Ultimatum

Nie wiem, czy już się tym z wami dzieliłem, ale mam taką teorię, że człowiek w swoim życiu potrzebuje filmów z Gerardem Butlerem i Liamem Neesonem. Przynajmniej po jednym rocznie. Serio, ci dwaj panowie to dla mnie pewniaczki w kwestii akcyjniaków. I nieważne, czy akurat są w swoim prajmie i dostają wysokobudżetowe blockbustery, czy mają spadek fejmu i grają w filmach kategorii „tani kosz z DVD”, w których dekoracje wyglądają, jakby zostały kupione za 10 zł w Dealzie.

To nie ma absolutnie żadnego znaczenia, gdyż ponieważ te filmy ogląda się, żeby zobaczyć po raz kolejny, jak Gerard ratuje prezydenta / łódź podwodną / żonę / świat, a w przypadku Liama, jak odbiera telefon i ze zmrużonymi oczami oraz napiętą szczeną, wygłasza kultowe -> „Nie wiem kim jesteś, ale znajdę cię i porachuję wszystkie kości”. To jest kawał uczciwej rozrywki opartej na charyzmie & testosteronie i jest w tym serducho. Te filmy niczego nie ściemniają, dają to, czego potrzebujemy, czyli akcję, wpierdole, pompatyczne monologi (u Gerarda z powiewającą flagą w tle) i finałowe starcia, które wiadomo, jak się skończą, ale i tak człowiek z nerwów wbija paznokcie w podłokietnik. Love this shit.

I tak się super składa, że jutro do kin wchodzi nowy film z Liamem -> „Ultimatum”. Pierwsza dobra wiadomość brzmi -> no w końcu coś z Liamem, bo posucha w akcyjniakach, że ja nawet nie. Druga dobra wiadomość jest taka, że film ma dystrybucje kinową, co oznacza, że mamy tu kategorię „budżet większy niż 10 zł” i dekoracje będą minimum z Ikei. Trzecia dobra wiadomość -> Liam będzie gadał przez telefon i groził, że zrobi komuś krzywdę.

Skąd wiem? Bo dzięki uprzejmości Kino Świat miałem już okazję obejrzeć. Bez spoilerów mogę wam powiedzieć, że jest to remake hiszpańskiego filmu „Nieznany” z 2015 roku, który następnie dostał wersję niemiecką-> „Nie wysiadaj” (2018 rok) i jak widać, ta historia musi mieć coś w sobie, skoro sięgają po nią trzeci raz.

Plot fabularny leci tak, że Liam jest zabieganym bankierem-bogolem, który żyje tylko swoją pracą, a rodzinę traktuje, jak współlokatorów… ale pewnego dnia zmienią mu się priorytety, a wszystko za sprawą telefonu od nieznajomego. Konkretnie sytuacja jest taka, że w pewien poranek Liam, jak zwykle wyrusza swoim wypasionym autkiem do roboty, ale akurat tego dnia wyjątkowo musi wcześniej podrzucić bombelki do szkoły… co już go irytuje na maxa. A chwilę później w samochodzie zaczyna dzwonić telefon i po krótkiej wymianie spojrzeń, okazuje się, że nie należy on do nikogo z pasażerów. Liam odbiera, a tam zmieniony modulatorem głos, zapodaje coś w stylu -> Mordo masz bombę w samochodzie i jak nie będziesz robił tego, co mówię, wcisnę guziczek.

Liam nie może wysiąść, nie może nikogo powiadomić, musi spełniać żądania i równolegle knuć plan, jak się z tego wykaraskać, ocalić rodzinę i porachować kości dzwoniącemu.

Takiego plotu chyba jeszcze nie mieliśmy (no chyba że liczymy wersję hiszpańską i niemiecką), więc jest świeżość, są typowe Liamowskie zagrywki, więc super, bo na to się czeka, film trwa godzinę trzydzieści, czyli w sam raz, żeby nie dostać żylaków na tyłku i oczywiście, jak zawsze w tego typu produkcjach, zdarzają się momenty XD, co daje pole do ironicznego komentowania.

Podsumowując -> lekkostrawna rozrywka, przy której popcorn wchodzi, jak zły. Żadne arcydzieło, ale na piątkowe wyjście do kina z konkubentką/konkubentem gitara. Zwłaszcza, że w ten weekend premierowy repertuar nie rozpieszcza.

A ciekawostka jest taka, że Liam ma już 71 wiosen na karku. Czaicie, 71 wiosen i nadal jest w banieczce akcyjniaków. I kij tam, że wygląda max na 55, ale pomyślcie, że my jesteśmy pod 40-che i jak podczas kimki źle nam się ułoży poduszka pod głową, to następnego dnia L4 i sru do kręgarza, tymczasem on ma 71 i o kręgosłupie przypomina sobie, jeśli akurat łamie go swojemu wrogowi. Krejzi.