Oskary

- Tytuł:Oskary
Młody Bóg. Tak bym odpowiedział, gdyby ktoś mnie zapytał, jak tam moje samopoczucie po wczorajszej gali oscarowej. Oczywiście w planach miałem oglądać live i o 6 rano przywitać was podsumowaniem najważniejszych wydarzeń, niestety okazało się, że moje starcze ciałko miało inne plany i jedyne co pamiętam, to jak o 3 w nocy obudziłem się na sofie w salonie, z cieknącą nitką śliny z pysia i pomyślałem – „O kurła 3 w nocy, czyli połowę przespałem, na szczęście finałowe rozdanie nadal w grze, więc… a po chwili – Dobra, chędożyć, dygnę jutro powtórkę”.
Jestem już po dygnięciu powtórki i chciałbym z tego miejsca podziękować mojemu starczemu ciału za wymuszenie snu. Wyszliśmy na tym lepiej.
Galę prowadził Conan O’Brien i prowadził tak, że Karol Strasburger zapewne przed telewizorem krzyczał „Mój człowiek!”. Dużo żartów, większość nieśmieszna, ziobro zaczepek politycznych i wzięcie sobie za bardzo do serca rady Jerzego Stuhra, że śpiewać każdy może <tu mem z Wolverinem mizającym zdjęcie Rickiego Gervaisa>.
Najlepszy dżołk, jaki wyłapałem, to jak mówił, że bardzo podobał mu się „Brutalista”. Tak bardzo, że nie chciał, żeby ten film się kończył… i się nie kończył (bo wiecie, trwa 3,5h). Jeśli to was nie bawi, to też podziękujcie waszym starczym ciałom.
Niezręczności? Kamerzysta wyłapujący Adama Sandlera w sportowej stylówie. Baaa w tej samej, w której widziałem go na meczu NBA w grudniu. Conan zaczepił go tekstem w stylu: „Chłopie, jak ty się ubrałeś?!”, na co Sandler odpowiedział, że nie ocenia się książki po okładce, bo liczy się wnętrze… bla bla, co było oskryptowanym skeczem nawiązującym do spotkania Zełeńskiego z Trumpem i to nawet być może byłoby zabawne, gdyby miało jakąś puentę, tymczasem -> Dobra Adam to ty usiądziesz na publice w krótkich spodenkach, na co przyatakuje cię ze sceny, a później… improwizuj.
Z innej beczki: pamiętacie kuzyna Kevina z „Kevina samego w domu”, z którym Kevin nie chciał spać, bo moczył łóżko? No to ten dzieciak od wczoraj ma Oscara. How cool is that? Czy zasłużył? Powiedzmy, że Jeremy Strong, z którym konkurował za drugi plan męski, musiał w „Wybrańcu” zagrać coś zupełnie innego niż grał dotychczas, ot na początku być śliskim cwaniakiem, który trzyma za ryj cały Nowy York, a później zachorować na AIDS, załamać się psychicznie, przejść mentalną zmianę, zagrać samotność i odrzucenie + kuleć na jedną nogę, tymczasem Kieran Culkin dostał dyspozycje -> ej w „Prawdziwym Bólu” grasz to samo co w „Sukcesji”, czyli siebie, tylko zamiast garniaka będziesz miał dżinsy i bluzę z kapturem… boom Oscar. Na moje oko seems legit.
Ale cieszy, że w kategorii kobiecej za pierwszy plan, poszli tym samym kluczem i też dali statuetkę bardziej z sympatii niż za warsztat, dzięki czemu Demi Moore, którą wszyscy lubią i w ogóle fajnie, bo zrobiła wielki come back do pierwszej ligi Hollywood… świruję. W kategorii kobiecej uznano, że rola Demi nie była szczególnie wymagająca i spuścili ja na bambus. Też seems legit.
Najlepszy reżyser – Sean Baker
Najlepszy scenariusz – Sean Baker
Najlepszy montaż – Sean Baker
Najlepszy film – „Anora”… od Seana Bakera
Wniosek? Im więcej zrobisz sam, tym więcej Oscarów przytachasz do domu
Najlepszy aktor pierwszoplanowy – Adrien Brody.
Jego reakcja? Wypluł gumę i wręczył ją żonie mówiąc „potrzymaj mi, zaraz wracam”.
Najlepsza animacja – „Flow”, co sprawiło, że Łotwa może sobie dopisać +1 w rubryczkę „Zdobyte Oscary” i teraz łącznie mają ich… jeden. A tak serio, to szacunken.
Największy zwycięzca – Rosja.
„Anora” jest spoko fakt nie opinia, ale przy okazji mięciutko przywróciła rosyjskich aktorów na galę i dała im oklaski, jak przy lądowaniu w Ryanairze. Już nikomu nawet nie chce się udawać.
Największy przegrany – Emilia Perez
Szok, że Akademia nie doceniła filmu, w którym szef mafii chciałby przejść na emeryturę w stylu Sasina, czyli bez ponoszenia konsekwencji za krzywe akcje, których się dopuścił, więc prosi taką jedną prawniczkę, żeby załatwiła mu operacje zmiany płci i sfingowała jego śmierć. Prawniczka tak też czyni, dużo przy tym śpiewając i tańcząc, po czym szef mafii zaczyna tęsknić za swoimi dziećmi i chciałby odzyskać z nimi kontakt, ale że tak powiem, sytuacja trochę się skomplikowała, więc ostatecznie postanawia obejść problem udając własną ciotkę. Akademii kury szczać prowadzać, a nie filmy oceniać.
A po gali w Los Angeles doszło do delikatnego trzęsienia ziemi, które zaskoczyło laureatów na afterze… w McDonaldzie, bo odkąd PDiddy siedzi w pierdlu, nie ma komu zorganizować porządnej impry.
Co do mody, to ja się tam nie znam i jako pasjonat dresów z trzema paskami, uważam, że wszyscy wyglądali jak stróże w Boże Ciało, w związku z czym postanowiłem zaciągnąć opinii specjalistki. Otóż Maja Sablewska twierdzi, że najgorzej ubraną gwiazdą była Penelope Cruz, która pomyliła odwagę z odważnikiem a butik Gucci z kontenerem PCK. Ponoć wszystko co miała na sobie było złe, odpustowe i oesu. Oczywiście czytają te pojazdy, szybciutko wbiłem w googla „Penelope Cruz Oscary 2025” i moim oczom ukazało się zdjęcie, które przypomniało mi, jak kiedyś poparzyłem sobie mordeczkę gorącą pomidorówką. No to Penelopa wyglądała na fotce goręcej niż tamta pomidorówka, co potwierdza, że Maja Sablewska uj się zna.
Wspaniała była to gala, wyspałem się jak nigdy.