popKULTURA

Zagraj to jeszcze raz Franz, czyli Psy 3

20/01/2020

No i sta­ło się, po 26 latach nie­by­tu, na ekra­ny kin powró­cił Franz Mau­rer w trze­ciej odsło­nie kul­to­wych “Psów”. Wie­lu fanów marzy­ło o takiej reak­ty­wa­cji… a jesz­cze wię­cej drża­ło przed nią ze stra­chu, wszak z doświad­cze­nia wie­my, że tego typu kam­be­ki zazwy­czaj koń­czą się kata­stro­fą i jak­by to powie­dział Andrzej Sap­kow­ski, nie­po­trzeb­nym robie­niem smro­du i gów­na wokół legen­dy. Jak wyszło w tym przy­pad­ku? Na szczę­ście kom­pro­mi­ta­cji a’la Kogel-Mogel 3 nie ma. Powiem wię­cej, jest cał­kiem nie­źle… o ile był­by to po pro­stu JAKIŚ nowy pol­ski film sen­sa­cyj­ny. Jed­nak to nie jest JAKIŚ tam film, a “Psy”, czy­li kawał histo­rii pol­skie­go kina, a co za tym idzie, ocze­ki­wa­nia już na star­cie były gigan­tycz­ne. No i jeśli tak na to spoj­rzy­my, to według mnie film pozo­sta­wia spo­ry nie­do­syt. Dla­cze­go? Żeby to uza­sad­nić, muszę się cof­nąć do pierw­szych dwóch czę­ści, któ­re cał­kiem przy­pad­ko­wo kil­ka dni temu sobie odświe­ży­łem  i przy oka­zji pró­bo­wa­łem wyła­pać na czym pole­ga ich feno­men.

Psy — gene­za zaje­bi­sto­ści

Z dzi­siej­szej per­spek­ty­wy dostrze­gam, że one wca­le nie były takie dosko­na­łe, jak­by to wyni­ka­ło z naszych wspo­mnień. Wręcz prze­ciw­nie, z wie­lu scen wie­je paź­dzie­rzem, zwro­ty akcji czę­sto są absur­dal­ne na mak­sa, a rela­cje Mau­re­ra z kobie­ta­mi moc­no pato­lo­gicz­ne, żeby nie powie­dzieć kon­kret­nie popie*dolne. Z dru­giej stro­ny są też sce­ny wybit­ne, podob­nie zresz­tą jak towa­rzy­szą­ca im muzy­ka Micha­ła Loren­ca, do tego masa prze­pysz­nych dia­lo­gów i one-line­rów, któ­re sta­ły się kla­sy­ka­mi oraz życiów­ki aktor­skie Lin­dy, Pazu­ry i Ojca Mate­usza (o tak, rola Rado­sła­wa Wol­fa to czy­sta poezja. Powi­nien trzy­mać się czar­nych cha­rak­te­rów, a nie popy­lać na rowe­rze po San­do­mie­rzu). Kon­drat, Gajos, Lin­de-Luba­szen­ko i Jędru­la oczy­wi­ście rów­nież wypa­dli ele­ganc­ko, ale oni aku­rat swój pri­me zali­czy­li w innych tytu­łach. Zaczą­łem się nawet zasta­na­wiać, jak to wyszło, że nagle wszy­scy akto­rzy wsko­czy­li na taki top level i dotar­ło do mnie, że w obu czę­ściach może i jest cał­kiem spo­ro nie­do­ró­bek sce­na­riu­szo­wych, ale aku­rat posta­ci zosta­ły napi­sa­ne wyśmie­ni­cie. Mają oso­bo­wość, wia­ry­god­ną moty­wa­cję, są dys­ku­syj­ne moral­nie, a ich losy plą­czą się w taki spo­sób, że widz się tym przej­mu­je i koniecz­nie chce wie­dzieć, jak to dalej się poto­czy.  Kli­mat tych fil­mów jest nie­sa­mo­wi­ty i nadal dzia­ła. Serio, jak skoń­czy­łem oglą­dać, to pomy­śla­łem, że też chciał­bym być takim koza­kiem jak Boguś Lin­da. War­to jesz­cze dodać, że pierw­sza część “Psów” sta­no­wi­ła waż­ny i moc­ny komen­tarz spo­łecz­ny dla Pol­ski AD 1992. Ludzie wycho­dząc z kina, byli w więk­szym szo­ku niż Mary­sia w kawał­ku Soko­ła, czy­li ta kul­to­wość nie wzię­ła się zni­kąd.

Psy 3 — O czym to?

