popKULTURA

Książki pod choinkę, czyli pewniaczek wśród prezentów

04/12/2020

Poszły konie po beto­nie! Mamy gru­dzień i wiel­ki­mi kro­ka­mi zbli­ża­my się do uro­dzin Jezu­ska, któ­re w tym roku będą moc­no nie­ty­po­we, bo pan­de­micz­ne. Ich nie­zwy­kłość pole­ga choć­by na tym, że ist­nie­je ryzy­ko, iż nad­cho­dzą­cą wigi­lię zamiast paster­ką, uko­ro­nu­je­cie wizy­tą na doł­ku, a wszyst­ko przez zarzą­dze­nie, zgod­nie z któ­rym przy sto­le może zasiąść max pięć osób, tym­cza­sem wy będzie­cie aku­rat tą szó­stą. Ja oczy­wi­ście pla­nu­ję przy­cwa­nia­ko­wać i usta­wić dwa sto­ły 😉

Dobra, żar­ty na bok, przejdź­my do kon­kre­tów. Zga­du­ję, że w tym roku kolej­ny raz posta­no­wi­li­ście kom­ple­to­wać pre­zen­ty już od mar­ca i w grud­niu na luzacz­ku, bo macie całość. LOL niech pierw­szy rzu­ci kamie­niem, kto nigdy tak nie kom­bi­no­wał. Oczy­wi­ście stan­dar­do­wo nic z tego nie wyszło, a co za tym idzie, lada moment zacznie­cie wyko­ny­wać dzi­kie ruchy w skle­pach i kupo­wać cokol­wiek, bo czas goni, a pomy­słów brak. Spo­koj­nie, od takich akcji macie mnie. Jak powszech­nie wia­do­mo są dwa uni­wer­sal­ne i ponad­cza­so­we pre­zen­ty – butel­ka i książ­ka. Co lep­sze oba się nie wyklu­cza­ją.

Co do butel­ki, nie mam wąt­pli­wo­ści, że macie w tym tema­cie czar­ny pas i sobie pora­dzi­cie. W kwe­stii ksią­żek popro­wa­dzę was za rękę i zaraz pod­rzu­cę sper­so­na­li­zo­wa­ną listę tytu­łów wraz z instruk­cja­mi, któ­ry dla kogo. Jest to wpis powsta­ły w koope­ra­cji z wydaw­nic­twem SQN, więc łatwo się domy­ślić, że wszyst­kie pozy­cje będą mia­ły to samo logo, ale od razu uprze­dzam, że to ja wysze­dłem z ini­cja­ty­wą, gdyż tak się skła­da, że SQN speł­nia wszyst­kie moje kry­te­ria, czy­li posia­da obszer­ną biblio­te­kę tytu­łów, w któ­rej znaj­dzie się coś dla fana dowol­ne­go gatun­ku. Do tego dba­ją, aby każ­da książ­ka dosta­wa­ła ele­ganc­ką opra­wę i ślicz­niut­ką okład­kę, dzię­ki cze­mu wybor­nie się pre­zen­tu­ją jako gifty oraz póź­niej na półecz­ce. War­to­ścią doda­ną jest moż­li­wość odha­cze­nia całej listy pre­zen­to­wej za jed­nym razem, poza tym przy zaku­pie za 150 zło­tych uak­tyw­nia się dar­mo­wa dosta­wa, więc kolej­ny pro­fit. Łącz­nie wybra­łem 15 tytu­łów z roż­nych kate­go­rii i muszę się przy­znać, że w pierw­szej wer­sji było ich jesz­cze wię­cej, ale wte­dy nikt nie doje­chał­by do koń­ca posta.
Jeśli jakiś tytuł wpad­nie wam w oko, może­cie go zamó­wić na tej stro­nie -> www.idz.do/sprezentuj-ksiazki lub prze­nieść się do skle­pu kli­ka­jąc w tytuł. Zaczy­naj­my.

