Wysypisko

Mój miesiąc z Netflixem. Warto?

07/02/2016

Kto nało­go­wo oglą­da seria­le i sie­dzi tro­chę w inter­ne­tach, ten zapew­ne już nie raz sły­szał o Net­fli­xie, czy­li seria­lo­wo-fil­mo­wym odpo­wied­ni­ku Spo­ti­fy. Za usłu­gę pła­cisz mie­sięcz­ny abo­na­ment o rów­no­war­to­ści dwóch bile­tów do kina, a w zamian dosta­jesz dostęp do biblio­te­ki z tysią­ca­mi tytu­łów, któ­re możesz oglą­dać gdzie chcesz, kie­dy chcesz, bez reklam i w HD. Koniec z cze­ka­niem tygo­dnia na kolej­ny epi­zod Two­je­go ulu­bio­ne­go seria­lu. Od ręki dosta­jesz pełen sezon, któ­ry dozu­jesz według wła­sne­go uzna­nia. Już nikt nigdy nie powie Ci jak masz żyć. Pięk­na spra­wa. Nie­ste­ty dla nas, Pola­ków, Net­flix to tro­chę jed­no­ro­żec. Wie­lu sły­sza­ło róż­ne mity na jego temat, wszy­scy się jara­ją, ale nikt go nie widział na żywo, przez co nie do koń­ca wia­do­mo, czy ist­nie­je napraw­dę.

“Gdy­by tyl­ko Net­flix dzia­łał w Pol­sce już nigdy bym nic nie spi­ra­cił” - pisa­ło wie­lu komen­ta­to­rów pod róż­ny­mi seria­lo­wy­mi new­sa­mi, nie mając nawet poję­cia, jak szyb­ko rze­czy­wi­stość ich zwe­ry­fi­ku­je. 

Inwa­zja Net­fli­xa na Pol­skę zapo­wia­da­na była od daw­na. Od tak dawa­na i tak czę­sto, że z bie­giem cza­su nikt już nie brał tego na serio. Nie dzi­wi, więc fakt, że stycz­nio­wy debiut tej plat­for­my w naszym kra­ju, zasko­czył nawet naj­więk­sze por­ta­le tech­no­lo­gicz­ne. Pierw­sze komen­ta­rze były hipe­rop­ty­mi­stycz­ne: WOW, “W koń­cu”, “No, teraz to moż­na oglą­dać”. Nie­ste­ty im dalej w las, tym wię­cej drzew. Po bliż­szym zapo­zna­niu się z ofer­tą, zaczę­ło poja­wiać się coraz wię­cej hej­tów i gene­ral­nie na dzi­siaj kró­lu­je opi­nia, że usłu­ga (póki co) nie jest war­ta uwa­gi. Głów­ne zarzu­ty to:

  • okro­jo­na ofer­ta — baza fil­mów i seria­li dostęp­nych w Pol­sce, sta­no­wi tyl­ko nie­wiel­ki pro­cent biblio­te­ki, jaką do dys­po­zy­cji mają Ame­ry­ka­nie. Powo­dem są ogra­ni­cze­nia lokal­ne nało­żo­ne na część tytu­łów. Przy­kła­do­wo, nad Wisłą nie uświad­czy­my fla­go­we­go dla Net­fli­xa seria­lu, czy­li “House of Cards”. Jakiś czas temu, pra­wa na wyłącz­ność do tej pro­duk­cji wyku­pił Canal+. Może­my z tego wnio­sko­wać, że decy­zja o wej­ściu do nasze­go kra­ju to nie tyl­ko zasko­cze­nie dla poten­cjal­nych klien­tów, ale też lek­ki spon­tan ze stro­ny Net­fli­xa.
  • brak pol­skich lite­rek — dru­gim zarzu­tem jest nie­wiel­ka ilość dostęp­nych pro­duk­cji z pol­skim lek­to­rem lub napi­sa­mi. Ozna­cza to, że z okro­jo­nej już “na dzień dobry” biblio­te­ki, ktoś, kto nie zna języ­ków obcych, musi odrzu­cić kolej­ne 90% mate­ria­łów, nie­za­wie­ra­ją­cych pol­skie­go tłu­ma­cze­nia. Dopie­ro to co pozo­sta­nie po selek­cji, nazwać moż­na “pol­skim Net­fli­xem”. Fak­tycz­nie tro­chę sła­bo.
  • cena — koszt usłu­gi to kro­pecz­ka nad “i”, i przy oka­zji grób do net­flik­so­wej trum­ny. Naszym roda­kom nie podo­ba się, że cena wyj­ścio­wa jest wyż­sza niż w USA. Naj­tań­szy pakiet star­tu­je od 8 euro, przy 8 dola­rach w Sta­nach. Róż­ni­ca niby nie­wiel­ka, ale cały czas bie­rze­my pod uwa­gę, że nasza ofer­ta jest o wie­le uboż­sza niż ta skie­ro­wa­na do ham­bur­ge­rów i w dodat­ku nie­do­sto­so­wa­na pod wzglę­dem języ­ko­wym. Wnio­ski nasu­wa­ją się same, mamy pła­cić wię­cej za mniej. Zagryw­ka god­na Mir­ka han­dla­rza.

