Powrót do tamtych dni

Powrót do tamtych dni

Niby mam kilka apek strimingowych i każda oferuje jakieś super fajne seriale, ALE są takie dni, kiedy masz luźne tylko dwie godziny i chciałoby się w tym czasie obejrzeć historię od A do Z, czyli pełnometrażowy film i to najlepiej premierowy, a tu niestety strimingi często nie dowożą.

Wczoraj tak miałem i z braku laku zacząłem szperać po platformach VOD, a tam „Powrót do tamtych dni”, czyli film na który czaiłem się na etapie kinowym, ale nie pykło. W dodatku był w promce za 7,99zł.

Wziąłem i mogę powiedzieć, że było to najlepiej wydane 8 zeta w tym tygodniu. Bardzo dobry aczkolwiek od razu mówię, że nie będzie to seans ani lekki ani przyjemny… co trochę mnie zaskoczyło. Prawdopodobnie jest to jakiś halun, albo efekt Mandeli, ale dałbym sobie rękę uciąć, że widziałem do tego filmu plakat z Legolandem w tle i byłem przekonany, że to komedia pomyłek o rodzinie, która jedzie na super cool wycieczkę, ale po drodze wszystko się sypie jak u Griswaldów.

Tymczasem story jest takie, że Maciek Stuhr po epizodzie emigracyjnym w USA, wraca do Polski do żony i syna. Jest odpicowany w Levisy 501 i zarąbiste Reeboki, co robi niesamowity szał, wszak to początek lat 90. i w Polsce bida. Bombelkowi przywozi walizkę zabawek, żonie czerwoną sexi kieckę, do tego ma w kieszeni trochę dolców, za które mógłby odpalić fajny biznesik i dalej już z górki. Problem jednak jest taki, że jest alkoholikiem, który co prawda już od dłuższego czasu nie pił, ale wiecie jak to jest, wystarczy jeden impuls i boom, wszystko wraca.

„Powrót do tamtych dni” to wiwisekcja staczania się na dno i ciągnięcia za sobą bliskich. Bardzo obrazowo opowiedziana i bardzo dyskomfortowa do oglądania, ale tylko dlatego, bo to prawda i takie rzeczy dzieją się dookoła. Doskonałe kreacje Stuhra i Książkiewicz. Zdecydowanie wyskakujcie z 8 zeta.

W komedie nie umiemy, ale dramatów nikt lepszych nie robi.