Książka dla dziewczyny / żony / kochanki / mamy / teściowej / fanów literatury pięknej

Satur­nin” — Jakub Małec­ki
Wbrew pozo­rom nie jest to kon­ty­nu­acja „Mar­sja­ni­na”, ani tym bar­dziej opo­wieść o pra­cow­ni­ku skle­pu Saturn, któ­ry szu­ka nowe­go sen­su życia, po tym jak jego salon zosta­je prze­ję­ty przez Media Markt. Nope, Satur­nin to imię głów­ne­go boha­te­ra. Mama mia­ła fan­ta­zję 😉 Satur­nin jest po 30., miesz­ka w War­sza­wie, gdzie pra­cu­je jako przed­sta­wi­ciel han­dlo­wy i pota­jem­nie pod­ko­chu­je się w pani z apte­ki. Pro­wa­dzi nie­skom­pli­ko­wa­ne życie, jed­nak wszyst­ko się zmie­nia, kie­dy w nie­wy­ja­śnio­nych oko­licz­no­ściach zni­ka jego dzia­dek. To wyda­rze­nie spra­wia, że Satek wra­ca do rodzin­nej miej­sco­wo­ści i wraz z mat­ką roz­po­czy­na poszu­ki­wa­nia, w trak­cie któ­rych odbę­dzie podróż w prze­szłość i odkry­je róż­ne strasz­ne rze­czy. Po tym już nic nie będzie takie jak kie­dyś.
Jakub Małec­ki jest już uzna­nym nazwi­skiem na pol­skim ryn­ku i w zasa­dzie każ­da jego powieść to gwa­ran­cja lite­rac­kich doznań. Autor sły­nie ze słow­nej wir­tu­oze­rii i sty­li­stycz­nej ele­gan­cji, a intym­ny kli­mat jego ksią­żek spra­wia, że nie­jed­nej kobie­cie spły­nie maki­jaż pod­czas lek­tu­ry. Tak że jeśli macie wśród bli­skich oso­bę, któ­ra lubi poczy­tać o życio­wych spra­wach, zachwy­cić się sty­lem i uro­nić łez­kę nad puen­tą, „Satur­nin” będzie w punkt.

 

Dla fanów sportu, wąsów, szybkich bryk, hot dogów z Orlenu, asów serwisowych i sportowych osobowości (4 propozycje)

Kobe Bry­ant. Show­man”Roland Lazen­by
Legen­da NBA, jeden z naj­efek­tyw­niej­szych i przy oka­zji naj­efek­tow­niej­szych zawod­ni­ków w histo­rii, któ­re­go poże­gna­li­śmy zde­cy­do­wa­nie zbyt szyb­ko (damn you 2020r). W takich oko­licz­no­ściach książ­ka pod­su­mo­wu­ją­ca karie­rę wyda­je się natu­ral­nym pre­zen­tem zarów­no dla fanów same­go Kobe’go, jak i koszy­ków­ki spod zna­ku epic­kich dun­ków i czap. „Show­man” jest kom­plet­nym opra­co­wa­niem, z któ­re­go dowie­my się, że par­kie­ty NBA były pisa­ne Kobe­’mu od naro­dzin, pozna­my jego por­tret psy­cho­lo­gicz­ny, w tym słyn­ną „men­tal­ność Mam­by”, zosta­nie­my ura­cze­ni zaku­li­so­wy­mi smacz­ka­mi oraz aneg­dot­ka­mi z szat­ni, a tak­że prze­czy­ta­my o tych gor­szych momen­tach, typu odcię­cie się od rodzi­ny, oskar­że­nie o gwałt i kosy z ziom­ka­mi z dru­ży­ny. Auto­rem jest Ronald Lazen­by, któ­ry wcze­śniej popeł­nił bar­dzo dobrze przy­ję­tą bio­gra­fię Jor­da­na („Micha­el Jor­dan. Życie”), więc może­cie być pew­ni, że jest to pozy­cja peł­na mię­cha, a nie jakieś tam prze­dru­ki z Bra­vo Sport.

