cie się dymać, idź­cie na keb­sa.

Edit: Cofam to o Goło­cie. Endr­ju łamał nam ser­ca na potę­gę, ale jest spo­ko.

A to widziałeś?