popKULTURA

Drelich, czyli książka, w której słychać chrzęst łamanych nosów

30/03/2021

Wszy­scy hehesz­ku­ją z Rem­ka Mro­za, że wypusz­cza nowe książ­ki czę­ściej niż prze­cięt­ny czło­wiek kicha, tym­cza­sem jest jesz­cze jeden ancy­mon, któ­ry robi podob­nie, ale far­tow­nie nikt się go nie cze­pia. Mówię tu o Jaku­bie Ćwie­ku, któ­ry według Wiki­pe­dii popeł­nił już ponad 30 solo­wych ksią­żek #sro­go, a do tego docho­dzą jesz­cze opo­wia­da­nia w róż­nych zbio­rach oraz audio seria­le napi­sa­ne dla ser­wi­sów stre­amin­go­wych. Na ten przy­kład w Audio­te­ce pre­mie­ro­wo hula wła­śnie serial „Sko­wyt”, któ­ry Ćwiek napi­sał na spółę z Woj­cie­chem Chmie­la­rzem (do tego pana jesz­cze wró­ci­my).
A piszę o tym, bo tak się skła­da, że kil­ka dni temu uka­za­ła się kolej­na książ­ka od Ćwie­ka, pt. „Dre­lich. Pro­sto w splot”, czy­li sen­sa­cyj­niak, w któ­rym akcja jest dyna­micz­na niczym Kaz Mar­cin­kie­wicz, kie­dy ucie­kał na rowe­rze przed komor­ni­kiem, a pię­ści jesz­cze tward­sze niż obec­ny lock­down.

I w tym miej­scu wra­ca­my do Woj­cie­cha Chmie­la­rza, któ­ry cał­kiem nie­daw­no wydał „Pro­stą Spra­wę”, czy­li rów­nież sen­sa­cję z dużym naci­skiem na bija­ty­ki. Co praw­da obie książ­ki są zupeł­nie inne pod wzglę­dem fabu­ły i posta­ci, ale sko­ro już wie­my, że pano­wie się kum­plu­ją, rodzi się pyta­nie, czy nie mamy tu do czy­nie­nia z jakimś pan­de­micz­nym cze­len­dżem? Oso­bi­ście obsta­wiam, że gawę­dzi­li sobie na mesen­dże­rze, wtem któ­ryś napi­sał:

- Ziom nawet spo­czko te two­je książ­ki, ale mor­do­bi­cia to byś ni chu chu nie umiał napi­sać
- Taaa nie umiał­bym od razu? Z pal­cem w bucie bym napi­sał!
- Taaa, no to udo­wod­nij i napisz
- Okej, napi­szę, ale pod warun­kiem, że ty też napi­szesz
- Deal!


Tak wła­śnie widzę gene­zę tych ksią­żek. Nato­miast wra­ca­jąc do „Dre­li­cha”, to mam kil­ka oko­licz­nych smacz­ków.

Pierw­szy jest taki, że Ćwie­ku dał mi prze­czy­tać ten tytuł jesz­cze w 2020 roku, na eta­pie korek­ty. Cał­kiem miło z jego stro­ny, bo poczu­łem się wyjąt­ko­wy i towa­rzy­szy­ło mi jaran­ko, że świat jesz­cze nie wie, tym­cza­sem ja już mam. Nie­ste­ty po chwi­li Ćwie­ku powie­dział, że do cza­su pre­mie­ry muszę trzy­mać mord­kę na kłód­kę i wte­dy kli­mat tro­chę się popsuł. Trzy­ma­nie tajem­nic zde­cy­do­wa­nie nie jest moją naj­moc­niej­szą stro­ną. Przy­kła­do­wo Madzia mówi: „Wynieś śmie­ci”, na co ja: „Prze­stań mnie pytać o nową książ­kę Ćwie­ka. Nie mogę zdra­dzać szcze­gó­łów, baaa nawet nie powin­naś wie­dzieć, że ją czy­tam, ani tym bar­dziej, że ma tytuł »Dre­lich. Pro­sto w splot«”.

Dru­gi sma­czek jest taki, że na począt­ku książ­ki mamy sce­nę, w któ­rej tytu­ło­wy Dre­lich kroi z haj­su kon­wo­jen­tów wymie­nia­ją­cych kaset­kę w ban­ko­ma­cie. I tutaj Ćwie­ku zdra­dził mi, że kie­dyś prze­jeż­dżał przez jakąś mie­ści­nę, gdzie zaszedł do skle­pu i tra­fił aku­rat na moment napeł­nia­nia ban­ko­ma­tu. Widząc jak to się odby­wa, pomy­ślał -> „Kur­ła, na laj­cie dało­by się ich skro­ić”. Do samo­cho­du wsia­dał już z pomy­słem na książ­kę (puen­ta -> inspi­ra­cje są evry­łer!).

