popKULTURA

Paździerze, guilty pleasure i odgrzewane kotlety, czyli wiosenna ramówka nadchodzi

24/02/2020

Dokła­da­nie co pół roku pisze­cie mi, żebym dał sobie spo­kój, bo prze­cież w tych cza­sach nikt nor­mal­ny  nie oglą­da już kla­sycz­nej tele­wi­zji, tym­cza­sem ja z upo­rem mania­ka wrzu­cam tu posty z roz­kła­dem nowych ramó­wek.  Ponoć wła­śnie tak obja­wia się ner­wi­ca natręctw 😉 Ale żeby nie było nie­po­ro­zu­mień, sza­nu­ję waszą decy­zję i napraw­dę nie naci­skam, żeby­ście to oglą­da­li. Wręcz prze­ciw­nie, chcę was tyl­ko utwier­dzić w posta­no­wie­niu i donieść, że  nicze­go nie tra­ci­cie. Tak więc zrób­my to jesz­cze raz -> oto pro­gra­my, któ­re szczę­śli­wie was omi­ną w ramów­ce wio­sna-lato 2k20!

TVN7

Zaczy­nam od TVN7, co może wydać się odro­bi­nę dziw­ne, wszak ta sta­cja jest nawet bar­dziej cre­epy od Tele­za­ku­pów Man­go… tym­cza­sem supraj­sik i w wio­sen­nym roz­da­niu to wła­śnie ona ma naj­lep­sze kar­ty. Oczy­wi­ście mam tu na myśli asa w posta­ci „Hote­lu Para­di­se”, czy­li pod­rób­ki pol­sa­tow­skie­go „Love Island”. Zasa­dy są nie­mal iden­tycz­ne -> w wypa­sio­nej wil­li z base­nem zosta­je zamknię­ta gru­pa Karyn z usta­mi nabrzmia­ły­mi, jak po użą­dle­niu psz­czo­ły oraz ban­da Sebi­xów z odry­so­wa­ny­mi od szklan­ki brwia­mi, któ­rzy muszą, co odci­nek się paro­wać, bo kto zosta­nie solo, ten robi bye bye z pro­gra­mu i tra­ci szan­sę na wygra­nie 100 tysię­cy peele­nów. Nie ocze­ku­je zbyt wie­le od tego for­ma­tu. Ot odro­bi­nę pod­kła­da­nia świń, tro­chę obra­bia­nia dup­ska za ple­ca­mi, szczyp­tę pijac­kich inb, po miar­ce cią­gnię­cia się za docze­py, wydra­py­wa­nia oczu tip­sa­mi, gróźb, inwek­tyw, szan­ta­ży, wycią­ga­nia bru­dów, zdrad, nie­wy­wią­zy­wa­nia się z obiet­nic oraz ociu­pin­kę fochów z przy­tu­pem. I tyle wystar­czy. Czy będę oglą­dał? A w życiu, wolę ten czas spo­żyt­ko­wać na nad­ro­bie­nie ksią­żek Olgi Tokar­czuk. Świ­ru­ję, wia­do­mo, że już mam przy­go­to­wa­ne wia­dro popcor­nu i dru­gie do womi­to­wa­nia. Can’t wait. Zwłasz­cza że muszę czymś zapeł­nić pust­kę po net­fli­xo­wym „Love is Blind”.