Zbi­gniew Boniek, Mecz moje­go życia”Zbi­gniew Boniek, Janusz Basa­łaj
W pierw­szej kolej­no­ści pole­cam ten tytuł, jako pre­zent dla naszych ojców i wuj­ków, któ­rych kibi­cow­ski pri­me-time przy­pa­dał wła­śnie na cza­sy Boń­ka. Być może poza samą lek­tu­rą, odbę­dą jesz­cze nostal­gicz­ną podróż do cza­sów mło­do­ści, co może być nawet cen­niej­sze. W dru­giej kolej­no­ści pole­cam ją moim rówie­śni­kom. Oso­bi­ście nie zała­pa­łem się na cza­sy Boń­ska i kie­dy chwy­ci­łem za tę książ­kę, dotar­ło do mnie, że w zasa­dzie nie­wie­le wiem o jego karie­rze. Po pro­stu wszy­scy dora­sta­li­śmy z wie­dzą, że Zibi wiel­kim pił­ka­rzem był, bo grał dla Juven­tu­su i strze­lał waż­ne gole dla kadry, ale jakie kon­kret­nie miał sta­ty­sty­ki, w jakich oko­licz­no­ściach prze­cho­dził do Juve i Romy, oraz jak­by wypadł, gdy­by porów­nać go z takim Rober­tem Lewan­dow­skim, nie mia­łem poję­cia. Książ­ka wypeł­nia wszyst­kie te luki, a dodat­ko­wo opo­wia­da o pił­kar­skich realiach w latach 80’ i ówcze­snych staw­kach, a tak­że o rela­cjach Boń­ka z umo­czo­nym za korup­cję Pla­ti­nim, o jego reflek­sji na temat nie­wy­pa­łu w roli selek­cjo­ne­ra kadry oraz o aktu­al­nych cza­sach pre­ze­su­ry w PZPN. Bio­rąc pod uwa­gę, że przy pierw­szym kon­tak­cie chcia­łem tę książ­kę tyl­ko prze­kart­ko­wać, a skoń­czy­ło się na prze­czy­ta­niu poło­wy, mogę śmia­ło stwier­dzić, że jest się na czym zawie­sić.

Roger Fede­rer. Bio­gra­fia”Rene Stauf­fer
Tenis cie­szy się w Pol­sce cał­kiem spo­ry fan­bej­zem i nawet eme­ry­tu­ra Agniesz­ki Radwań­skiej nic w tej mate­rii nie zmie­ni­ła, bo na jej miej­sce już poja­wi­ła się Iga Świą­tek, któ­ra w cuglach wygra­ła Roland Gar­ros. Pro­po­zy­cją dla wszyst­kich teni­so­wych fre­aków jest bio­gra­fia Roge­ra Fede­re­ra, któ­ry nie tyl­ko jest żywą legen­dą kor­tów wsze­la­kich, ale też jed­nym z naj­wy­bit­niej­szych spor­tow­ców w ogó­le. Bio­gra­fia abso­lut­nie obo­wiąz­ko­wa, jeśli inte­re­su­je was dro­ga Fede­re­ra na szczyt, meto­dy radze­nia sobie z wiel­ką pre­sją oraz kuli­sy kul­to­wych poty­czek z Sam­pra­sem, Agas­sim, Djo­ko­vi­cem i oczy­wi­ście Nada­lem. A jeśli macie bom­bel­ka i myśl­cie sobie -> „Ooo wiem, wyślę junio­ra na zaję­cia teni­sa, niech zosta­nie zawo­dow­cem, wszak na kor­cie moż­na zgar­nąć ład­ny pie­nią­żek, a kon­ku­ren­cja o wie­le mniej­sza niż w pił­ce noż­nej”, to ta książ­ka szyb­ko was napro­stu­je i wyja­śni ile trze­ba zain­we­sto­wać kasio­ry, cza­su i mieć samo­za­par­cia, aby dojść do mistrzow­skie­go pozio­mu. Sor­ry Bren­do­nek, ale nie stać mnie.

