„Czarna Wilczyca” Juan Gómez-Jurado

Ocena Pigouta:

„Antonia Scott pozwala sobie myśleć o samobójstwie tylko trzy minuty dziennie” -> nadal uważam, że to jedno z fajniejszych zdań na rozpoczęcie książki.

W każdym razie Antonia Scott wróciła w „Loba Negrze”, co po polskiemu oznacza „Czarną Wilczycę” i stanowi drugi tom bestsellerowej hiszpańskiej trylogii kryminalnej, w której główną bohaterką jest właśnie Antonia, czyli najinteligętniejsza dziołcha, wróć, osoba na świecie.

Po za tym, że dziewucha ma łeb jak sklep, wyróżnia ją jeszcze brak węchu oraz uzależnienie od psychotropów, które ssie jak tik taki, a do tego potwierdza to, czego dowiedzieliśmy się z serialu Bing Bang Theory, czyli bycie geniuszem wcale nie oznacza, że jest się mądrym życiowo. Nope, Antonia, podobnie jak Sheldon Cooper ma łeb jak sklep, jest chodzącą encyklopedią, mistrzynią dedukcji i rocznikiem statystycznym, ale totalnie nie łapie żartów, sarkazmu oraz niuansów, na jakich opierają się interakcje międzyludzkie.

I właśnie dlatego Antonia Scott, po zwerbowaniu do tajnej komórki, ścigającej złoli najwyższego sortu, musiała zostać wyposażona w partnera, który może i nie jest królem intelektu, ale za to w ryj dać może dać i wie, jak działa świat. Tym kimś jest Jon Gutierrez -> gliniarz, który notorycznie działał poza regulaminem, przez co napytał sobie biedy i został postawiony pod ścianą -> albo niańczysz Antonię, albo dyscyplinarka i elo, bujaj się. Skoro to już drugi tom, łatwo się domyślić, jaką decyzję podjął.

Long Story Szort jest takie, że Antonia i Jon tym razem podejmą się śledztwa, które nieoczekiwanie doprowadzi ich do konfrontacji z ruską mafią. Z naprawdę grubymi i śliskimi rybami, więc napięcie jest duże. Ale to sobie doczytacie sami. Ja ze swojej strony chciałbym powiedzieć, dlaczego ta seria robi taki szał, że aż Amazon Prime wziął się za adaptację serialową.

Otóż dostajemy w niej mix motywów, które już niejednokrotnie sprawdzały się w detalu, tymczasem tutaj są rzucone hurtem. Na ten przykład postać Antoni Scott ma w sobie cechy Sherlocka Holmesa (precyzyjna dedukcja, wiedza z wielu dziedzin), Liz Salander (spryt, fotograficzna pamięć oraz cojones jak arbuzy, żeby w krytycznej sytuacji zagrać vabanque) i wspomnianego Sheldona Coopera (nerwice natręctw, myślenie zero-jedynkowe). Natomiast jej partner to przeciwny biegun -> idzie taranem, najpierw bije, później pyta. Razem tworzą duet niczym Nick Nolte i Eddie Murphy w „48 godzinach”, albo jak kto woli, Danny Glover i Mel Gibson w „Zabójczej broni”. Ewidentnie mamy tu schemat buddy movie, który dodaje książce warstwy humorystycznej.

Do tego autor, czyli Juan Gomez – Jurado ma bardzo lekkie pióro i wiele fajnych pomysłów. Zarówno na główny wątek jak i drobne smaczki wplatane na boczku. To wszystko razem tworzy idealną dawkę kryminału, sensacji, akcji, przemocy i heheszków. Co więcej, druga cześć w mojej opinii jest jeszcze lepsza niż pierwsza, bo mamy już za sobą etap, kiedy Antonia i Jon się obwąchują. Tutaj są już dotarci, jako partnerzy, więc od pierwszej strony, riposty lecą jak pociski. No i oczywiście wątek ruskiej mafii robi robotę, bo to niezawodny generator antypatii do złoli, co oznacza, że wkręcamy się w tę historię jeszcze bardziej.

A żeby było lepiej, trzeci tom jest już na tłumaczeniu, więc nie trzeba będzie czekać na niego 100 lat. A skoro zahaczyłem o tłumaczenie, to z mojej strony duży ukłon dla pani Barbary Bardadyn, która nie pogubiła w polskim przekładzie żartów z ripost oraz plastyczności porównań. Super robota, szanuję.

No lubię bardzo tę serię i myślę, że wam też podjedzie. Jest tu wszystko to, co tygrysy lubią najbardziej.