Ponad­to TVN 7 przej­mu­je od głów­ne­go TVN‑u „Ślub od pierw­sze­go wej­rze­nia”, czy­li mój nr 2 na liście guil­ty ple­asu­re. Jeśli ktoś nie zna, to tyl­ko napo­mknę, że to taki for­mat, w któ­rym ban­da psy­cho­lo­gów na pod­sta­wie prze­pro­wa­dzo­nych wywia­dów, paru­je typa i typia­rę, któ­rzy mają podob­ne psy­cho­zy -> na przy­kład obo­je zama­wia­ją keb­sa z kur­cza­kiem zamiast pra­wil­nej woło­wi­ny, albo jako jedy­ni na świe­cie pła­czą ze śmie­chu, jak w kaba­re­cie chłop prze­bie­ra się za babę. Te wspól­ne pasje rze­ko­mo mają gwa­ran­to­wać szczę­śli­we poży­cie mał­żeń­skie… ale guess what? Nie gwa­ran­tu­ją XD.
Myk jest taki, że ten wyty­po­wa­ny kaban i typia­ra, po raz pierw­szy widzą się dopie­ro na wła­snym ślu­bie. Mówią sobie TAK na oczach rodzin (któ­re puka­ją się w czo­ło na ten widok, no bo kto to widział, żeby haj­tać się na pierw­szym meetin­gu) i dopie­ro następ­ne­go dnia kobi­ta odkry­wa, że jej mężu mie­rzy metr 50 w kape­lu­szu i mimo czter­dzie­chy na kar­ku, na fej­sie ma napi­sa­ne, że jest zatrud­nio­ny w pre­sti­żo­wej fir­mie: „Szlach­ta nie pra­cu­je”. Z kolei gościa uwie­ra, że jego mał­żo­wi­na ma bar­dziej owło­sio­ne ple­cy niż on i tego typu szcze­gó­li­ki. #Mnie­Śmie­szy cho­ciaż naj­lep­sze inby scho­dzą, kie­dy jed­no jest zado­wo­lo­ne z dobo­ru partnera/ki, nato­miast dru­gie zała­ma­ne i chce natych­mia­sto­we­go roz­wo­du. Wte­dy od razu wia­do­mo, że będą łzy, histe­rie i zła­ma­ne ser­ca, czy­li wszyst­ko to, co tele­wi­zja ma naj­lep­sze­go do zapro­po­no­wa­nia.

TVN

Muszę przy­znać, że TVN w tym okien­ku strasz­nie dzia­du­je. Żad­nej „Hip­no­zy”, żad­ne­go „Poża­ru w bur­de­lu”, ani nic w tym sty­lu, więc z moje­go punk­tu widze­nia tro­chę lip­ton, bo nie mam cze­go roł­sto­wać. Z riser­chu, któ­ry prze­pro­wa­dzi­łem, wyni­ka, że sta­cja sta­wia na spraw­dzo­ne for­ma­ty, czy­li rzu­ca­ją­cą tale­rza­mi Mag­dę Ges­sler oraz śli­nią­ce­go się na widok wodzia­nek, Jaku­ba Dabl­ju #Ziew #Ile­Moż­na

Nowym tytu­łem będzie „Kod Gene­tycz­ny”, czy­li pro­gram pro­wa­dzo­ny przez Huber­ta Urbań­skie­go, w któ­rym wezmą udział ojco­wie. Zasa­dy są takie, że przed wej­ściem do stu­dia pobra­no im prób­kę DNA i prze­ba­da­no w labo­ra­to­rium, ale nie poda­no wyni­ków, bo wła­śnie na tym pole­ga cała zaba­wa. Otóż ojco­wie muszą zga­dy­wać, czy ich dziec­ko fak­tycz­nie jest ich. Jeśli popraw­nie wyty­pu­ją, wygry­wa­ją Reno Clio, jeśli nie, to wra­ca­ją auto­bu­sem.
Żar­tu­ję of cour­se (nie­ste­ty). W rze­czy­wi­sto­ści pod tym tytu­łem czai się nowy TVN-owski serial, w któ­rym nie wiem, o co cho­dzi, ale z góry zakła­dam, że akto­rzy ubra­ni w nową kolek­cję Zary będą spo­ty­kać się w godzi­nach pra­cy w Star­bu­niu na ven­ti Flat Whi­te, a póź­niej prze­nio­są na afte­rek do ume­blo­wa­ne­go jak z kata­lo­gu Ikei, apar­ta­men­tu z wido­kiem na Pałac Kul­tu­ry (bo po co cho­dzić do pra­cy?). Ot typo­wy TVN. A szko­da, bo pro­gram, któ­ry wymy­śli­łem, był­by hitem. W rolach głów­nych Adam Woro­no­wicz i Karo­li­na Grusz­ka.

