„Pomyśl dwa razy” Harlan Coben

Pomysl dwa razy
Ocena Pigouta:

Straszne jest robienie recek cyklom, które są na etapie 12 tomu. Bo co tu napisać? Jeśli jesteście stałymi czytelnikami, wiecie wszystko i prawdopodobnie już macie najnowszą część na warsztacie. Jeśli do tej pory nie czytaliście, rozmowa sprowadzi się do powiedzenia, że warto się zainteresować, bo to bardzo spoko seria i śmiało możecie zacząć od tego tomu, gdyż ponieważ pisarze nie są w ciemię bici i kminią tak, aby nowi czytelnicy mogli się wkręcić w serię w dowlonym tomie, wszak to kolejne pieniążki do skarbonki. Niemniej osobiście polecam zaczęcie od początku, bo dużo ciekawych historii do tej pory się rozegrało.

O kim mowa? O moim czwartym ulubionym łysym pisarzu ever (za Siembiedą, Małeckim i Stelarze) czyli Harlanie Cobenie i cyklu z Myronem Bolitarem, czyli ziomeczku, który był wielkim koszykarskim talentem i wróżono mu spektakularną karierę w NBA, ale skończyło się podobnie, jak u naszych wuefistów z podstawówki, czyli kontuzja w debiucie i bye bye marzenia.

Myron zastępczo został adwokatem/łamane na/ agentem sportowym, ale w rzeczywistości jest bardziej, jak Ojciec Mateusz i co chwilę musi robić za prywatnego detektywa. A w śledztwach wspomaga go ziomek, który jest playboyem, filantropem, multimilionerem i zna wszystkie sztuki walki – Windsor Horne Lockwood III.

Tyle o cyklu z Myronem. Pogadajmy o Cobejnie? Jak to jest, że chłop, który w kółko sprzedaje trzy typy fabuł, niezmiennie trafia na listę bestsellerów, czytelnicy go kochają, a strimingi wypisują czeki in blanco za prawa do jego książek?

Szczerze? Noł ajdija, ale sam w tym siedzę. Tzn. nie uważam Cobena za światowy top literacki (no chyba, że gadamy o literaturze rozrywkowej na leżak i do pociągu, to wtedy owszem), ale mam potrzebę, żeby raz w roku przeczytać coś nowego od niego (i nowego Lee Childa). Trzeba przyznać, że chłop potrafi pisać książki, które mają niski próg wejścia (ty, sąsiadka, twoja mama, babcia i ciocia tak samo dobrze się w tym odnajdziecie), bardzo szybko człowiek wkręca się w historię (po przekroczeniu trzech rozdziałów nie ma już powrotu i trzeba lecieć do końca), jest dynamicznie, sarkastycznie, heheszkowo, ale też wątków obyczajowych nie brakuje (romanse, nieślubne dzieci, kosy z przeszłości). No i jest jeszcze przełamywanie konwencji. Bo np. Myron to szlachetny typ bohatera, który nie może ot tak zabijać, bo nam się moralnie wszystko rozjedzie… i wtedy wchodzi Win i pociąga za spust.

12. tom cyklu z Myronem Bolitarem nosi tytuł „Pomyśl dwa razy” i klasycznie bazuje na wszystkich wyżej wymienionych rzeczach. Jest nowe śledztwo do przeprowadzenia, które wymusi, aby Myron i Win kolejny raz pokazali swoje najlepsze sztuczki, czyli dedukcja, mordobicie, sarkazm, heheszki, flirty, duże pieniądze i pójście na czołówkę że złolami oraz organami ścigania. Pytanie brzmi, czy Coben ma jakiegoś gejmczendżera, żeby dodać coś extra do tego schematu? Owszem ma. Niestety nie mogę spolerować, ale jest taki moment, że ściśnięmy książkę mocniej.

Wcześniej wspominałem, że Coben całą karierę bazuje na trzech typach fabuł i zagadka dla was -> jaka wylosował się w najnowszym tomie:

1. Chłop umarł, a jednak żyje

2. Chłop jest uznany za winnego, a jednak jest niewinny

3. Chłop umarł, a jednak żyje i jest uznany za winnego, a jednak jest niewinny?

P.S. Na Empik Go jest audiobook zrobiony w takiej troszkę bardziej wypasionej wersji, bo czyta Antoni Pawlicki, Mikołaj Krawczyk i Paweł Małaszyński + są różne melodyjki na początku rozdziałów.

Przełożył Jan Kraśko