​Jak­by nie patrzeć, opi­nie nie są zbyt zachę­ca­ją­ce, ale taki już ze mnie nie­do­wia­rek, że jeśli sam nie spraw­dzę, nie uwie­rzę. Dobrze więc się zło­ży­ło, że Net­flix pozwa­la #przy­kuź­nia­ro­wać i przez pierw­szy mie­siąc, dostęp do usłu­gi daje za dar­mo. Jak dają to bie­re. Zalo­go­wa­łem się i w pierw­szym kro­ku musia­łem wybrać 1 spo­śród 3 dostęp­nych pla­nów abo­na­men­to­wych. Zde­cy­do­wa­łem się na naj­droż­szy z listy, czy­li Pre­mium za 11,99 ojro/miesięcznie (ok. 50 zł). Pozwa­la on na dostęp do seria­li z aż 4 urzą­dzeń i do tego gwa­ran­tu­je jakość HD, a w nie­któ­rych przy­pad­kach nawet Ultra HD. Głów­nie cho­dzi­ło o prze­te­sto­wa­nie wła­śnie tej ostat­niej roz­dziel­czo­ści, ale nie­ste­ty oka­zu­je się, że w Net­fli­xie moż­na się na nią natknąć rów­nie czę­sto, jak na dzie­wi­cę w gim­na­zjum, czy­li wca­le. Nie uświad­czy­łem jej ani w żad­nej spo­lsz­czo­nej pro­duk­cji, ani w loso­wo wybra­nych fil­mach, co spra­wia, że na dzi­siaj nie ma więk­sze­go sen­su prze­pła­cać za tary­fę Pre­mium (no chy­ba, że zale­ży nam na rów­no­cze­snym dostę­pie z 4 urzą­dzeń). Do wybo­ru mamy jesz­cze pakiet Basic za 7,99 ojro (35 zł), ale ten też nie jest wart uwa­gi. Ogra­ni­cze­nie do jed­ne­go ekra­nu i brak Full HD, cał­ko­wi­cie go eli­mi­nu­je. Naj­lep­szą opcją i jedy­nym uza­sad­nio­nym wybo­rem wyda­je się wer­sja Stan­dard za 9,99 ojro (ok. 44zł), pozwa­la­ją­ca na dostęp do usłu­gi z dwóch urzą­dzeń jed­no­cze­śnie + jakość Full HD

Po mie­sięcz­nych testach, jestem goto­wy skon­fron­to­wać się z głów­ny­mi zarzu­ta­mi kie­ro­wa­ny­mi w stro­nę Net­fli­xa i powie­dzieć jak jest napraw­dę. 

 

Okrojona oferta vs Rzeczywistość

Fak­tycz­nie nie mamy dostę­pu do wszyst­kich mate­ria­łów, któ­ry­mi dys­po­nu­je Net­flix (w uję­ciu glo­bal­nym), ale nikt nie karze nam kupo­wać kota w wor­ku. Zawar­tość pol­skiej biblio­te­ki nie jest żad­ną tajem­ni­cą. W każ­dej chwi­li moż­na ją podej­rzeć w inter­ne­cie i same­mu oce­nić, czy znaj­dzie się tam coś dla nas. Oso­bi­ście zna­la­złem cał­kiem spo­ro inte­re­su­ją­ce­go kon­ten­tu, więc pod­czas prób­ne­go mie­sią­ca, ani przez chwi­lę się nie nudzi­łem. Gdy­bym fak­tycz­nie chciał obej­rzeć wszyst­kie tytu­ły z mojej listy, koniecz­ne było­by prze­dłu­że­nie abo­na­men­tu na kolej­ne mie­sią­ce. Jeśli doli­czy­my do tego pro­duk­cje, któ­re wkrót­ce dosta­ną spo­lsz­cze­nie + przy­szłe pre­mie­ry nowych sezo­nów, nie mar­twił­bym się za bar­dzo o brak mate­ria­łu do ogla­da­nia. Zawsze mogło być lepiej, ale już teraz jest na czym zawie­sić oko. Daję +.