Ponad­to dosta­nie­my dru­gi pre­mie­ro­wy serial pt. „Motyw”, w któ­rym zapew­ne cho­dzi o to samo, co w „Kodzie Gene­tycz­nym”, ale zamiast Karo­li­ny Grusz­ki, kaw­kę popi­jać będzie Mał­go­rza­ta Kożu­chow­ska. Ewi­dent­ny brak prop­sa.

Cała nadzie­ja w czwar­tej edy­cji „Azji Express”, któ­rą tym razem popro­wa­dzi Daria Łado­cha. Tego for­ma­tu aku­rat będę bro­nił. Muszę przy­znać, że obser­wo­wa­nie jak cele­bry­ci wycho­dzą ze stre­fy kom­for­tu i narze­ka­ją, że zamiast pod­grze­wa­ne­go kibel­ka w 5. gwiazd­ko­wym hote­lu, trze­ba kucać nad prze­rę­blem, a zamiast fit cate­rin­gu każą im sza­mać jądra bizo­na i zapi­jać litrem mle­ka, ma w sobie coś, co mnie odprę­ża. W tej edy­cji zoba­czy­my m.in. Paw­ła Delą­ga, Gra­ży­nę „Yen­ne­fer” Wolsz­czak, Patry­cję Mar­kow­ską, Róża­la oraz któ­raś z żon Hol­ly­łódź, więc jest nadzie­ja na łzy, kon­flik­ty i cyta­ty, któ­re przej­dą do kla­sy­ki.

fot. TVN

Polsat

Pol­sat stan­dar­do­wo pomę­czy nam bułę „Tań­cem z gwiaz­da­mi”. Jeśli dobrze liczę, będzie to już 60. edy­cja, w związ­ku z czym Solorz musiał wyjść na uli­cę z siat­ką na moty­le i zacząć łapać noł-nej­mów, bo gwiaz­dy skoń­czy­ły się mniej wię­cej 10 sezo­nów temu. Tak na mar­gi­ne­sie muszę przy­znać, że mało co mnie tak smu­ci, jak widok Ferd­ka Kiep­skie­go z punk­ta­mi na paty­ku. Wła­śnie na takie zja­wi­sko mówi się „pra­ca poni­żej kwa­li­fi­ka­cji”.

Jeśli cho­dzi o nowe for­ma­ty to podob­nie jak w TVN, sza­łu ni ma. Ot w pro­po­zy­cjach zna­la­złem pro­gram „Tyl­ko jeden”, któ­ry popro­wa­dzi Blan­ka Lipiń­ska. Zasa­dy są nastę­pu­ją­ce -> do pro­gra­mu zgła­sza się 10 nie­zna­nych niko­mu zawod­ni­ków MMA, któ­rzy sia­da­ją w kółecz­ku, a Blan­ka zaczy­na im czy­tać „365 dni”. Jak któ­ryś ma dość, rzu­ca ręcz­ni­kiem i wycho­dzi. Ten, któ­ry dotrwa do koń­ca, wygry­wa. Nagro­dą jest kon­trakt z fede­ra­cją KSW oraz udział w naj­bliż­szej gali. Pro­du­cen­ci uzna­li, że typy nawet nie muszą się bić, bo jeśli prze­trwa­ją taką lek­tu­rę, to w okta­go­nie tym bar­dziej sobie pora­dzą, wszak to przy tym frasz­ka. Powiem tyle -> pano­wie, cena, któ­rą przyj­dzie wam zapła­cić, jest zde­cy­do­wa­nie za wyso­ka.