Nazna­czo­ny. Nic­ki Lau­da”Mau­ri­ce Hamil­ton
Od kil­ku lat jestem wiel­kim entu­zja­stą F1, a w tym roku to już tak mnie wzię­ło, że nie tyl­ko nie odpu­ści­łem żad­ne­go wyści­gu, ale pomię­dzy kolej­ny­mi sam też robię za kie­row­cę zespo­łu Red Bull Racing… na Xbo­xie. Śmiesz­ne, bo kie­dyś byłem igno­ran­tem i uwa­ża­łem, że to wyjąt­ko­wo idio­tycz­ny sport, sko­ro kil­ku typów jeź­dzi odpi­co­wa­ny­mi boli­da­mi, a resz­ta to maru­de­rzy na tacz­kach (patrz Kubi­ca w Wil­liam­sie). Dopie­ro, kie­dy czło­wiek się w tym na dobre zanu­rzy, dostrze­ga ile tam jest niu­an­sów i dróg decy­zyj­nych, któ­re potra­fią wszyst­ko zmie­nić ( i na plus i na minus). Do tego docho­dzi czyn­nik loso­wo­ści – a to pogo­da się zała­mie, a to ktoś w kogoś wje­dzie i ryko­sze­tem obe­rwie jesz­cze ktoś inny. Napraw­dę fascy­nu­ją­cy sport. Oczy­wi­ście na start pole­cam net­fli­xo­wy doku­ment o F1, któ­ry w 9 przy­pad­kach na 10 koń­czy się sta­łym związ­kiem z For­mu­łą Pierw­szą, a zaraz po nim bio­gra­fię legen­dar­ne­go Nic­kie­go Lau­dy, z któ­rej dowie­cie się czym jest praw­dzi­wa deter­mi­na­cja, jak zacię­te poje­dyn­ki toczył z Jame­sem Hun­tem (zro­bi­li o tym bar­dzo spo­ko film „Wyścig”, z Tho­rem w roli Hun­ta), o dra­ma­tycz­nym wypad­ku, w któ­rym doznał hard­co­ro­wych popa­rzeń, o powro­cie na tor, kie­dy wszy­scy już go skre­śli­li, o men­to­ro­wa­niu mło­dym zawod­ni­kom, o biz­ne­sie lot­ni­czym i kata­stro­fie samo­lo­tu jego linii. A to nadal nie wszyst­ko. Gdy­bym nie miał tej książ­ki, bar­dzo chciał­bym zna­leźć ją pod cho­in­ką.

Dla milionerów wannabe oraz osób marzących o stworzeniu własnego start-upu (2 propozycje)

Net­flix. To się nigdy nie uda”Marc Radolph
Też tak macie, że kie­dy myśli­cie o biz­ne­sach gene­ru­ją­cych miliar­dy dolców, w sty­lu Net­fli­xa, Ube­ra i Spo­ti­fa­ja, docho­dzi­cie do wnio­sku, że nawet szym­pans wpadł­by na taki pomysł? A to, że nie wy, a ktoś inny zgar­nia cały ten szmal, to wyłącz­nie kwe­stia nie­far­ta, jakim jest uro­dze­nie się w Pol­sce? U nas już na star­cie jest trud­niej, nie to co w takim USA, gdzie wszyst­ko mają poda­ne na zło­tej tacy 😉
Książ­ka „Net­flix. To się nie uda” pozwa­la bar­dzo szyb­ko wybu­dzić się z tego typuj fan­ta­zji i poka­zu­je, jak dłu­ga i krę­ta dro­ga dzie­li pomysł od jego reali­za­cji. Auto­rem jest współ­za­ło­ży­ciel Net­fli­xa — Marc Rudolph, a sytu­acja wyglą­da tak, że wraz z dru­gim zało­ży­cie­lem — Reedem Hastings’em, pra­co­wa­li w fir­mie XYZ i na zmia­nę pod­wo­zi­li się do robo­ty. Pod­czas tych prze­jaż­dżek, prze­rzu­ca­li się pomy­sła­mi na biz­nes, co jeden to głup­szy -> per­so­na­li­zo­wa­ne kije bejs­bo­lo­we, per­so­na­li­zo­wa­ne szam­po­ny do wło­sów, kar­ma per­so­na­li­zo­wa­na pod kon­kret­ne­go psa. I tak to trwa­ło, aż pew­ne­go dnia jeden z nich dostał karę 40 dolców od wypo­ży­czal­ni za prze­trzy­ma­nie kase­ty z fil­mem „Apol­lo 13” -> Ej, a gdy­by otwo­rzyć wypo­ży­czal­nie inter­ne­to­wą, w któ­rej wybie­rasz film i dosta­jesz go pocz­tą do domu?
Oso­bi­ście uznał­bym, że to idio­tycz­ny pomysł, któ­ry „nigdy się nie uda”, ale oni dostrze­gli poten­cjał i zaja­ra­li się na maxa. Nie­ste­ty spra­wy szyb­ko zaczę­ły się kom­pli­ko­wać –> Ale jak to dostar­czyć, żeby się nie uszko­dzi­ło? Jak dłu­go będzie trwa­ła dosta­wa? Ile to musi kosz­to­wać, sko­ro trze­ba opła­cić wysył­kę w dwie stro­ny? Do tego wypa­da­ło­by stwo­rzyć sen­sow­ną infra­struk­tu­rę inter­ne­to­wą do przyj­mo­wa­nia zamó­wień i płat­no­ści. Pro­blem gonił pro­blem i na tym eta­pie już na milion pro­cent rzu­cił­bym ręcz­ni­kiem, tym­cza­sem oni wszyst­ko na spo­koj­nie roz­k­mi­ni­li i oka­za­ło się, że jak się chce, to się da. Sam etap uru­cho­mie­nia wypo­ży­czal­ni nadal ich nie satys­fak­cjo­no­wał i kom­bi­no­wa­li dalej -> A gdy­by nie kaso­wać klien­tów deta­licz­nie za każ­de wypo­ży­cze­nie, tyl­ko wpro­wa­dzić abo­na­ment w ramach, któ­re­go mogą obej­rzeć kil­ka tytu­łów w mie­sią­cu? A gdy­by doło­żyć opcję „Like It, Keep it”, czy­li jeśli klien­to­wi spodo­bał się film, dopła­ca kil­ka bak­sów i go sobie zosta­wia? A gdy­by stwo­rzyć algo­rytm, któ­ry na pod­sta­wie wcze­śniej obej­rza­nych fil­mów, będzie reko­men­do­wał kolej­ne?
Powiem krót­ko – ta książ­ka jest fascy­nu­ją­ca już na eta­pie opo­wie­ści od zera do do miliar­de­ra, a jeśli ktoś ma ambi­cje, aby same­mu stwo­rzyć start-up, będzie to bez­cen­ne stu­dium przy­pad­ku. Pole­cam, Żanet­ka Lyta.