 

Brak polskich literek vs Rzeczywistość

Poodob­na sytu­acja, jak wyżej. Póki co, sza­łu nie ma, ale wszel­ka nadzie­ja spro­wa­dza się do słów “sys­te­ma­tycz­na aktu­ali­za­cja biblio­te­ki”. Peł­ną listę spo­lsz­czo­nych tytu­łów, bez pro­ble­mu moż­na zna­leźć w inter­ne­cie. Na razie naj­więk­sza posu­cha panu­je w kate­go­rii “film fabu­lar­ny”. W pol­skiej wer­sji języ­ko­wej dostęp­ne są tak mar­ne i tanie pro­duk­cje, że szko­da mi kla­wia­tu­ry na ich wypi­sy­wa­nie. Ofer­ta zde­cy­do­wa­nie na pałę. Tro­chę lepiej wyglą­da to pod wzgle­dem “bajek i fil­mów fami­lij­nych”. Spo­lszo­nych jest oko­ło 30 pro­duk­cji, w tym wszyst­kie Shre­ki, Mada­ga­ska­ry i Kung Fu Pan­dy. Do tego jakieś poje­dyn­cze sztu­ki z wytwór­ni Pixar i Dre­am Works. Wciąż sła­bo, zwłasz­cza, że TVN zabił Shre­ka, pusz­cza­jąc go śred­nio, co 4 dni, ale daję 3 na szy­nach, bo wiem, że nie­któ­rzy z was mają dzie­ci, a wszyst­ko, co cho­ciaż na chwi­lę je uci­sza, jest dobre. Jed­nak, jeśli za mie­siąc nie doj­dzie przy­naj­mniej 20 tytu­łów, oce­na pole­ci w dół. Ostat­nia i naj­lep­sza kate­go­ria to seria­le. Do dys­po­zy­cji mamy 26 tytu­łów z napi­sa­mi lub lek­to­rem, nie­któ­re napraw­dę solid­ne, a inne po pro­stu jesz­cze nie spraw­dzo­ne. Jeśli sezo­ny pomno­ży­my razy odcin­ki, a te z kolei x 20–50 minut, wycho­dzi kil­ka­set godzin oglą­da­nia. Tą kate­go­rią Net­flix nad­ra­bia wcze­śniej­sze wto­py i oste­tecz­nie doste­je od mnie +, z zastrze­że­niem, że w dłuż­szej per­spek­ty­wie ocze­ku­ję o wie­le wię­cej.

 

Cena vs Rzeczywistość

Argu­ment, że w USA mają taniej jest tro­chę z dupy. W zasa­dzie dla­cze­go ogra­ni­czać się do Net­fli­xa? Za oce­nem mają też tań­szą wachę, elek­tro­ni­kę, samo­cho­dy i wie­le innych rze­czy. Zazdro milion, ale  trze­ba wziąć to na kla­tę. Chcie­li­śmy Uni Eur­pej­skiej to teraz mamy za swo­je i roz­li­cza­my się w ojro. Dziw­ne, że przy ajfo­nach nikt nie krzy­czy, że dro­go, baaa nie­któ­rzy są w sta­nie poje­chać w dniu pre­mie­ry do Nie­miec, sta­nąć w wie­lo­go­dzin­nej kolej­ce i z uśmie­chem wysko­czyć z obłęd­nej walu­ty, pła­cąc za nie­mal taką samą słu­cha­wę, jaką kupi­li rok wcze­śniej w iden­tycz­nych oko­licz­no­ściach #hip­ste­rzy. Pro­po­nu­ję nie patrzeć ile pła­cą #zagra­ni­co, tyl­ko skon­fron­to­wać kosz­ty vs real­ne korzy­ści. Z moich obli­czeń wyni­ka, że się opła­ca. Pod­czas testów obej­rza­łem pełen sezon “Gotham” (22 odcin­ki) i “How To Get Away With Mur­der” (15 odcin­ków), czy­li jakieś 35 godzin mate­ria­łu. Gdy­by był to mie­siąc roz­li­cze­nio­wy zapła­cił­bym za to 44 zł. Mniej wię­cej tyle pła­ci­my za dostęp do Canal+, a przez ostat­nie pół roku, obej­rze­li­śmy na nim może z 3 fil­my, z cze­go wszyst­kie gów­nia­ne. Nie ma porów­na­nia. 

