popKULTURA

8 audiobooków, których powinieneś posłuchać

29/03/2015

NaTe­mat, czyli por­tal, który udaje, że jest opi­nio­twór­czy, a w rze­czy­wi­sto­ści trzyma poziom Pudelka, pró­bo­wał ostat­nio roz­krę­cić aferę na spra­wie sprzed 2 lat. Przy­cze­pili się do Joanny Koro­niew­skiej, bo pod­czas nagry­wa­nia audio­bo­oka “50 twa­rzy Greya” powie­działa: “Boże zaraz się zrzy­gam” i taka wer­sja tra­fiła do sprze­daży. Fak­tycz­nie publi­cy­styka wysoka jak Empire State Bulidng, ale w sumie ja nie o tym (też rzy­gam już Greyem). Uzna­łem to za dobrą oka­zję do pod­pię­cia się pod temat audio­bo­oków, któ­rych jestem wiel­kim fanem. Chciał­bym i was zachę­cić do ich słu­cha­nia (i kupo­wa­nia). Poko­cha­cie je, pro­mise. Są uza­leż­nia­jące jak koka­ina Milka z Oreo.

Zaczęło się tak
Dawno, dawno temu, kiedy ja i brat byli­śmy jesz­cze zaśli­nio­nymi ber­be­ciami, rodzice mieli spory pro­blem z naszym usy­pia­niem. Pró­bo­wali wielu tri­ków, naj­bar­dziej kul­towe były nocne pie­sze wycieczki, które miały nas zmę­czyć, ale koń­czyły się na tym, że po powro­cie parentsi odpa­dali już na eta­pie ścią­ga­nia butów, a my dalej party hard. Osta­tecz­nie udało im się zna­leźć błąd w matrik­sie. Odkryli, że wyci­szamy się, kiedy czy­tają nam książki. Trop dobry, ale to jesz­cze nie było to. Znowu oka­zało się, że zasy­piają przed nami albo kan­tują — uzna­wali, że skoro jest cicho to na pewno już odpły­nę­li­śmy, więc pró­bo­wali wyco­fy­wać się po angiel­sku. Nic z tego, od razu pod­no­si­li­śmy alarm i doma­ga­li­śmy się dal­szej lek­tury. W akcie despe­ra­cji, w walce z naszą bez­sen­no­ścią posta­no­wili wspo­móc się tech­no­lo­gią. Padre kupił podłużny magne­to­fon, tzw. jam­nika i nagrał się pod­czas sesji czy­ta­nia. Wyszło rześko. To był mój pierw­szy audio­book i kato­wa­łem go aż do zaje­cha­nia taśmy.

Od tam­tego czasu pozo­stał mi nawyk zasy­pia­nia przy czymś sączą­cym się z gło­śni­ków. W ciszy nie usnę. Cisza to dla mnie naj­więk­szy hałas. Mój słuch abso­lutny zbiera wtedy wszyst­kie szmery, tyka­nie zegara, karetki na sygnale i kopu­lu­jące myszy. Nic mnie tak dobrze nie odpro­wa­dza do snu jak audio­bo­oki.

Ste­reo­typ
Wszyst­kie uprze­dze­nia doty­czące audio­bo­oków są z duczapy wzięte. Zapo­mnij o syn­te­za­to­rach mowy, sła­bej jako­ści nagrań i znu­dzo­nych lek­to­rach czy­ta­ją­cych za karę. Te czasy minęły. To se ne vrati. Obec­nie audio­bo­oki są nagry­wane na bogato. Coraz czę­ściej wydawcy ser­wują nam słu­cho­wi­ska obsa­dzone pierw­szo­li­go­wymi akto­rami, w któ­rych każda postać mówi innym gło­sem, z dogra­nymi odgło­sami oto­cze­nia i muzyką, a wszystko w jako­ści dźwięku prze­strzen­nego. Książki w takim wyda­niu zyskują + 50 do zaje­bi­sto­ści. Na dowód mała próbka:

