popKULTURA

Witold Szabłowski “Rosja od kuchni”

29/11/2021
Rosja od kuchni

Jeśli za mie­siąc poku­szę się o stwo­rze­nie zesta­wie­nia TOP10 ksią­żek prze­czy­ta­nych w 2021 roku, ist­nie­je duże praw­do­po­do­bień­stwo, że na liście znaj­dzie się „Rosja od kuch­ni” Witold Sza­błow­ski — Author

Przy­znam szcze­rze, że kie­dy bra­łem ten tytuł na warsz­tat, spo­dzie­wa­łem się 5‑minutowej lek­tu­ry, z któ­rej dowiem się, że car Miko­łaj II raczył się tłu­sty­mi kuro­pa­twa­mi, a Sta­lin jako, że był Gru­zi­nem, naj­bar­dziej na świe­cie ubó­stwiał pie­roż­ki Chin­ka­li, po czym na koniec każ­de­go roz­dzia­łu dosta­nie­my prze­ko­pio­wa­ny z inter­ne­tu prze­pis i nara, książ­ka gotowa.

Nic bar­dziej myl­ne­go. „Rosja od kuch­ni” to kawał lek­tu­ry, w któ­rej zeszła nie­sa­mo­wi­ta robo­ta riser­czer­sko-tere­no­wa, bo autor nie tyl­ko odtwo­rzył menu tra­fia­ją­ce na sto­ły potęż­nych Rosjan, któ­rzy zapi­sa­li się w histo­rii, ale oprócz tego oso­bi­ście jeź­dził do kucha­rzy, któ­rzy im goto­wa­li lub ich krew­nych, jeśli tam­ci już nie żyją i wypy­ty­wał o szczegóły.

Efekt jest taki, że w nasze ręce tra­fia książ­ka, w któ­rej jedze­nie daje dosko­na­le ali­bi, aby prze­my­cić całą masę smacz­ków histo­rycz­nych, opo­wie­dzia­nych w sty­lu Makło­wi­cza i Woło­szań­skie­go. I są to rela­cje z pierw­szej ręki… a jeśli nie z pierw­szej to max z trzeciej.

Nie chce wam spo­le­ro­wać naj­lep­szych momen­tów, więc napo­mknę tyl­ko, że z lek­tu­ry dowie­cie się m.im. jak bar­dzo Lenin pod­upadł na zdro­wiu przez swój fetysz kuli­nar­ny. Że Sta­lin to arche­typ typo­we­go szwa­gra, bo jako pierw­szy wpro­wa­dził pyta­nie reto­rycz­ne „ze mną się nie napi­jesz?”, nad któ­rym wisia­ła groź­bą roz­strze­la­nia. Co się sta­ło, że ostat­ni car Rosji Miko­łaj II, przy­zwy­cza­jo­ny do sto­łu ugi­na­ją­ce­go się od wyuz­da­nych dań, z dnia na dzień zaczął dzia­do­wać i żreć gruz. Jaką szam­kę Juri Gaga­rin zabrał ze sobą w kosmos oraz kto był pierw­szym czło­wie­kiem, któ­ry zdwój­ko­wał się w prze­strze­ni poza­ziem­skiej. Kto goto­wał ratow­ni­kom pró­bu­ją­cym ogar­nąć sytu­ację po awa­rii reak­to­ra w Czar­no­by­lu? Czy ten ktoś wie­dział co się wła­śnie dzie­je i dla­cze­go licz­nik Geige­ra wyje jak sza­lo­ny? Czym nadwor­ny kucharz Krem­la ura­czył Mar­ga­ret That­cher, że ta trzy razy pro­si­ła o dokład­kę? Dla­cze­go Nixon popła­kał się w Moskwie, a tak­że co się jadło pod­czas wiel­kie­go gło­du na Ukra­inie oraz w cza­sie woj­ny tfu rosyj­skiej misji pomo­co­wej w Afga­ni­sta­nie. A to nadal nie wszystko.

Nie spo­dzie­wa­łem się, że histo­ria z per­spek­ty­wy tale­rza może być tak fascy­nu­ją­ca, tym­cza­sem dosta­je­my #zło­to i mnó­stwo aneg­do­tek do szpa­no­wa­nia przed ziom­ka­mi. Oczy­wi­ście są też prze­pi­sy (nie­sko­pio­wa­ne z neta). 910, bo jest to nie­tu­zin­ko­wy kon­cept, w któ­ry autor wło­żył nie tyl­ko masę pra­cy, ale też ser­du­cho. Życzę mu, żeby skoń­czy­ło się sta­tu­sem best­sel­le­ra i Mer­ce­de­sem za hajs od wydaw­nic­twa. Uczci­wie zapracowane.

Książ­kę dosta­łem od Wydaw­nic­two W.A.B., co nie zmie­nia fak­tu, że jest to 100% moja, nie kon­sul­to­wa­na z nikim opinia.

A dorzu­cić się do mer­ce­de­sa dla pana Witol­da moż­na tu -> https://tiny.pl/9cj8v

A to widziałeś?

Brak komentarzy

Leave a Reply