 

Dodatkowe zalety Netflixa

  • Wygo­da — net­fli­xo­wa apli­ka­cja dostęp­na jest na kom­pu­te­ry, tele­fo­ny, smart TV i Play­sta­tion. Ostat­ni mie­siąc to było coś pięk­ne­go. Wra­ca­łem z pra­cy, odpa­la­łem Net­fli­xa na PS4 i po chwi­li oglą­da­łem świe­żut­ki odci­nek seria­lu przy kotle­cie. Nie musia­łem nicze­go pobie­rać, łączyć lap­ka z kom­pem po HDMI, po pro­stu cała uwa­ga na kotle­ta, a resz­ta sama się robi. I to w HD. W erze “przed­net­flik­so­wej” zawie­sza­łem się na “Trud­nych spra­wach”, albo innym “Dla­cze­go ja”, bo to nie był dobry moment, żeby bawić się w pirac­two, szu­ka­nie napi­sów i fikoł­ki z kabla­mi. Poza tym w Madzi za każ­dym razem coś pęka, kie­dy ona stoi nad gara­mi, a ja sia­dam do kom­pu­te­ra. Wolę nie kusić losu. Znam lep­sze zabie­gi SPA niż masecz­ka z roz­grza­ne­go ole­ju.
  • Ela­stycz­ność — na Net­fli­xa w prze­ci­wień­stwie do HBO GOnie trze­ba popi­sy­wać dłu­go­ter­mi­no­wej umo­wy, ani paro­wać go z innym usłu­ga­mi (kablów­ka, abo­na­ment w Plu­sie). W każ­dym momen­cie możesz wypi­sać się z tej zna­jo­mo­ści. Lubię to. Pozby­łem się już kaj­da­nek w posta­ci abo­na­men­tu na komó­rę (Vir­gin bez umo­wy rzą­dzi) i w przy­szło­ści pla­nu­je trzy­mać się ofert, z któ­rych da się zre­zy­gno­wać wraz z począt­kiem nowe­go okre­su roz­li­cze­nio­we­go. Taki wła­śnie jest Net­flix. Pła­cisz za luty i oglą­dasz w lutym. Jeśli nie chcesz prze­dłu­żać usłu­gi na kolej­ny mie­siąc, po pro­stu w usta­wie­niach wyłą­czasz opcję auto­ma­tycz­ne­go pobie­ra­nia opła­ty z kar­ty. W mar­cu wypa­da mi 3 tygo­dnio­wy urlop i dzię­ki takie­mu zabie­go­wi nie będę musiał pła­cić za pusty prze­bieg. Jeśli po powro­cie ponow­nie będę chciał akty­wo­wać Net­fli­xa, wyko­nam po pro­stu odwrot­ną czyn­ność. Pro­ste, uczci­we i przej­rzy­ste.
  • Syn­chro­ni­za­cja — net­fli­xo­wa apka jest nie tyl­ko wygod­na, ale i mądra. Kie­dy prze­ry­wam oglą­da­nie na tele­wi­zo­rze i prze­no­szę się do wan­ny, apli­ka­cja na tele­fo­nie star­tu­je z odcin­kiem, dokład­nie od tego momen­tu, w któ­rym skon­czy­łem na TV. Pamię­ta row­nież ile epi­zo­dów dane­go seria­lu juz obej­rza­łem. Przy­dat­na opcja, kie­dy równ­le­gle roz­grze­bie się kil­ka tytu­łów. Jak się czło­wiek już przy­zwy­czai do takich ficze­rów, cięż­ko mu póź­niej wró­cić do pół­środ­ków. “Mała, na któ­rym odcin­ku skoń­czy­li­śmy Home­land?”.
  • Jakość nie jakoś - przy­zna­ję bez bicia, że zda­rza­ło mi się w karie­rze “poży­czyć” kil­ka odcin­ków róż­nych seria­li z inter­ne­tu i nie zawsze była to jakość HD. Kie­dyś nie przy­wią­zy­wa­łem do tego para­me­tru aż takiej wagi, poza tym sami wie­ce ile to waży i że nie zawsze da się “poży­czyć” mate­riał w 4K. Net­flix to inny poziom ogla­da­nia. Jeśli już znaj­dziesz pro­duk­cję, któ­ra Cię inte­re­su­je, masz gwa­ran­cję, że obej­rzysz ją jak księciunio/księżniczka, bez żad­nych kom­pro­mi­sów (pod warun­kiem, że nie wybie­rzesz abo­na­men­tu Basic of cour­se). Od HD jesz­cze trud­niej sie odzwy­cza­ić niż od syn­chro­ni­za­cji. Nie wyobra­żam sobie powro­tu do cza­sów RMVB. Jak będę chciał pik­se­le, włą­cze Mine­cra­fta.
  • Nauka języ­ków - Net­flix ma też walor edu­ka­cyj­ny. Może i nie wszyst­ko jest spo­lsz­czo­ne, ale za to do każ­dej pro­duk­cji da się włą­czyć angiel­skie napi­sy, a w nie­któ­rych przy­pad­kach, dodat­ko­wo są jesz­cze liter­ki nie­miec­ke, hisz­pań­skie i fran­cu­skie + egzo­ty­ki w sty­lu nor­we­skie­go i japoń­skie­go. Bar­dzo faj­na opcja dla wszyst­kich, któ­rzy chcą liznąć języ­ków bez wyjeż­dza­nia na Era­smu­sa (you know what I mean!). Moż­na się osłu­chać.