Prze­ska­ku­je­my do “Psów 3”, któ­re zaczy­na­ją się od pró­by napro­sto­wa­nia zakoń­cze­nia z czę­ści dru­giej. Jak wie­my, Franz w fina­le odstrze­lił waż­ne­go ruska, skro­ił milion bak­sów, po czym uciekł do Nowej Zelan­dii, gdzie odpi­co­wa­ny w pon­czo, sie­dział na pla­ży i patrzył w wodę. No i weź teraz sen­sow­nie uza­sad­nij, jak to się sta­ło, że Boguś nagle odnaj­du­je się w pol­skim wię­zie­niu? Otóż oka­zu­je się, że Franz wca­le nie dał nogi na Anty­po­dy, tyl­ko taki sce­na­riusz mu się od cza­su do cza­su śni, a tak napraw­dę został zła­pa­ny i garu­je w pier­dlu. Akcja fil­mu star­tu­je aku­rat w dniu, kie­dy wycho­dzi na wol­ność po odsie­dze­niu 25 lat. Led­wo prze­kra­cza bra­mę, a już pod­jeż­dża­ją do nie­go szem­ra­ne typ­ki w furze z przy­ciem­nia­ny­mi szy­ba­mi i stra­szą, że jeśli w cią­gu tygo­dnia nie odda tej zaju­ma­nej bań­ki, to zabi­ją jego bli­skich. Franz na to, że łore­wer, bo on nie ma bli­skich, na co gan­gu­sy, że może i nie, ale za to jego dobry zio­mek Wal­de­mar Mora­wiec (Ceza­ry Pazu­ra) ma i jak nie odda kasio­ry, to wła­śnie im zro­bią kuku. I tym spo­so­bem Franz i Axl Rose “Nowy” robią reu­nion po ćwierć­wie­czu roz­łą­ki. Jed­nak w momen­cie, kie­dy się spo­ty­ka­ją jest już za póź­no, bo syn Pazu­ry od 24-godzin ma sta­tus zagi­nio­ne­go. Oczy­wi­ście pano­wie rusza­ją z pry­wat­nym śledz­twem, aby go odna­leźć i przy oka­zji doje­chać win­nych.

Rów­no­le­gle jeste­śmy racze­ni dru­gim wąt­kiem, gdzie pierw­sze skrzyp­ce gra Mar­cin Doro­ciń­ski — ostat­ni uczci­wy pies w pol­skiej poli­cji, któ­ry pró­bu­je udu­pić swo­ich sko­rum­po­wa­nych prze­ło­żo­nych. Jak łatwo się domy­ślić, w pew­nym momen­cie dro­gi Bogu­sia, Czar­ka i Doro­ciń­skie­go się prze­tną. Na tym jed­nak skończ­my, bo spo­ile­ry.

Psy 3 — Jak to wyszło?

Tak jak napi­sa­łem wcze­śniej, gdy­by to był po pro­stu film sen­sa­cyj­ny, nie powią­za­ny z fran­czy­zną “Psów”, uznał­bym że jest cał­kiem w porzo. Bez fajer­wer­ków, ale ma momen­ty i ogól­nie oglą­da się bez bólu zębów, a na tle pato­lo­gii od Papry­ka Vegi, to już w ogó­le wcho­dzi jak zło­to. Jed­nak porów­nu­jąc go z poprzed­ni­ka­mi, lek­ko wie­je prą­ciem. Po pierw­sze pri­mo sce­na­riusz jest wiel­kim bała­ga­nem. Pasi­kow­ski chy­ba stwier­dził, że wrzu­ci do jed­ne­go gara motyw samo­są­du, doda do nie­go wątek bru­tal­nej i sko­rum­po­wa­nej poli­cji, któ­ra nie­wy­god­ne tema­ty zamia­ta pod dywan, następ­nie dopra­wi to wiel­ką, nie­ko­niecz­nie sen­sow­ną strze­la­ni­ną, wszak ludzie tego ocze­ku­ją, po czym przy­kry­je pokryw­ką i niech się gotu­je, a póź­niej się zoba­czy, co z tego wyszło. No i wyszedł bigos, w któ­rym moty­wa­cje co nie­któ­rych boha­te­rów są moc­no nacią­ga­ne (Fabi­jań­ski, Frycz, Schu­chardt), a poczy­na­nia innych cha­otycz­ne i cza­sa­mi wręcz głu­pie (pry­wat­ne śledz­two Mau­re­ra i Moraw­ca). Bigos, w któ­rym dłu­go pro­wa­dzo­ne wąt­ki zosta­ją nie­chluj­nie roz­wią­za­ne w jed­nej sce­nie, a posta­ci, zda­wa­ło­by się klu­czo­we, nagle zni­ka­ją z ekra­nu.