Prze­jażdz­ka życia. Cze­go nauczy­łem się jako CEO The Walt Disney Com­pa­ny” - Robert Iger
Tema­ty­ka niby podob­na, bo zno­wu mamy do czy­nie­nia z CEO wie­lo­mi­liar­do­wej kor­po­ra­cji, ale tutaj tra­fia­my na zupeł­nie inny punkt wyj­ścia. Kie­dy autor przej­mo­wał ste­ry, Disney był aku­rat w momen­cie sta­gna­cji i nie nadą­żał za kon­ku­ren­cja, któ­ra za spra­wą świe­żych pomy­słów i nowych tech­no­lo­gii coraz śmie­lej poczy­na­ła sobie na ryn­ku. Trze­ba było coś z tym zro­bić. Kro­ka­mi milo­wy­mi oka­za­ły się prze­ję­cia Pixa­ra, Marve­la oraz Star­War­so­wej fran­czy­zy, ale w jakich oko­licz­no­ściach do tego doszło, ile kosz­to­wa­ło i jakie kon­kret­nie korzy­ści przy­nio­sły Din­sey­owi, musi­cie doczy­tać już sami. Powia­dam wam,  że zaj****** war­to. Teraz już wiem ile kosz­tu­je wybu­do­wa­nie Disney­lan­du, jak bar­dzo trze­ba było się nagim­na­sty­ko­wać, aby mimo posia­da­nia Marve­la, zdo­być licen­cje na wszyst­kie posta­cie prze­wi­ja­ją­ce się w Aven­gers: End­ga­me, ile łez uro­nił Geo­r­ge Lucas pod­czas sprze­da­ży Lucas­Film oraz jaki wpływ na poli­ty­kę Disneya miał Ste­ve Jobs. #Zło­to

Dla fanów dobrego reportażu oraz osób, które interesują się polityką… a jeszcze bardziej dla osób, które polityką się NIE INTERESUJĄ — teraz zaczną! (3 propozycje)

