popKULTURA

Najlepsze książki 2021

12/01/2022
Jako że wła­śnie skoń­czy­łem nowo­rocz­ne porząd­ki na półecz­ce książ­ko­wej, chciał­bym wyko­rzy­stać kli­mat i zapo­dać moją top­kę ksią­żek przeczytanych/wysłuchanych w 2021.
Naj­lep­sze książ­ki 2021. Ran­king:

10. „Trzy­dziest­ka”, Tomasz Żak – książ­ka, któ­rą wzią­łem na warsz­tat po kole­żeń­sku i strasz­nie się bałem, że mi się nie spodo­ba i będzie kwas powie­dzieć o tym Tom­ko­wi, bo jest to ewi­dent­nie sytu­acja z kate­go­rii friend­ship over. Co gor­sze począ­tek total­nie mi nie siadł, bo dosta­łem taką tro­chę seria­lo­wą „Ple­ba­nię”, gdzie lokal­ny Tracz krę­ci lody i inni też krę­cą, tyle że mniej­sze, albo nie krę­cą i mają ból odwło­ka, że inni krę­cą. Na szczę­ści z cza­sem to klik­nę­ło, a jak już klik­nę­ło to łooo panie. Naj­lep­szy Mix Taran­ti­no z Ple­ba­nią ever. A lada moment wyj­dzie pre­qu­el #naj­le­piej

