Doda Dream Show

  • Tytuł:
    Doda Dream Show
  • Wydawca:
Ocena Pigouta:

Obejrzałem ten nowy program z Dodą. Pierwsza refleksja jest taka, że Solorz po obejrzeniu, jak nic zadzwonił do swojego asystenta i zapytał -> „Mordo, co to miało być? To po to ukradłem Miszczaka z TVNu, żeby dostać takie guano? Wrzuć to natychmiast na niszczarę i dzwoń do Andrzeja Grabowskiego, przywracamy Kiepskich! Ten sezon da się jeszcze odratować”.

Druga refleksja jest taka, że ten program był bardzo, ale to bardzo smutny, bo Doda powiedziała w nim, że się wypaliła i granie koncertów nie daje jej już radochy. Głównie dlatego, że ma kijowy team i zamiast skupiać się na śpiewaniu, musi robić za choregorafa, tancerzy, akustyka, pana obsługującego ekrany ledowe i pana puszczającego dym. No generalnie drama goni dramat.

Konwencja programu wygląda trochę, jak mix „This is it”, czyli dokument z przygotowań do ostatniej trasy koncertowej Michaela Jacksona (Doda planuje tak dojebawszy show, że Bjonse zapadnie się pod ziemię, a zaraz za nią Taylor Swift) oraz wywiadu księcia Harrego i Meghan Markle u Ophry -> ot Doda siedzi na kozetce u pani psycholog i nadaje, jakim to jej menadżer jest leniwym nieogarem, a tancerze to większe łamagi niż Fabijański.

I smuteczek w tym programie polega na tym, że Doda nie dostrzega, w czym naprawdę leży problem. Ona myśli, że jak podczas występu przepali się żarówka ledowa w ekranie, albo tancerz pomyli kroki, albo dym poleci sekundę później niż planowano, to to jest koniec świata i całe show rozłożone.

Tymczasem nie. Chodzi o coś innego. Doda jest fajna, niebrzydka, inteligentna, sarkastyczna, zawadiacko się śmieje, ale ma jeden kluczowy problem -> NIE MA HITÓW. Sad but true.

I nie piszczcie, że bullshit travel i wy znacie jakiś jej kawałek, bo ja wtedy zacznę kopać w waszym życiorysie i wykopię, że jesteście jej sąsiadką, kuzynką, albo babeczką, która robi Dodzie paznokcie i to tylko czysty #nepotyzm.

Hita poznasz po tym, że jak go usłyszysz, to nagle spływa na ciebie, że znasz słowa, a nóżka sama chodzi… po czym się obracasz i odkrywasz, że inni w pomieszczeniu też tak mają. To jest hit.

Doda nie ma hitów. Fakt nie opinia. I uwierzcie mi, że nie mam z tego satysfakcji. Baaa to jest krejzi, że można tyle lat funkcjonować na scenie i nie mieć hita. Ja wiem, że ona bardzo stara się mieć hita i kibicuje niczym Lesiowi DiCaprio podczas gali oscarowej 2016, żeby to się w końcu stało, ale NOPE, to ciągle nie bangla.

Tymczasem pojawia się taka Roxy Carbon, czy tam inna Vicky Gabor, które próbujesz ominąć niczym kałużę, kiedy idziesz w nowych Jordanach, ale niechcący słyszysz w radiu… pierwszy raz w życiu i boom… kompulsywnie zaczynasz drzeć ryja na pełen regulator „Chcę unosić się na wietrze… coś tam coś tam… Anyone I want to be”.

To jest właśnie hit… no dobra to nie jest hit, ale przynajmniej się przykleja do człowieka, w przeciwieństwie do piosenek Dody. Uważam, że gdyby Doda nagrała w końcu hita, zrobiłoby to dużo dobrego dla jej koncertów i głowy. Na ten przykład Dawid Podsiadło ma dużo hitów i jak widać, służy mu to.

Just sayin’