„Konfident” Krzysztof Domaradzki

Ocena Pigouta:

„Doskonale pamiętam dzień, w którym po raz pierwszy dostałem w mordę. (…) Jakie to uczucie dostać w mordę? W zasadzie nijakie. Trochę dziwne, trochę nieprzyjemne, trochę… jakieś. Nie towarzyszy mu ból. Raczej wstyd. Wściekłość. A także chwilowa, ale cholernie silna, nienawiść.

(…) Doskonale pamiętam też dzień, w którym po raz pierwszy to ja dałem komuś w mordę. (…) Jakie to uczucie? Znajome. Nie towarzyszy mu ból. Raczej wstyd, wściekłość, a także chwilowa, ale cholernie silna, nienawiść.”

Dwa ostatnie dni spędziłem na czytaniu, a raczej pochłanianiu „Konfidenta” Krzysztof Domaradzki. Nigdy wcześniej nie miałem styku z autorem, więc i oczekiwań nie miałem jakichś wygórowanych, aczkolwiek przyznam, że okładka bardzo wpadła mi w oko i uważam, że byłoby szkoda, gdyby tak wyrazisty, łapiący wzrok projekt, okazał się wydmuszką w środku.

Na szczęście okazał się godnym thrillerem, w którym atmosfera potrafi konkretnie się zagęścić. Akcja dzieje się w Łodzi, w środowisku kiboli Widzewa. Ale nie takich podrzędnych kiboli, tylko na wysokim szczeblu kibolskiej organizacji, czyli w przestrzeni, gdzie poza chodzeniem na mecze, darciem mordki i dawania z dyńki, zarabia się też kasę na różnych niekoniecznie legalnych przedsięwzięciach.

Blisko tego środowiska kręci się młody chłopak z porządnego domu, który całkiem dobrze się uczy i ma aspiracje, aby zostać prawnikiem, ale w weekendy lubi się wychillować na meczu Widzewa i jakoś tak wyszło, że podczas jednego spotkania, przypadkowo skapiszonował komuś ryj, co zostało odnotowane przez wyżej postawionych karków. Chłopak zostaje dopuszczony do pewnego poziomu wtajemniczenia… i wszystko byłoby git, gdyby jednego feralnego wieczora nie znalazł się w złym miejscu, w niewłaściwym czasie.

Jeden przypał sprawił, że przyszłość jego oraz jego młodszego brata, znalazła się w bardzo głębokim anusie… no chyba, że zgodzi się wykonać pewną misję dla psiarskich, to może oni wtedy strzelą sobie w oczy lampką Willa Smitha z „Men in Black” i zapomną o sprawie.

„Konfident” to mix „Furiozy” i „Donniego Brasco” mamy w domu. Dostajemy tu szczegółowo rozrysowane środowisko świata kibolskiego i zasad nim rządzących oraz wątek infiltracji. Oczywiście jest to fikcja literacka, w dodatku podrasowana, aby książka była atrakcyjniejsza i ani na moment nie zwalniała tempa, ale nie ma to dla mnie większego znaczenia, bo fabularnie to jest klej na oczy i wkręcenie poziom milion, poza tym wiem o tym środowisku tyle, co widziałem w filmie „Hooligans” i „Uwadze TVN”, więc zero zgrzytu.

Pamiętacie serial „Odwróceni”, czyli podkoloryzowane losy polskiej mafii? Wspaniały był to serial, co nie? No to „Konfident” na poziomie charakterów i wzjamnych koneksji to ten sam kejs.

Mamy tu grupę kiboli, którzy tworzą tzw. zarząd. Każdy ma swoją genezę, pozycję w grupie oraz wzajemne sympatie i kosy. Niby „braci się nie traci”, wszyscy są ultra prawi i honorowi, tymczasem w rzeczywistości każdy gra pod siebie i cichaczem podkłada świnie rywalowi. A przecież oprócz wewnętrznych wojenek jest jeszcze konflikt z ŁKSem i policją. Generalnie non stop iskrzy, drama goni dramę i każdy każdego podejrzewa o bycie kretem, ewentualnie o zbyt duże ambicje, które mogą okazać się groźne w skutkach, jeśli delikwenta szybko nie ustawi się do pionu.

Niesamowicie zaangażowałem się w lekturę tej książki. Abstrahując już od tego, że tematyka kibolska sama w sobie jest bardzo interesująca, to jeszcze storytellingowo to niesamowicie płynie. Chcesz przeczytać rozdział, wtem boom, zastaje cię środek nocy. I tutaj taka ciekawostka, że równolegle z czytaniem „Konfidenta”, w samochodzie słuchałem audiobooka „Error”, w którym akcja zaczyna się na stadionie od meczu Polska – Niemcy, wtem nagle gasną jupitery, zapada ciemność, ludzie zaczynają się zastanawiać, co się właśnie odtegowało… i wtedy równocześnie na wszystkie telefony przychodzi alert RCB o treści „Uwaga! Rozpoczął się atak nuklearny na Polskę. Jeśli możesz, natychmiast zejdź do schronu”.

W tym momencie myślę sobie -> Oesu, ależ fantastyczny pomysł na fabułę… i dzisiaj odkryłem, że to też autorstwa Krzysztofa Domaradzkiego. Chyba się polubimy. Chyba bardzo.