Wiel­ki następ­ca”Anna Fifield
Jed­na z cie­kaw­szych ksią­żek, jakie w tym roku prze­czy­ta­łem. Autor­ką jest babecz­ka, któ­ra przez wie­le lat pra­co­wa­ła, jako kore­ań­ska kore­spon­dent­ka dla Washing­ton Post, więc wie o czym pisze. Po lek­tu­rze będzie­cie bogat­si o nastę­pu­ją­cą wie­dzę:
— Jak to się sta­ło, że bied­na Korea, będą­ca w poli­tycz­nych klesz­czach pomię­dzy ZSRR a USA, dała radę zbu­do­wać reżim, któ­ry dys­po­nu­ję bro­nią ato­mo­wą i ma sta­tus pija­ne­go “wuj­ka na wese­lu”, czy­li lepiej go omi­jać, bo cho­le­ra wie, co może mu strze­lić do gło­wy
— Jak bar­dzo prze­chla­pa­ne mają miesz­kań­cy Korei Pół­noc­nej? (spo­iler -> bar­dzo bar­dzo)
— Jakie kary gro­żą za nie­le­gal­ne oglą­da­nie seria­li z Korei Połu­dnio­wej?
— Jak to się sta­ło, że g̶r̶u̶b̶y̶ mło­dy Kim stu­dio­wał w Szwaj­ca­rii i nikt o tym nie wie­dział?
— Jak to się sta­ło, że g̶r̶u̶b̶y̶ mło­dy Kim prze­jął wła­dzę, cho­ciaż nie był ani z pra­we­go łoża, ani naj­star­szy?
— Co łączy Koreę Pół­noc­ną i serial “Bre­aking Bad”?
— Co łączy  TVP  z kore­ań­ski­mi media­mi?
— Jak to się sta­ło, że gru­by Kim i Denis Rod­man są naj­lep­szy­mi ziom­ka­mi?

Nie­ste­ty książ­ka ma jed­ną wadę. Otóż po jej prze­czy­ta­niu zacze­pia się przy­pad­ko­wych ludzi i wyjeż­dża z tek­stem –> Hej, a wie­dzia­łeś, że w Korei Pół­noc­nej…

Trol­le Puti­na”Aro Jes­sik­ka
Kolej­ny w pyt­kę repor­taż, tym razem o ska­li i wpły­wie inter­ne­to­wych mani­pu­la­cji na świa­to­wą poli­ty­kę. Niby wie­my, że w inter­ne­cie trze­ba uwa­żać, bo wystar­czy jed­no klik­nię­cie w lip­ny link i skro­ją nas z całej kasio­ry, że nie każ­da dziew­czy­na z Tin­dera fak­tycz­nie jest dziew­czy­ną oraz że por­ta­le spo­łecz­no­ścio­we roją się od fake new­sów i komen­ta­rzy gene­ro­wa­nych przez far­my trol­li, a jed­nak cią­gle się na to nabie­ra­my. Książ­ka poka­zu­je na kon­kret­nych przy­kła­dach, jak to wszyst­ko dzia­ła i kto na tym korzy­sta. Czy­ta się jak dobry thril­ler, z tym, że to całe szpie­go­stwo, cyber­prze­stęp­czość, fej­ko­we kom­cie, pod­rzu­ca­nie tema­tów na odwró­ce­nie uwa­gi od praw­dzi­wych afer i kam­pa­nie nie­na­wi­ści to żad­na lite­rac­ka fik­cja, tyl­ko prze­cięt­ny dzień na fejs­bucz­ku. Pole­cam postą­pić jak ja i kupić od razu dwie sztu­ki – jed­na na pre­zent, jed­na dla was.

Mecz to pre­tekst” — Ani­ta Wer­ner, Michał Koło­dziej­czyk
Trze­ci repor­taż na liście, tym razem popeł­nio­ny przez pol­skich dzien­ni­ka­rzy w oso­bach Ani­ty Wer­ner, czy­li pani z Fak­tów TVN oraz jej boy­frien­da Micha­ła Koło­dziej­czy­ka, któ­ry ogar­nia sport w Canal+. Zgod­nie z tytu­łem pił­ka noż­na jest tu bar­dziej tłem, a raczej spo­iwem łączą­cym wszyst­kie poru­sza­ne histo­rie. Głów­nym tema­tem jest poli­ty­ka, rasizm, nacjo­na­lizm, ter­ro­ryzm oraz inne pro­ble­my spo­łecz­ne, któ­re bar­dzo czę­sto kumu­lu­ją się wła­śnie na pił­kar­skich sta­dio­nach. Auto­rzy odwie­dzi­li m.in. Irlan­dię, Izra­el, Hisz­pa­nię oraz Bośnię i Har­ce­go­wi­nę, gdzie pod­ję­li się pró­by opo­wie­dze­nia o lokal­nych pro­ble­mach przez pry­zmat pił­ki noż­nej. Naj­lep­szą reko­men­da­cją jest fakt, że książ­ka roze­szła się jak buty w obuw­ni­czym i zale­d­wie kil­ka dni po pre­mie­rze, wydaw­nic­two orga­ni­zo­wa­ło dodruk.

