popKULTURA

Umów się ze mną — take me out

14/03/2018

Żyje­my w cięż­kich cza­sach, kie­dy trze­ba ważyć sło­wa nawet przy skła­da­niu życzeń na Dzień Kobiet. Wystar­czy chwi­la nie­uwa­gi, jed­no słów­ko rzu­co­ne w nie­od­po­wied­nim kon­tek­ście i boom… femi­nist­ki robią Ci wjazd na cha­tę i spusz­cza­ją łomot z tytu­ły bycia męską szo­wi­ni­stycz­ną świ­nią. Doty­czy to wszyst­kich.… poza Pol­sa­tem. Pol­sat jak gdy­by nigdy nic, wbił w 2018 rok cały na bia­ło i zro­bił pro­gram, w któ­rym kobie­ty poka­za­ne są jako bez­mó­zgie etui na zaga­ni­cza, któ­rych naj­więk­szym marze­niem jest zostać dostrze­żo­ną przez jakąś mele­pe­tę w rura­kach z Alek­san­dro­wa Kujaw­skie­go (sor­ka lud­ki z Alek­san­dro­wa Kujaw­skie­go, to nic oso­bi­ste­go, to ten kolo mnie spro­wo­ko­wał).

Mowa o pro­gra­mie “Umów się ze mną — take me out”, czy­li coś jak “1 z 10” dla bla­char. Akcja jest tego typu, że 30 dziuń, odma­lo­wa­nych niczym Mar­lin Man­son i wyde­kol­to­wa­nych, jak­by mia­ły zaraz ude­rzyć w tany do remi­zy (spo­iler: nie­któ­re dekol­ty są oszu­ka­ne -> na zbli­że­niu widać, że to pod­cią­gnię­ta fał­da z brzu­cha), wije się przy sta­no­wi­skach uzbro­jo­nych w grzy­bek (tu podo­bień­stwo do “1 z 10” się koń­czy) i cze­ka aż win­dą wje­dzie na sce­nę “ksią­że na bia­łym koniu”… któ­ry w 9 przy­pad­kach na 10, oka­zu­je się Seb­kiem w bia­łych dre­li­chach. 

I teraz są 3 eta­py:

  • Pierw­szy to oglę­dzi­ny, czy­li koleś wycho­dzi z win­dy, a focz­ki oce­nia­ją go po wyglą­dzie. Jeśli uzna­ją, że ma kapra­wy ryjek, to wci­ska­ją grzy­bek, na co roz­le­ga się dźwięk zon­ka, zapa­la czer­wo­na lap­ka i boom focz­ka ofi­cjal­nie wylo­go­wu­je się z zaba­wy.
  • Nie­wci­śnię­cie grzyb­ka = zain­te­re­so­wa­nie kole­siem i udział w dru­gim eta­pie, któ­ry pole­ga na tym, że na ekran wjeż­dza krót­ki fil­mik o kole­siu, pre­zen­tu­ją­cy jego nud­ne hob­by, miał­ką oso­bo­wość i bez­na­dziej­ny cha­rak­ter. Przy­kła­do­wo w dzi­siej­szym odcin­ku był koleś, któ­ry 5 minut pro­du­ko­wał się, jakim to jest wiel­kim fanem pił­ki noż­nej, po czym dodał — “Ale i tak nic mnie nie krę­ci tak, jak moto­ry­za­cja” … i w tym miej­scu na ekra­ny wje­chał klip, na któ­rym typek krę­cił bącz­ki pod osie­dlo­wą Żab­ką w Dacii Logan. Oesu, nawet nie macie poję­cia ile czer­wo­ny lam­pek się wte­dy zapa­li­ło. Oso­bi­ście uwa­żam, że to był naj­lep­szy frag­ment pro­gra­mu. Kom­pul­syw­nie par­sk­ną­łem.
  • Etap 3 to kolej­ny fil­mik, mają­cy znie­chę­cić tę reszt­kę panie­nek, któ­re jakimś cudem nie wyła­ma­ły się na eta­pie dru­gim. Dziś w trze­cim fili­ku oka­za­ło się, że “sin­giel” ma na łyd­ce wydzia­ra­ne­go Zen­ka Mar­ty­niu­ka. I zno­wu feria czer­wo­nych lapek. Osta­ły się tyl­ko dwie despe­rat­ki, z któ­rych koleś musiał wybrać mniej­sze zło (coś jak wybór pomię­dzy PO i PiS).

Po spa­ro­wa­niu ziom­ka z Dże­si­ką, pod­bi­ja do nich pro­wa­dzą­cy (hej Pol­sat, gdzie zna­le­zli­ście takie­go brzy­da­la?), wycią­ga kar­tecz­kę zza pazu­chy i zapo­da­je tak: “Ej Dże­si­ka, wiesz, że mie­li­śmy dodat­ko­we zada­nie dla Seb­ka, któ­re pole­ga­ło na tym, że Sebek obcza­ił was przed wyj­ściem z win­dy i zapi­sał na kar­tecz­ce, któ­ra z was mu się naj­bar­dziej podo­ba, po czym na koniec pro­gra­mu, czy­li teraz, spra­dza­my, czy się spraw­dzi­ło. Jak­by Ci to powie­dzieć… hmmm dobra wale z pro­sto z mostu — byłaś ostat­nia na liście hehe­he”. Przy­zna­ję, że to też było śmiesz­ne. 

Na koniec brzy­dal pro­wa­dzą­cy gra­tu­lu­je Seb­ko­wi i Dże­si­ce epic­ko zmar­no­wa­ne­go cza­su na udział w pro­gra­mie, prze­ka­zu­je znak poko­ju i każe iść być prze­gry­wa­mi gdzie indziej. I jeśli coś mi nie umknę­ło, to Pol­sat nie rzu­ca im nawet mie­dza­ków na keb­sa, ot mają iść się zaba­wić na wła­sny koszt. I wła­śnie tego nie cza­ję naj­bar­dziej. O ile lata temu pój­scie do “Rand­ki w ciem­no” też było obcia­chem, ale przy­naj­mniej dawa­ło wido­ki na wyjazd do Egip­tu albo Tune­zji i paź­dzie­rzo­wy film z podró­ży na pamiąt­kę (bo kto w latach 90′ ot tak jeź­dził do Egip­tu?), tak tutaj Kary­ny i Seb­ki robią z sie­bie pośmie­wi­sko za dar­mo­chę. Czy oni nie wie­dzą, że po takim pro­gra­mie, da się god­nie żyć… ale pod warun­kiem zała­pa­nia się na listę świad­ków koron­nych (pen­sja i cha­ta na koszt pań­stwa). Kto o zdro­wych zmy­słach zatrud­ni typa z Zen­kiem Mar­ty­niu­kiem na łyd­ce? Albo gościa uda­ją­ce­go T‑rexa? #Hip­no­za Żodyn.

Zła wia­do­mość jest taka, że do tej pory mie­li­śmy Ste­phe­na Haw­kin­ga, któ­ry zawy­żał IQ ludz­ko­ści. Już nie mamy. Jeste­śmy stra­ce­ni.

 

Zdję­cie. Pol­sat

A to widziałeś?