Dla­czego warto słu­chać audio­bo­oków?
Na początku ustalmy, że w porów­na­niu z pro­fe­sjo­nal­nym lek­to­rem jesteś anal­fa­betą, a twój głos, który sły­szysz w gło­wie, nie czyta, tylko duka. Igno­ru­jesz znaki inter­punk­cyjne, pomi­jasz imiona i słowa obco­ję­zyczne, przez co Twoja inter­pre­ta­cja pozo­sta­wia wiele do życze­nia. To jak porów­ny­wać broadway’owską sztukę ze szkol­nymi jaseł­kami. Jed­nym sło­wem palisz książkę.
Tro­chę kolo­ry­zuję, ale fakty są takie, że nie jesteś w sta­nie prze­czy­tać “Gry o Tron” rów­nie epicko, jak zro­bili to w słu­cho­wi­sku. No chyba, że nazy­wasz się Tomasz Kna­pik.

Ponadto audio­bo­oków możesz słu­chać w sytu­acjach, kiedy wymięka kla­syczna książka w papie­rze. Ide­al­nie spraw­dzają się pod­czas wyko­ny­wa­nia odmóż­dża­ją­cych czyn­no­ści, takich jak wyno­sze­nie śmieci, zmy­wa­nie (doty­czy kobiet), czy skrę­ca­nie mebli z Ikei. Na siłce, w pocze­kalni i podróży. Możesz ich słu­chać idąc, leżąc, bie­ga­jąc lub pod­czas jazdy samo­cho­dem, tylko uwa­żaj, bo po doje­cha­niu na miej­sce będziesz dalej sie­dział w aucie i cze­kał na koniec roz­działu (z autop­sji).

Dzięki audio­bo­okom odkry­jesz, że pol­scy akto­rzy naprawdę mają nie­zły warsz­tat, a ich ekra­nowe kalec­two wynika po pro­stu z mar­nych sce­na­riu­szy.

Pierw­szy raz nie musi boleć
Dobry lek­tor jest w sta­nie pod­cią­gnąć nawet naj­gor­szą książkę, mimo to nie pole­cam zaczy­nać od “Nad Nie­mnem”. Poni­żej pre­zen­tuje TOP 8 naj­lep­szych audio­bo­oków na start. Jeśli wybie­rzesz coś z tej listy, możesz być pewny, że Twoja ini­cja­cja nie odbę­dzie się na tyl­nym sie­dze­niu w Mul­ti­pli, a na łożu z bal­da­chi­mem w pię­cio­gwiazd­ko­wym hotelu. Jedziemy:

8. Kara­lu­chy, Jo Nesbo — na począ­tek coś spod znaku skan­dy­naw­skich dresz­czow­ców, które w Pol­sce mają bra­nie. Lekka histo­ria z nie­złą obsadą, m.in. Szyc, Więc­kie­wicz, Stenka i Bogu­sław Linda (faj­nie po latach znowu usły­szeć tą spe­cy­ficzną manierę w gło­sie “bo to zła kobieta była”).

7. Święty Chaos, Cezary Hara­si­mo­wicz — odkry­cie roku, któ­remu praw­do­po­dob­nie poświecę osobny wpis. Kiedy usły­sza­łem o tej książce pierw­szy raz, a kon­kret­nie, że auto­rem jest Cezary Hara­si­mo­wicz, a akcja to mix Home­land z Jaso­nem Bourne’m, uzna­łem, że będzie to naj­więk­szy paź­dzierz ever. Wzią­łem na warsz­tat, żeby mieć mate­riał do hej­to­wa­nia, a oka­zało się bar­dzo przy­jem­nym słu­cho­wi­skiem. Chwilę się zasta­na­wia­łem czy wrzu­cać do zesta­wie­nia, czy pod­pa­suje każ­demu? Prze­ko­nała mnie reak­cja Madzi. Kiedy byli­śmy na urlo­pie, zapo­dzia­łem gdzieś słu­chawki i puści­łem roz­dział na gło­śniku. Tak się wkrę­ciła, że popro­siła o zgra­nie cało­ści na tele­fon.