9. „Dre­lich”, Jakub Ćwiek – zanim zosta­łem ziom­kiem Ćwie­ka, przez lata śle­dzi­łem jego fan­pejdż, gdzie pole­cał książ­ki, fil­my i seria­le, po któ­re czę­sto i gęsto się­ga­łem, a co za tym idzie, moż­na powie­dzieć, że jestem jego popkul­tu­ro­wym pada­wa­nem i krę­cą mnie te same rze­czy. Nie dziw­ne zatem, że jak Ćwie­ku popeł­nił napier­da­lan­kę rodem ze zło­tej ery VHS, to mia­łem wra­że­nie, że jest to książ­ką szy­ta pode mnie.
8. „Gad. Spo­wiedź Kla­wi­sza”, Paweł Kapu­sta – to aku­rat słu­cha­łem w audio­ob­ku i powiem wam tyle, że inter­pre­ta­cja Janu­sza Cha­bio­ra to jest maj­ster kur­ła sztyk. +100 do pato­lo­gii, jaka wyle­wa się z tego tytu­łu. Bar­dzo bar­dzo pole­cam wła­śnie w audio­bo­oku.
7. „Net­flix. To się nigdy nie uda”, Ran­dolph Marc – pomi­nę pier­do­lo­lo, że jeśli ktoś ma zajaw­ki mar­ke­tin­go­wo-star­tu­po­we, albo zaj­mu­je się tym zawo­do­wo, powi­nien obo­wiąz­ko­wo prze­czy­tać, bo to jest taki stu­dy kejs, że ja nawet nie. Sku­pię się na tym, że ta książ­ka pozwo­li­ła mi wrzu­cić na luz. Dzię­ki niej już nie mam poczu­cia, że Net­flix to był mój pomysł, tyl­ko jakaś gni­da z USA mi go ukra­dła. Jak prze­czy­ta­łem, jak bar­dzo pod gór­kę miał Net­flix, wszak zaczy­na­li od wypo­ży­cza­nia DVD dro­gą pocz­to­wą, ile razy był na skra­ju ban­kruc­twa i ile trze­ba było wyło­żyć milio­nów dolców, żeby zaro­bić pierw­sze­go dolca, już wiem, że w życiu bym tego nie dowiózł XD Ta książ­ka mnie uwol­ni­ła. BTW auto­rem jest współ­za­ło­ży­ciel
6. „Rosja od Kuch­ni”, Witold Sza­błow­ski – jed­na z naj­więk­szych książ­ko­wych nie­spo­dzia­nek 2021. Spo­dzie­wa­łem się książ­ki sku­pio­nej na gastro, dosta­łem gastro i wspa­nia­łe smacz­ki histo­rycz­ne, o któ­rych nie uczą w szko­łach, poda­ne w bar­dzo przy­stęp­nej for­mie a’la Makło­wicz i Woło­szań­ski. Ponad­to nie­sa­mo­wi­ty sza­cun dla auto­ra i wydaw­nic­twa, bo żeby ta książ­ka powsta­ła, trze­ba było zain­we­sto­wać masę cza­su i pie­nię­dzy, nie wie­dząc, czy to się zwró­ci, wszak nie jest to tak nośne, jak por­no dla Gra­ży­nek 😉
5. „Ted Bun­dy”, Ann Rule – naj­bar­dziej obszer­na książ­ka o Tedzie, z jaką się spo­tka­łem, a sama histo­ria tak pokrę­co­na, że gdy­bym nie wie­dział, że to praw­da, napi­sał­bym w rec­ce, że Anne Rule musia­ła zaży­wać sro­gie pigu­ły, żeby wymy­ślić tak absur­dal­ne plot twi­sty. Naj­gor­sze jed­nak jest to, że miej­sca­mi kibi­cu­je się Tedo­wi (np. jak zrzu­ca wagę, żeby zmie­ścić się w dziu­rę w sufi­cie i dać dyla z wię­zie­nia) i dopie­ro po chwi­li przy­cho­dzi otrzeź­wie­nie -> „Ej, prze­cież on jest zło­lem w tej histo­rii”.
4. „V2”, Robert Har­ris – zbe­le­try­zo­wa­ny frag­ment II woj­ny świa­to­wej, kie­dy to Niem­cy stwo­rzy­li rakie­ty dale­kie­go zasię­gu i codzien­nie po kil­ka razy wali­li w Lon­dyn jak w bęben, tym­cza­sem w***** Ango­le rzu­ci­li wszyst­kie siły, żeby odkryć miej­sce pro­duk­cji i odpa­la­nia tych rakiet. I tak się bawi­li w kot­ka i mysz­kę. 100 pro moje kli­ma­ty. Maso­wa­łem sut­ki, jak czy­ta­łem.
3. „Wybor­ny Trup”, Baz­ter­ri­ca Agu­sti­na – książ­ka, przez któ­rą jed­ną nogą sta­łem się vege i zaczą­łem myśleć o rze­czach, o któ­rych usil­nie sta­ra­łem się nie myśleć. Pod wzglę­dem fabu­lar­nym być może są lep­sze, ale ta mi zapo­da­ła takie­go kli­na, że rok minął od lek­tu­ry, a ja nadal ją sobie obra­cam w gło­wie.
2. „Masters of doom. O dwóch takich, co stwo­rzy­li impe­rium i zmie­ni­li popkul­tu­rę”, David Kush­ner – epic­ka histo­ria dwóch Joh­nów -> Car­mac­ka i Rome­ro, któ­rzy stwo­rzy­li Dooma oraz Quake’a i spra­wi­li, że świat stał się lep­szym miej­scem -> Ta książ­ka jest jak śle­dze­nie epo­ko­we­go wyda­rze­nia wraz z bek­stej­dzem, z pierw­sze­go rzę­du. Nigdy jej nie zapo­mnę. I tak jak napi­sa­łem przy Ćwie­ku o tym popkul­tu­ro­wym pada­wa­nie, to wła­śnie od nie­go dosta­łem pole­caj­kę. Nie ma przy­pad­ków.
1. „Pro­jekt Hail Mary”, Andy Weir – to już dru­gi raz, kie­dy za spra­wą Andy Weira wyj**** mnie w kosmos (Arte­mis nie liczę, wypar­łem z pamię­ci ten tytuł) i był to nawet lep­szy prze­lot niż przy „Mar­sja­ni­nie”. Ten chłop ma łeb, jak sklep i co tutaj zapo­dał to jest pie­przo­ne arcy­dzie­ło. Bola­ła mnie każ­da stro­na przy­bli­ża­ją­ca do koń­ca tej histo­rii. Chciał­bym zre­se­to­wać sobie pamięć i prze­żyć to jesz­cze raz. 10/10 i ser­dusz­ko.
Oczy­wi­ście tak napraw­dę są to pozy­cje, od 11 do 20, bo gdy­bym chciał napi­sać zgod­nie z praw­dą, musiał­bym wska­zać w TOP 10 wszyst­kie książ­ki Rem­ka, któ­re zosta­ły wyda­ne w ostat­nim tygo­dniu grud­nia. Chcia­łem dać też innym szan­sę.
P.S. Peł­na plej­li­sta (60 tytu­łów) poja­wi się na Insta­gra­mie, więc śmia­ło moż­na sub­o­wać -> https://www.instagram.com/pigoutbox/

A to widziałeś?