fot. Pol­sat

Dru­ga pre­mie­ra to „The Four. Bitwa o sła­wę”, czy­li kolej­ny pro­gram o śpie­wa­niu, ale ponoć w zupeł­nie nowej odsło­nie. Otóż zazwy­czaj jest tak, że naj­pierw nastę­pu­je faza castin­gów, któ­ra daje nam czas, żeby­śmy się zży­li z naszym fawo­ry­tem, tym­cza­sem tutaj na dzień dobry pozna­my czwór­kę uczest­ni­ków, rze­ko­mo wyty­po­wa­ną poza okiem kamer i to wła­śnie oni będą nas męczyć przez kil­ka kolej­nych tygo­dni — > No i bez sen­su, bo prze­cież wszy­scy wie­my, że faza castin­go­wa jest naj­lep­sza, bo przy­cho­dzą do niej bez­ta­len­cia i dosta­ją roł­sta. Jak­bym chciał oglą­dać ludzi z talen­tem, to usiadł­bym przed lustrem. Sor­ka, ale ten pro­gram nie ma racji bytu. I nawet jury w oso­bach Nata­lek Nykiel i Schro­eder go nie ura­tu­je. No, chy­ba że Schro­eder przy­pro­wa­dzi ze sobą smut­ne­go Quebe. Wte­dy wcho­dzę w to.

TVP

Jak TVP to Kur­ski, a jak Kur­ski to wia­do­mo, że dwa razy w tygo­dniu będzie reci­tal Zen­ka Mar­ty­niu­ka, do tego serial „Mło­dy Zenek” oraz talent show „Od przed­szko­la do Zen­ka„. Poza tym nie powin­no zabrak­nąć cze­goś o Pił­sud­skim, Pilec­kim i obo­wiąz­ko­wo o Donal­dzie Tusku. Nie­ste­ty tra­fią się też gor­sze for­ma­ty. Na przy­kład z dru­gim sezo­nem wra­ca pro­gram „Dan­ce, dan­ce, dan­ce” (ple­ase no!). Jak do tego doszło? Nie wiem! Już pierw­szy był total­nie z odwło­ka, więc podej­rze­wam, że to tyl­ko przy­kryw­ka do pra­nia haj­su z abo­na­men­tu.

Nowo­ści są dwie -> „Star Vice. Gwiaz­dy mają głos” oraz „Ośmiu wspa­nia­łych”.

Star Voice” to zrzyn­ka z pol­sa­tow­skie­go pro­gra­mu „Two­ja Twarz Brzmi Zna­jo­mo”, z tym że bez prze­bie­ra­nek (chy­ba) i z uczest­ni­ka­mi, któ­rzy #niko­go, np. Robert Koszuc­ki, Jacek Lenar­to­wicz, Tade­usz Chu­dec­ki i babecz­ka z Tele­expres­su (tym­cza­sem w TTBZ wystą­pi Gosia Andrze­je­wicz, więc TVP ma poza­mia­ta­ne). Jesz­cze bar­dziej kurio­zal­ny wyda­je się wybór pro­wa­dzą­ce­go -> Mariusz Czer­kaw­ski. WTF?! Szcze­rze? Ten pro­gram zapo­wia­da się tak nud­no, że nawet nie chce mi się spraw­dzać, czy taki będzie w rze­czy­wi­sto­ści.

Nato­miast „Ośmiu wspa­nia­łych” ma być męską odpo­wie­dzią na tvn-owski „Pro­jekt Lady”. Otóż pro­wa­dzą­ca Mar­ta Manow­ska („Rol­nik szu­ka żony”) weź­mie pod swo­je skrzy­dła ośmiu kawa­le­rów po czter­dzie­st­ce i posta­ra się ich dopro­wa­dzić do takie­go sta­nu, żeby ktoś w koń­cu dał im mat­cha na tid­ner­ku. W tym celu wyszo­ru­je ich kar­che­rem, usu­nie żało­bę spod paznok­ci, napro­stu­je haluk­sy, nauczy jeść sztuć­ca­mi i dora­dzi, żeby nie bekać przy sto­le. Jak widać, będzie to kolej­ny rok, kie­dy na TVP roz­ryw­ki nie z̶a̶b̶r̶a̶k̶n̶i̶e̶ zazna­cie.

Na szczę­ście zawsze pozo­sta­je nam Psi Patrol na Nic­kJr. Pole­cam zwłasz­cza w 75 calach i Ambi­li­gh­tem #Phi­lips #Rodzi­ce­Zro­zu­mie­ją

A kto jesz­cze nie widział net­fli­xo­we­go „Love is Blind” to koniecz­nie. Lep­sze­go Guil­ty Ple­asu­re nie znaj­dzie­cie.

A to widziałeś?