„Oppenheimer. Triumf i tragedia ojca bomby atomowej” Kai Bird, Martin J. Sherwin

Ocena Pigouta:

Dziś wielki dzień. Dziś idę na premierę Oppenheimera. W końcu, bo już tak się najhapowałem tymi wszystkimi zajawkami i memami „Barbie vs Oppenheimer”, że dłużej nie wyczymię. Muszę zobaczyć, teraz natychmiast!, albo pęknie mi jakaś kluczowa żyłka. ALE!

Ale jako znany porównywacz książek i filmów, nie mogłem wcześniej nie dygnąć książki, która dla Nolana była materiałem wyjściowym. Tą książką jest nagrodzony Pulitzerem „Oppenheimer. Trium i tragedia ojca bomby atomowej”, autorstwa Kaia Birda i Martina J. Sherwina.

Cegła taka, że można nią zabić. Prawie 800 stron i to drukiem bez ściemy. Żadne machlojki z fontami i interlinią. Jak sobie ebooka przerzuciłem do apki z syntezatorem mowy, wyszło ponad 30h audio. Srogo, ale jest to biografia kompletna, startująca od momentu jak stary Oppenheimera poznał starą Oppenheimera i otworzyli wino, a później powicie Roberta, dzieciństwo, dorastanie, edukacja, Projekt Manhattan, Hiroszima, oskarżenie o kooperacje z komunistami, odebranie dostępu do tajnych informacji, fala szejmingu, oczyszczenie z zrzutów, śmierć.

Oczywiście wszystko w super detalach, więc to 800 stronnie wzięło się z niczego. Jaki jest haczyk w tej książce? Ano taki, że moja wiedza o Oppenheimerze oscylowała wokół zera i na chłopski rozum zbudowałem sobie wyobrażenie, że będzie to historia o kolesiu, który miał łeb jak sklep i wykorzystał swoją wiedzę, aby wygrać amerykańsko–niemiecki wyścig o to, kto pierwszy zbuduje bombę atomową. I to również było, wiadomo, ale moje podejście zdecydowanie było zero-jedynkowe, na zasadzie -> Amerykanie potrzebują bomby, więc wzięli topowego fizyka i cyk, tydzień później gotowe.

Tymczasem, nope, dostałem tu czynnik ludzki oraz kontekst polityczny, co momentalnie nadało tej historii głębi i pokazało, jak niesamowicie skomplikowana, kosztowana, trudna moralnie i wymagająca tuzina geniuszy, była to operacja.

Oppenheimer miewał stany depresyjne, kręcił się wokół ludzi o zacięciu komunistycznym, więc od początku był gorącym kartoflem, aczkolwiek decyzyjni stwierdzili -> „Jest jak jest, ale łeb ma nie od parady, potrzebujmy go, więc bierzemy na ryzyku”. Śmiesznie, bo jak dokonał się przewrót w nauce i skumano, że prace nad stworzeniem napędu w okrętach, można wykorzystać przy budowie jebitnej broni, odpalono program, który miał się na tym skupić i jego budżet oszacowano na 15 tysięcy dolców… i jeszcze w tym samym roku zrobiło się kilka baniek, a później było tylko drożej.

W końcu stworzono bombę, którą roboczo nazwano „Gadżet” i to brzmi kuriozalnie, jak w książce się czyta, że „Oppi poszedł przyjrzeć się swojemu gadżetowi” (jakby właśnie nowy smartwatch przyszedł z Aliexpress), a następnie zorganizowano próbę generalną, którą roboczo nazwano „Trinity” i zakładano, że Gadżet j**nie z mocą poniżej 500 ton trotylu, a w rzeczywistości osiągnęła 18 600 TNT.

Ta biografia ma tyyyyyyle aspektów, smaczków i niewygodnych rzeczy, że serio umieram z ciekawości, jak to zespawał Nolan, żeby dać mięcho i zmieścić się w 3h. No i pytanie, jak pokaże Oppenheimera? Mam wrażenie, że książka go pucuje, jako skrzywdzonego (ta sprawa z odebraniem dostępu do tajnych informacji). Czas pokazał, że tak było, wszak został zrehabilitowany, ale kiedy to się działo na żywo, temat nie był taki oczywisty i można było mieć wątpliwości.

Jakbyście po filmie, chcieli jeszcze bardziej liznąć temat, zdecydowanie warto zajrzeć.