Śleboda
Jeśli chodzi o „Ślebodę”, to w przeciwieństwie do poprzedniego serialu, o którym rozmawialiśmy, dźwięk jest w pytkę, ale w tym przypadku to też wada, bo niestety słychać aż za dobrze, jak warszawiaki próbują gadają po góralsku.
Serial uważam za bardzo dobry łamane na wspaniały. Co prawda intryga z dupska i trochę scam na dzień dobry, że to kryminał kręcący się wokół goralenvolk, tymczasem to „Na wspólnej” w górach. Ot Maria Dębska nie wie, czy kocha Musiała, czy tego gliniarza, co ma żonę i dziecko, więc miota nią jak szatan i tyle było z pisania książki, ale są przynajmniej trzy zalety tego serialu.
1. Serial rozwija czerwony dywan do złośliwego komentowania
2. Pokazuje Karolaka w roli na poważnie i człowiek zaczyna doceniać Karolaka heheszkowego
3. Wizualizuje, jak zajebiście by było, gdyby z polskich gór zniknęły billboardy.
No i nie wiem, czy dojechaliście do finału, ale zaspoileruję, że jest tam scena walki na szczycie góry, która ma najbardziej pojebawszy choreografię od czasu, jak Rysiek z Klanu walczył z kieszonkowcem w szpitalu i umarł.