6. Wal­king Dead (komiks) — wydaw­nic­two Sound Tro­pez eks­pe­ry­men­tuje z kon­wer­sją  komik­sów do wer­sji audio i robią to pierw­szo­rzęd­nie. Nagrali m.in Thor­gala i Funky Kovala, ale naj­bar­dziej pole­cam The Wal­king Dead, szcze­gól­nie płytę nr 2, gdzie Janusz Cha­bior w roli Guber­na­tora total­nie roz­wala sys­tem. Jedyny minus to nazy­wa­nie zom­bia­ków “snu­jami”. Pre­fe­ruję wer­sję seria­lową, czyli “szwen­da­czy”.

5. Twier­dza Szy­frów, Bogu­sław Woło­szań­ski — pozy­cja obo­wiąz­kowa dla fanów Woło­szań­skiego. Tro­chę histo­rii, sporo fik­cji, ale całość wciąga niczym cho­dze­nie po bagnach.

4. Ojciec chrzestny, Mario Puzo — nie dość, że to jedna z naj­lep­szych ksią­żek ever, to jesz­cze Janusz Gajos w roli Vito Cor­le­one. Uczta dla wron uszu.

3. Sen­sa­cje XX wieku, Bogu­sław Woło­szań­ski — kul­towa pozy­cja. Wrzu­ci­łem na 3. miej­sce tylko ze względu na spe­cy­fikę. Jest to zbiór, nie powią­za­nych ze sobą bez­po­śred­nio, kil­ku­na­sto­mi­nu­to­wych epi­zo­dów z cza­sów II wojny świa­to­wej, pier­wot­nie nagra­nych dla Radia Zet. Pry­wat­nie to mój abso­lutny nr 1. Prze­słu­cha­łem milion razy i wciąż mnie nie znu­dziły. Można odtwa­rzać w loso­wej kolej­no­ści. Pod lin­kiem mój ulu­biony odci­nek — odbi­cie Mus­so­li­niego z twier­dzy poło­żo­nej na wło­skim Kaspro­wym Wier­chu.

2. Gra o tron, Geo­rge R. R. Mar­tin — super­pro­duk­cja przez duże S. Ponad setka zaan­ga­żo­wa­nych akto­rów, genialna oprawa dźwię­kowa i epicka histo­ria. Nie­stety jesz­cze nie wypusz­czono wszyst­kich tomów. Dla wydawcy to kosz­towny eks­pe­ry­ment i dopiero wynik finan­sowy zade­cy­duje, czy tak będzie wyglą­dała przy­szłość audio­bo­oków, czy jed­nak nastąpi powrót do poje­dyn­czego lek­tora, dla­tego nama­wiam do kupo­wa­nia ory­gi­na­łów.

1. Wiedź­min, Andrzej Sap­kow­ski — podobna histo­ria jak z “Grą o Tron”, pro­duk­cja na bogato. 10/10. Wrzu­cam na pierw­szym miej­scu, bo mimo wszystko Sap­kow­ski jest mi bliż­szy niż Geo­rge R.R. Mar­tin.

Wszyst­kie powyż­sze audio­bo­oki to słu­cho­wi­ska na wypa­sie. Dla bar­dziej zaawan­so­wa­nych pole­cam rów­nież kla­syczne wyda­nia z jed­nym lek­to­rem np. “Cykl Inkwi­zy­tor­ski” Jacka Pie­kary, prze­czy­tany po mistrzow­sku przez Janu­sza Zadurę, “Fol­wark Zwie­rzęcy”, w któ­rym głosu uży­cza Tade­usz Sznuk (pro­wa­dzący “1 z 10″) i wszyst­kie książki Janu­sza Zaj­dla.
Wiele audio­bo­oków można posłu­chać za dar­moszkę na youtube lub spo­tify. Kre­atywni bez pro­blemu wynajdą też inne źró­dła, ale oso­bi­ście pole­cam kupno ory­gi­na­łów, bo tylko wtedy docze­kam wyda­nia wszyst­kich tomów Wiedź­mina i Gry o Tron.

Najlepsze audiobooki na storytel

A to widziałeś?