Kolejne trzy książki polecam fanom seriali i zakulisowych historii

Przy­ja­cie­le. Ten o naj­lep­szym seria­lu na świe­cie”Mil­ler Kel­sey
Jest to album w bar­dzo wyj­ścio­wym wyda­niu, wypeł­nio­ny zdję­cia­mi, cie­ka­wost­ka­mi z pla­nu, ana­li­zą naj­lep­szych odcin­ków oraz komen­ta­rza­mi twór­ców i akto­rów, czy­li Świę­ty Gra­al dla wszyst­kich fanów Przy­ja­ciół. (jakieś 10 miliar­dów ludzi jest w tar­ge­cie). Ostrze­gam, że ist­nie­je ryzy­ko iż zamó­wi­cie dla kon­kret­nej oso­by, a osta­tecz­nie zosta­wi­cie dla sie­bie. Spo­ko, nie oce­niam, też mi się tak zda­rzy­ło kil­ka razy.

11 pier­ście­ni”Hugh Dele­han­ty, Phil Jack­son
Pozy­cja numer dwa skie­ro­wa­na jest do fanów net­fli­xo­we­go doku­men­tu „Ostat­ni taniec”, któ­rzy łak­ną jesz­cze wię­cej wie­dzy o Jor­da­nie i Chi­ca­go Bulls. To co ofe­ru­ję, prze­ro­śnie wasze ocze­ki­wa­nia –> mia­no­wi­cie ta sama histo­ria, ale opo­wie­dzia­na z per­spek­ty­wy naj­wy­bit­niej­sze­go koł­cza ever, czy­li Phi­la Jac­ko­sna. Zacznij­my od tego, że gość po sze­ściu tytu­łach zdo­by­tych z Byka­mi, doło­żył pięć kolej­nych z Laker­sa­mi <sic!>. Jak­by nie patrzeć, je*****ki jest Wład­cą Pier­ście­ni. Łącz­nie spę­dził kil­ka­na­ście lat na naj­wyż­szym pozio­mie NBA, gdzie musiał zma­gać się z indy­wi­du­ali­sta­mi pokro­ju Jor­da­na, Rod­ma­na, Pip­pe­na, Bry­an­ta, Sha­qa i jesz­cze kil­ko­ma gagat­ka­mi. Na samą myśl idzie dostać jebla, tym­cza­sem Jack­son dawał radę. Poza tym spo­ro smacz­ków -> prze­py­chan­ki z zarzą­dem, cie­ka­wost­ki trans­fe­ro­we, skan­da­le wiel­kie jak dziu­ra budże­to­wa oraz skan­da­li­ki malut­kie jak powierzch­nia San Mari­no. Na pew­no o wszyst­kim nie wie­dzie­li­ście. O prze­ko­zac­kiej okład­ce nawet nie wspo­mi­nam. Zako­cha­łem się od pierw­sze­go wej­rze­nia.

Rahim. Ludzie z tyl­ne­go sie­dze­nia”Prze­mek Car­so, Seba­stian Sal­bert
Jeśli weź­mie­my pod uwa­gę, że rap­sy są naj­po­pu­lar­niej­szym gatun­kiem muzycz­nym w Pol­sce, film “Jesteś Bogiem” jest na liście fil­mów z naj­więk­szą fre­kwen­cją kino­wą w histo­rii pol­skiej kine­ma­to­gra­fii, a Pak­to­fo­ni­ka ma sta­tus kul­to­we­go skła­du hip-hopo­we­go, wyj­dzie nam, że książ­ka o Rahi­mie — rape­rze, pro­du­cen­cie, współ­za­ło­ży­cie­lu Pak­to­fo­ni­ki i Poka­hon­taz, jest naj­go­ręt­szą tego­rocz­ną pre­mie­rą z nur­tu muzycz­ne­go. Zało­żę się, że każ­dy, kto choć tro­chę sie­dzi w tych kli­ma­tach, chęt­nie dowie się z pierw­szej ręki, jak to wszyst­ko wła­ści­wie się zaczę­ło i co się wyda­rzy­ło dalej, kie­dy nie było już Magi­ka. Oso­bi­ście wcho­dzę w to jak zły.

