popKULTURA

Max Czornyj “Czerwony terror”

06/08/2022
Czerwony terror

To będzie rec­ka, w któ­rej będę prze­pra­szał za swo­ją ignorancję.

Na pierw­szy ogień idą prze­pro­si­ny dla Max Czor­nyj, któ­re­go przez lata omi­ja­łem sze­ro­kim łukiem, bo zbu­do­wa­łem sobie w gło­wie teo­rię, że jest auto­rem, któ­ry został wymy­ślo­ny przez wydaw­ców, jako odpo­wiedź na Rem­ka Mro­za. Coś jak Coca-Cola i Pep­si, Adi­das i Nike oraz Mer­ce­des i BMW, czy­li kon­ku­ren­cja w tym samy segmencie.

Prze­słan­ki były widocz­ne gołym okiem -> obaj wyda­ją książ­ki czę­ściej niż prze­cięt­ny czło­wiek mru­ga, obaj mają za sobą potęż­ny mar­ke­ting, obaj mają wykształ­ce­nie praw­ni­cze i obaj nie potra­fią ubrać się ina­czej niż w gar­nia­ka, ewen­tu­al­nie swe­te­rek w serek. Nawet jak idą tyl­ko do piw­ni­cy po ziem­nia­ki, to i tak są lepiej ubra­ni niż ja byłem na stud­niów­ce. Krejzole.

Teraz już wiem, że opi­nia odno­śnie Czor­ny­ja była nie­spra­wie­dli­wa. A wiem, bo wła­śnie skoń­czy­łem jego naj­now­szą książ­kę „Czer­wo­ny ter­ror”. Co praw­da tro­chę się na niej prze­je­cha­łem, gdyż ponie­waż nie zro­bi­łem riser­czu i spo­dzie­wa­łem się thril­le­ra poli­tycz­ne­go, osa­dzo­ne­go w cza­sach Leni­na, w któ­rym fak­ty histo­rycz­ne prze­tną się z fik­cją lite­rac­ką (bar­dzo lubię takie moty­wy). Błąd. W rze­czy­wi­sto­ści oka­za­ło się, że jest to bele­try­zo­wa­na bio­gra­fia Leni­na, w któ­rej daty, nazwi­ska, wyda­rze­nia i loka­cje pokry­wa­ją się z praw­dą histo­rycz­ną, nato­miast bele­try­sty­ka pole­ga na tym, że nar­ra­to­rem jest sam Lenin.

A kie­dy odkry­łem już, że jest to tego typu książ­ka, zaczą­łem się zasta­na­wiać, czy jestem teraz w nastro­ju na taką tema­ty­kę, wszak chil­lu­je na urlo­pie i nie chcę w „cię­ża­ry”. Oka­za­ło się, że owszem. Był taki moment, kie­dy klik­nę­ło -> Ot czy­ta­łem, bo i tak nie mia­łem aku­rat alter­na­ty­wy, wtem myśl: „Kur­de, już pierw­sza w nocy, czas iść w kimę… acz­kol­wiek jeden roz­dział muszę jesz­cze pyk­nąć, bo nie ma opcji, żebym zasnął dopó­ki nie dowiem się, czy Troc­ki zdra­dził”. Tak było, nie ściemniam.

I tu wcho­dzą dru­gie prze­pro­si­ny za igno­ran­cję -> przy oka­zji „Czer­wo­ne­go ter­ro­ru” odkry­łem, że moja wie­dza o Leni­nie była na mak­sa ubo­ga. W ogó­le nie zna­łem histo­rii jego doj­ścia do wła­dzy. Wstyd się przy­znać, ale był to dla mnie mate­riał pre­mie­ro­wy i serio nie wie­dzia­łem czy Troc­ki zdra­dzi, czy nie. Z kolei fak­ty z eta­pu, kie­dy stał już na cze­le rewo­lu­cji zna­lem bar­dzo pobież­nie, więc tutaj zno­wu książ­ka mnie dokształ­ci­ła. Nato­miast po doje­cha­niu do koń­ca, zro­zu­mia­łem jej zamysł i tekst z okład­ki: „Twa­rze się zmie­nia­ją, dyk­ta­tor zosta­je ten sam…” -> aktu­al­ne wyda­rze­nia mają aż za dużo stycz­nych z wyda­rze­nia­mi sprzed 100 lat. Histo­ria na naszych oczach zata­cza koło.

Pod­su­mo­wu­jąc, książ­kę sza­nu­ję za wzbo­ga­ce­nie mnie o pod­sta­wo­we bra­ki w edu­ka­cji i za zro­bie­nie tego w bez­bo­le­sny spo­sób, bo dzię­ki zagryw­ce ze z Leni­nem-nar­ra­to­rem, mia­łem wra­że­nie, jak­bym oglą­dał sen­sa­cje XX wie­ku Woło­szań­skie­go, czy­li jeste­śmy w pomiesz­cze­niach, gdzie odby­wa­ją się waż­ne nara­dy, sły­szy­my te dia­lo­gi i wie­my, co Leni­no­wi cho­dzi po gło­wie. To żre, to się czyta.

Nie potra­fię nato­miast zwe­ry­fi­ko­wać, czy Czor­nyj dobrze oddał zacho­wa­nia Leni­na i jego wewnetrz­nę roz­ter­ki (musiał­bym prze­czy­tać i obej­rzeć inne rze­czy w tym tema­cie), nie­mniej z posło­wia wyni­ka, że naro­bił się jak zły. Zri­ser­czo­wal mnó­stwo mate­ria­łów źró­dło­wych, a książ­ko­we wypo­wie­dzi Leni­na to kom­pi­la­cja jego praw­dzi­wych prze­mó­wień, artu­ku­łów i mani­fe­stów, poda­na w straw­nej daw­ce, bo jak to Czor­nyj wspo­mi­na -> Lenin miał ten­den­cje do lania wody i cha­otycz­ne­go rzu­ca­nia hasła­mi od cza­py, co spra­wia, że czło­wiek umiar­ko­wa­nie zain­te­re­so­wa­ny tema­tem strasz­nie by się umę­czył na prze­dzie­ra­niu się przez ory­gi­nal­ne materiały.

W mojej opi­nii książ­ka jak naj­bar­dziej war­ta uwa­gi, war­to­ścio­wa, edu­ka­cyj­na, ale i przy­jem­na w lek­tu­rze (mimo nie­faj­nych wyda­rzeń), nato­miast co do Czor­ny­ja, nasze pierw­sze spo­tka­nie zali­czam na plus, ale muszę wziąć coś jesz­cze od nie­go na warsz­tat, żeby wyro­bić sobie zda­nie, bo mam prze­czu­cie, że „Czer­wo­ny Ter­ror” róż­ni się od jego pozo­sta­łych książek.

Kla­sycz­nie link do wer­sji papie­ro­wej -> https://tiny.pl/93bht

i dzięks za egzem­plarz recen­zenc­ki dla Wydaw­nic­two FILIA

A to widziałeś?

Brak komentarzy

Leave a Reply