Książki z ArtRage

Dawno, dawno temu w internecie hulał taki fajny koncept, zwany „bookrejdżem”, który polegał na tym, że można było kupić pakiet ebooków, wyselekcjonowanych według konkretnego klucza, za „co łaska”. Jup, płaciło się według własnego uznania i jeszcze samodzielnie ustalało, ile z tej kwoty ma trafić do autora, a ile na utrzymanie projektu.

Z czasem to się rozrosło, zmieniło skład personalny oraz koncept i dzisiaj jest już pełnoprawnym wydawnictwem o nazwie Art Rage

Ale nie takim zwykłym wydawnictwem. Nope, to taki banan Chiquita wśród wydawnictw, gdyż ponieważ ArtRage nie ściga się o zaklepanie praw do spolszczenia, jakieś nowej gwiazdy kryminału, którą właśnie lansuje The New York Times, ani nie robi podchodów, aby podkupić Remka Mroza, Katarzyny Grocholi i Pauliny Świst.

Nie, ArtRage ma totalnie inne podejście do książek. Oni selekcjonują i wydają w papierze tylko tytuły, które grają im w serduszku, a na boczku mają jeszcze księgarnie internetową, gdzie co prawda kupicie ebooki znanych autorów, ale to nadal nie jest masówka, tylko pozycje, z którymi im po drodze. Jakość, nie ilość.

Piszę o tym z trzech powodów.

Primo, żeby dać wam znać, że w ogóle takie wydawnictwo istnieje, wszak mogliście nie wiedzieć, a idea wydawnictwa bez czytelników nie ma za dużo sensu.

Secundo, bo mają naprawdę oryginalne, nietuzinkowe tytuły w ofercie, a do tego kozackie, niesztampowe okładki. Dajmy na to „Planeta małp” Pierre’a Boulle z 1963 roku, która nie tylko sprawiła, że ludzie już nigdy nie spojrzeli na małpy w ten sam sposób, co wcześniej, ale też pośrednio dała kozackie filmy (nie licząc tego z Whalbergiem), więc win-win. Kto by nie chciał obczaić, jak ta historia wyglądała w oryginale? Każdy by chciał.

Albo „Ucieczka z Chinatown”, czyli książka współscenarzysty „Westworld”, który niby popełnił satyrę o stereotypach na przykładzie Hollywood, tymczasem przekaz jest na tyle mocny i trafny, że skończyło się nagrodą National Book Award 2020.

Dalej mamy „Miasto jest nasze”, czyli reportaż o skorumpowanych gliniarzach z Boltimore, z którego HBO zrobiło serial pod tym samym tytułem (konkretnie zrobili go twórcy The Wire, a w roli głównej dostajemy Jona Bernthala). Albo”Nigdy, nigdy, nigdy”, o babeczce, która nie chce mieć dzieci, ale wszyscy ją pressingują, żeby miała, czyli typowa wigilia w Polsce. Baa jest nawet książka Nicka Cave’a „Gdy oślica ujrzała anioła”, ale przyznam, że od niej się odbiłem. Bardzo chciałem ją polubić, bo to zawsze fajnie przyszpanować w towarzystwie tekstem -> „Ostatnio czytałem książkę Nicka Cave’a i on tam napisał….”, niestety okazałem się za głupi, żeby to dźwignąć, aczkolwiek na Lubimy Czytać widziałem sporo pochwał. A nuż wam siądzie.

Powód nr 3 -> mam dla was kodzik zniżkowy „pig”, dający -30% na wartość koszyka na https://wydawnictwo.artrage.pl. Na papier, ebooki, wszystko. Działa do końca tygodnia, więc żal, nie skorzystać.

Puenta jest taka -> czytajcie fajne książki, kupujcie fajne książki, wspierajcie fajne projekty. Amen.

P.S. Serio wejdzie sobie na stronę i obczajcie tytuły. Perełka goni perełkę.