Pod­su­mo­wu­jąc, Net­flix jest cał­kiem w cip­kę i mimo zaser­wo­wa­nia wie­lu ogra­ni­czeń w naszym pado­le, plu­sy przy­kry­wa­ją minu­sy. Za cenę bile­tu do kina i pacz­ki fajek, dosta­je­my wygo­dę, jakość nie wywo­łu­ją­cą biel­ma oraz bazę tytu­łów, któ­ra powin­na star­czyć na kil­ka tygo­dni. Jeśli nie jesteś stu­den­tem w trak­cie sesji lub bez­ro­bot­nym, to obej­rzeć sezon seria­lu, nie jest wca­le tak hop siup. W mię­dzy­cza­sie trze­ba iść do robo­ty, ogar­nąć kuwe­tę cha­tę, wynieść śmie­ci, kop­sąć po buł­ki, potrzy­mać swo­ją połów­kę za łap­kę, no i nowy post na blo­ga też się sam nie napi­sze. Cał­kiem spo­ro obo­wiąz­ków, a doba póki co, wciąż ma tyl­ko 24h. Poza tym, ze stro­ny Net­fli­xa, padła dekla­ra­cja o sys­te­ma­tycz­nym aktu­ali­zo­wa­niu biblio­te­ki, co dobrze roku­je na przy­szłość. Nawet jeśli nie dotrzy­ma­ją sło­wa, zawsze moż­na obej­rzeć to co już jest, a póź­niej anu­lo­wać sub­skryp­cję i rozej­rzeć się za czymś innym (tyle, że nic inne­go nie ma). Oso­bi­ście trzy­mam kciu­ki. Dla mnie cza­sy oglą­da­nia tele­wi­zji według pro­gra­mu już daw­no minę­ły. Sam chcę decy­do­wać, co i kie­dy będzie w mojej ramów­ce. Co mi z tego, że Canal+ pusz­cza “Suits”, sko­ro włą­cza­jąc, tra­fiam na 7 odci­nek 3 sezo­nu i total­nie nie jestem w tema­cie? Bit­ches, ple­ase!, mamy 2016! Dobra ofer­ta VOD to też spo­sób na pirac­two. Net­flix w cią­gu 30 dni udo­wod­nił mi, że legal­ne oglą­da­nie może być znacz­nie wygod­niej­sze i tań­sze (jeśli ktoś uży­wa cho­mi­ków, itp.) niż “poży­cza­nie” z podej­rza­nych źró­deł. Roz­wi­jaj­cie temat, a na pew­no wysko­czę z haj­su.  Pole­cam, Lucjan Szo­łaj­ski.

A to widziałeś?