Dla fanów fantastyki, heheszków, dreszczyku grozy oraz znanych historii w alternatywnym wydaniu (2 propozycje)

Chłop­cy” — Jakub Ćwiek
A gdy­by tak połą­czyć serial „Syno­wie Anar­chii” z histo­rią o Pio­tru­siu Panie? Nie musi­cie dłu­żej się zasta­na­wiać, co by z tego wyszło, bo tak się skła­da, że Jakub Ćwiek już daw­no to roz­k­mi­nił. “Chłop­cy” to histo­ria o byłych towa­rzy­szach Pio­tru­sia Pana, któ­rzy zakła­da­ją gang moto­cy­klo­wy, a sze­fu­je im zabój­cza Dzwo­ne­czek. Znaj­dzie­cie tu wszyst­ko — inby, roz­ró­by, liba­cje, wul­ga­ry, pokrę­co­ne pomy­sły i hehesz­ki po ban­dzie, czy­li to co tygry­sy lubią naj­bar­dziej. Łącz­nie wyszły czte­ry tomy i tak się faj­nie zło­ży­ło, że teraz wszyst­kie może­cie mieć w jed­nej, bli­sko 1000-stro­ni­co­wej kni­dze, bo wła­śnie uka­za­ło się zbior­cze wyda­nie jubi­le­uszo­we, wzbo­ga­co­ne o nie­pu­bli­ko­wa­ne do tej pory opo­wia­da­nie. Żal nie brać. Zresz­tą sam też cze­kam na powia­do­mie­nie, że książ­ka jest już w pacz­ko­ma­cie.

Har­de Baśnie” — wyda­nie zbio­ro­we
Ostat­nią pro­po­zy­cją są “Har­de Baśnie”, czy anto­lo­gia popeł­nio­na przez 13 auto­rek, wśród któ­rych znaj­dzie­my m.in. Ane­tę Jadow­ską i Annę Kań­toch. Kon­cept jest dość pro­sty, mia­no­wi­cie każ­da autor­ka bie­rze na warsz­tat zna­ną baśń i przed­sta­wia ją w zupeł­nie nowej inter­pre­ta­cji. Tym spo­so­bem sta­nie­my przed szan­są pozna­nia alter­na­tyw­nych wer­sji histo­rii o Czer­wo­nym Kap­tur­ku, Jasiu i Mał­go­si, Śpią­cej Kró­lew­nie, Brzyd­kim Kacząt­ku i jesz­cze kil­ku innych. Oso­bi­ście jesz­cze “Har­dych Baśni” nie czy­ta­łem, ale bio­rąc pod uwa­gę, że Madzia cał­kiem przy­pad­ko­wo dosta­nie je na Miko­ła­ja, nie­dłu­go nad­ro­bię. Tym bar­dziej, że prze­mó­wił do mnie frag­ment z zajaw­ki wydaw­nic­twa -> “Tyl­ko w świe­cie har­dych baśni klą­twę snu poma­ga zdjąć hasło do Face­bo­oka, naj­więk­szym wro­giem wróż­ki są krót­kie ter­mi­ny i nad­miar zle­ceń, a zasa­dy BHP obo­wią­zu­ją nawet zom­bie!”. Zde­cy­do­wa­nie moje kli­ma­ty.

I to tyle z mojej stro­ny. Mam nadzie­ję, że coś z tej listy sobie wybie­rze­cie i pre­zen­ty pój­dą z gór­ki. A jeśli nadal wam mało, zosta­wiam link do wpi­su z zeszłe­go roku, któ­ry powięk­szy pulę o kolej­ne 13 tytu­łów -> KLIK!. I jesz­cze raz link do stro­ny, gdzie wszyst­kie pole­ca­ne tytu­ły moż­na nabyć dro­gą kup­na -> www.idz.do/sprezentuj-ksiazki. Pozdro600.

A to widziałeś?