Dru­gie pri­mo to zatra­co­na dyna­mi­ka. Jedyn­ka i dwój­ka mia­ły pazur, były bez­czel­ne, prze­ry­so­wa­ne i wypeł­nio­ne epic­ki­mi tek­sta­mi. Trój­ce zde­cy­do­wa­nie bli­żej do snu­cia się i star­cze­go pier­do­lo­lo niż roz­wał­ki po ban­dzie. Franz niby poru­sza się i mówi z tą samą manie­rą, co kie­dyś, ale nie ma już tego bły­sku w oczach, za to ema­nu­je zmę­cze­niem i nie­szczę­ściem. Być może taki był zamysł, wszak jest star­szy o 25 lat i cięż­ko mu się odna­leźć w nowych realiach. Być może, ale nie o takie­go Fran­za nic nie robi­łem. Postać Pazu­ry też jest cał­kiem inna, ale trze­ba przy­znać, że on aku­rat ma co pograć i wia­do­mo o co mu się roz­cho­dzi. Przy­naj­mniej do pew­ne­go momen­tu. Dia­lo­gi ujdą w tło­ku, ale do kla­sy­ki zde­cy­do­wa­nie nie przej­dą, no chan­ce, to nie ten poziom. Czy­li wypa­da kolej­ny ele­ment, któ­ry robił robo­tę w poprzed­nich czę­ściach. I jest w sumie jesz­cze jed­na rzecz, któ­ra bar­dzo mnie uwie­ra­ła. Otóż jak Mau­rer kil­lo­wał kogoś w jedyn­ce, czy dwój­ce, to nie było nam przy­kro, bo wie­dzie­li­śmy, że zabi­jał skur­wy­sy­nów w imię zasad. Teraz zda­rza mu się strze­lać do nie­win­nych osób, co jest śred­nio faj­ne, bo sobie myślisz w trak­cie sean­su: “Ej prze­cież oni nic nie zro­bi­li, po pro­stu mają taką pra­cę. Franz prze­stań strze­lać, oni na pew­no mają rodzi­ny, któ­re cze­ka­ją z obia­dem. Franz, ogar­nij się”. Do tego docho­dzi tro­chę pomniej­szych głu­po­tek, takich jak per­fek­cyj­na obsłu­ga smart­fo­na przez Mau­re­ra, cho­ciaż teo­re­tycz­nie powi­nien być to jego pierw­szy kon­takt w życiu z taką tech­no­lo­gią. Albo fakt, że Ange­la jest teraz z Wol­fem. WTF? I w ogó­le to nie był praw­dzi­wy Wolf, tyl­ko popier­dół­ka jakaś, a wraz z jego poja­wie­niem się na ekra­nie, film zaczął rwać się w szwach.  Albo wła­ma­nie sie do Audio­li za pomo­cą kawał­ka dru­tu… cho­ciaż wróć, w dwój­ce Boguś wła­mał się do autka za pomo­cą pił­ki teni­so­wej, więc jest pro­gress XD

No dobra, to teraz z faj­nych rze­czy. Ponow­ne spo­tka­nie Fran­za i Nowe­go mimo cięż­kie­go kli­ma­tu i nastro­ju w sty­lu “Niko­go nie obcho­dzi­my / Wszy­scy umrze­my”, uru­cho­mi­ło moją nostal­gię i jak w jed­nej sce­nie gada­li sobie na bal­ko­nie przy szkla­necz­ce, jakoś tak mi się cie­plut­ko zro­bi­ło na ser­cu i stwier­dzi­łem, że faj­nie ich zno­wu zoba­czyć razem. Coś jak Paci­no i DeNi­ro w “Irland­czy­ku”, i choć­by dla­te­go war­to było ten film zro­bić. Muzy­ka Loren­ca zno­wu wygry­wa wszyst­ko. Postać Doro­ciń­skie­go, któ­ra dłu­gi­mi momen­ta­mi ocie­ra­ła się o Despe­ro z Pit­bul­la, też mia­ła kil­ka faj­nych momen­tów. Podej­rze­wam, że jeśli film swo­je zaro­bi, to seria będzie kon­ty­nu­owa­na już tyl­ko na jego ple­cach. No i spo­ko, bo mimo wszyst­ko pol­skie kino nie roz­piesz­cza nas pod wzglę­dem akcyj­nia­ków. Bar­dzo podo­ba­ła mi się postać gra­na przez Woj­cie­cha Zie­liń­skie­go… tzn. wkur­wia­ła mnie nie­mi­ło­sier­nie, co aku­rat w tym wypad­ku ozna­cza, że chłop wyko­nał kawał dobrej robo­ty, bo tak mia­ło być. Kolej­ny plu­sik za epi­zo­dzik Stop­czy­ka oraz Lubo­sa (mam nadzie­ję, że ewen­tu­al­nej kon­ty­nu­acji wró­ci, bo jest poten­cjał). I jesz­cze jeden za to, że cór­ka Bogu­sia Lin­dy z praw­dzi­we­go życia, w fil­mie zagra­ła cór­kę Pazu­ry. Nepo­tyzm zawsze na prop­sie.

Psy 3 — To iść czy nie iść?

Gdy­by nie sce­na­riusz pisa­ny na kola­nie, mogło­by być bar­dzo dobrze, a tak jest tyl­ko popraw­nie -> 610. Na luza­ku moż­na ude­rzać do kina, ale na wszel­ki wypa­dek lepiej tro­chę obni­żyć ocze­ki­wa­nia, bo do poprzed­nich czę­ści spo­ro bra­ku­je. Obej­rzysz i za tydzień zapo­mnisz, ot tego typu jest to pro­duk­cja.

A to widziałeś?