Anora

- Tytuł:Anora
- Autorzy:
- Gatunek:
Z przyjmowaniem oscarowych z werdyktów podobnie, jak zadymami po wręczeniu Złotej Piłki. Zwłaszcza w czasach Messiego i Cristiano Ronaldo. Mamy swoich faworytów i odpalamy się, kiedy wygrywa ktoś inny. Znajdziemy 1000 argumentów, żeby przekonywać do swoich racji, ale są to jałowe rozmowy, bo zwolennicy innych opcji mają swoje kontrargument, a na końcu i tak nie ma jak zmierzyć kto zasłużył bardziej.
Dlatego staram się nie odpalać, chociaż uwiera mnie, że Jeremy Strong przegrał drugi plan męski z Kieranem. Osobiście uważam, że miał milion razy trudniejszą rolą i w ogóle był to performance, który na długo zostanie mi w głowie. Z kolei przy Demi mam świadomość, że jej konkurentki były mocne i zasłużyły, ale w tym przypadku daje się ponieść prywatnej sympatii i takiej życzeniowości, że jakby dostała, to kozacka historia by się napisała -> wielki come back, przekonanie nieprzekonanych, że jest aktorką z krwi i kości + fitowałoby to z tematyką „Substancji”. Extra historia do przypominania przy kolejnych galach.
Jak widać można to sobie dowolnie obracać i uzasadniać. W każdym razie jest jak jest, trzeba wziąć na klatę. ALE! Ale trochę inaczej mam z filmem „Anora”, który skosił Oscary, jakby jutra miało nie być i wytworzyła się dokoła niego aura, jeśli nie kina wybitnego to fenomenalnego.
Od dłuższego czasu zastanawiam się, czy oglądałem ten sam film, co reszta świata? Być może jest jeszcze jeden o tym samym tytule i widziałem niewłaściwy.
Żebyśmy się dobrze zrozumieli, „Anora” mi się podobała. Uważam, że to dynamiczny, miejscami zabawny, sprawnie zrealizowany film i dałem mocne 7/10 na różnych portalach. Fajne weekendowe kino, ale żeby film Oscarowy? Serio?
Mam w głowie różne klucze, którymi kieruje się Akademia przy nominacjach i „Anora” nie pasuje mi pod żaden. O ile jeszcze jestem w stanie dźwignąć kategorie techniczne i kobiecy pierwszy plan, to załapania się do „Najlepszego filmu” ni w ząb. Ani nie otwiera drzwi do dyskusji o sex workingu, jak się mówi na mieście, ani nie wchodzi jakoś super głęboko w sferę emocjonalną, ani nie rzuca społecznych diagnoz, ani nie jest jakąś szczególnie gęstą intrygą. Rosyjski wątek poza ekranowy pominę, bo on tutaj ma drugorzędne znaczenie.
„Anora” to kino rozrywkowe, odwrócony Kopciuszek w wersji na wesoło, gdzie ruscy gangsterzy zaliczają slapstickowe gleby niczym Harry i Marv w „Home Alone”, z tik-tokowym montażem. Serio chcecie mi powiedzieć, że będziemy do tego filmu wracać w kolejnych sezonach i o nim rozmawiać? Niby w jakim kontekście, poza tym, że spoko i watchable?
Jeśli „Anora” jest Oscarowa to „Chłopaki nie płaczą” są Oscarowe jeszcze bardziej. Tak samo poruszają temat Sex Workingu -> ot Anna Mucha jest sex workerką, która leczy z trądziku i zakochuje się w swoim kliencie. Też mamy heheszkowych gangsterów, a Laska ze swoimi przemyśleniami tak bardzo kradnie szoł, że statuetka za drugi plan, jak psu buda. Plizz, „Anora” to keczi rozrywka z banieczki Guya Ritchiego i „Baby Driver”, ale bez przesady z tym rzucaniem stanikami. Jeśli Anora wyważa jakieś drzwi to były to drzwi podtrzymywane przez kamień z Zary.
A teraz się pokłóćmy