Trze­ci sma­czek jest taki, że Ćwie­ku poza tym, że sam pisze, robi też na fejs­bu­ku na recen­zen­ta i to takie­go dość bru­tal­ne­go. Powie­dział­bym, że jest Elą Zapen­dow­ską wśród recen­zen­tów, gdyż ponie­waż potra­fi wziąć na warsz­tat książ­kę swo­je­go kole­gi po fachu i oce­nić w sty­lu: „Fabu­ła z odwło­ka – sor­ry, ale to się total­nie nie klei. Sta­ny emo­cjo­nal­ne głów­nych boha­te­rów od cza­py – ej ziom, postać z two­jej książ­ki przed chwi­lą zabi­ła nie­win­ne­go czło­wie­ka, co powin­no jakoś rezo­no­wać w jej zacho­wa­niu, tym­cza­sem jak gdy­by nigdy nic poje­cha­ła sobie do Macz­ka na McFlur­ry. Ty tak serio? Żal. No i na koniec bój­ki -> sta­ry, czy ty się kie­dyś biłeś? Bo jak tak cię czy­tam, to śmiem wąt­pić. Zade­mon­stro­wa­łeś co naj­wy­żej swo­je BŁĘDNE wyobra­że­nie bójek. Żena. Gene­ral­nie 210 cho­ciaż i tak nacią­gną­łem po zna­jo­mo­ści”.

To ja doło­żę do pie­ca -> Hej, Jakub Ćwiek, ale wiesz, że takie rec­ki to broń obu­siecz­na i jak wyjeż­dżasz z tego typu zarzu­ta­mi, to musisz jesz­cze bar­dziej pil­no­wać, żeby u sie­bie nie popeł­nić podob­nych babo­li? Być może cię zasko­czę, ale jed­no takie nie­do­pa­trze­nie zna­la­złem. Otóż  w wywia­dach powta­rzasz, że przy „Dre­li­chu” przy­kła­da­łeś dużą wagę do scen walk, aby były nie tyl­ko reali­stycz­ne, ale też efek­tow­ne. Baaa przy two­rze­niu cho­re­ogra­fii popro­si­łeś nawet o pomoc Macie­ja “Lobo” Lin­ke, o któ­rym wia­do­mo, że w ryj dać umie dać.
Ok, przy­zna­ję, że wyszło wam efek­tow­nie i pod­czas czy­ta­nia sły­chać odgłos łama­nych nosów, ale czy według cie­bie są to reali­stycz­ne bój­ki? Ćwie­ku, czy ty się w ogó­le kie­dyś biłeś? Bo jak cię czy­tam, to śmiem wąt­pić. Tak się skła­da, ze ja się biłem, więc powiem ci jak to wyglą­da w rze­czy­wi­sto­ści. Ot usta­wiasz się z typem na boisku po lek­cjach, zrzu­ca­cie ple­ca­ki, po czym na peł­nej petar­dzie bie­gniesz na nie­go i oba­lasz. A jak już leży, kola­na­mi przy­gnia­tasz mu ręce i robisz śli­no­we bun­gee. Pusz­czasz nit­kę śli­ny i jak już jest mili­me­try od jego twa­rzy, zasy­sasz z powro­tem. I robisz tak do momen­tu aż typ odkle­pie. A odkle­pie na pew­no, bo wie, że max za trze­cim razem nit­ki już nie cof­niesz na czas.

Ale poza tym książ­ka w pyt­kę. Powie­dział­bym, że to książ­ko­wy mix „Trans­por­te­ra” i „Upro­wa­dzo­nej”. „Trans­por­ter”, bo głów­nym boha­te­rem jest Marek Dre­lich – zawo­do­wy zło­dziej, któ­ry nie­wie­le mówi, zawsze jest zim­ny jak Vic­to­ria Bec­kham i na mak­sa opa­no­wa­ny. Z wyprze­dze­niem opra­co­wu­je pre­cy­zyj­ne pla­ny z dokład­nie wyli­czo­nym timin­giem na poszcze­gól­ne inte­rak­cje -> np. „ Minu­ta 20. Wyłą­czy­łem alarm i unie­ru­cho­mi­łem dwóch kok­sów. Wyprze­dam plan o 10 sekund”, acz­kol­wiek w razie jakiejś wto­py, w ręka­wie ma jesz­cze pla­ny w warian­tach B, C i D. Poza tym nawet, jeśli wpad­nie w tara­pa­ty, zacho­wu­je spo­kój, ana­li­zu­je oto­cze­nie, szu­ka sła­bych punk­tów u prze­ciw­ni­ka i wycze­ku­je momen­tu dekon­cen­tra­cji, czy­li wypisz wyma­luj Jason Sta­tham. Nato­miast „Upro­wa­dzo­na” dla­te­go, bo Dre­lich z róż­nych przy­czyn popadł w nie­ła­skę trój­miej­skich zaka­pio­rów, któ­rzy chcą zro­bić krzyw­dę jemu oraz jego rodzi­nie, a jak ktoś gro­zi rodzi­nie, to Dre­lich odpa­la tryb Lia­ma Nes­so­na i dzwo­ni do opraw­cy z tek­stem -> „Nie wiem kim jesteś, ale jadę ci wpier­do­lić”.

liam
Hit w gatun­ku “kopa­ny sen­sa­cyj­niak”. Moc­ne pole­can­ko.

Książ­kę kupi­cie tu -> KLIK
Ebo­oka znaj­dzie­cie na Legi­mi
A audio­bo­oka na Sto­ry­tel, Audio­te­ce, Empik Go i Book­be­at

A to widziałeś?