„Wolta” Dariusz Gizak

Ocena Pigouta:

Ilu w Polsce może być wyjątkowych komisarzy i detektywów? Tych genialnych, twardych, z nieprzeciętną intuicją, co po jednym spojrzeniu na buty, wiedzą -> “Oho, ktoś tu przed chwilą zakopał trupa na działce pod Piasecznem”. Takich, którzy nie pytają „czy”, tylko „dlaczego”, a ich straszaki w stylu -> “ludzie twojego pokroju nie mają łatwego życia w więzieniu, więc na twoim miejscu zacząłbym gadać”, potrafią rozwiązać język nawet najtwardszym zakapiorom. Takich, którzy w pogoni za sprawiedliwością łamią zasady, jak opłatek wigilijny, nie boją się nawrzucać przełożonemu i mają na koncie przynajmniej jedno traumatyczne śledztwo. Byli blisko, ale nie zdążyli. Do dziś to sobie wyrzucają i nadal śni im się zapach lawendy z tamtego dnia.

Nasze nadwiślańskie kryminały to niewyczerpana galeria takich bohaterów i umówmy się, że gdyby to miało realne przełożenie na rzeczywistość, Polska byłaby krajem jednorożców i ujemnej przestępczości.

Czy jest jakiś limit na takie postacie? Czy jeśli kolejnego autora najdzie ochota na wejście w tę banieczkę, powinniśmy mu powiedzieć -> Sorka, ale Chmielarz, Gorzka, Stelar, Małecki, Piotrowski i Hanka Białys, itd, zapełnili sloty. Trzeba czekać aż coś sie zwolni!?

Mniej więcej takie myśli mną targały, kiedy do moich rąk trafiła książka “Wolta” Dariusza Gizaka. Czy oto nadchodzi kolejny śledczy z super skillami? Czy Polska wytrzyma jeszcze jednego? Przyznaję, że do lektury podszedłem niczym Magda Gessler do “Kuchennych rewolucji”, czyli wpadam na rympał, tłukę talerze i hejtuje wszystko, co wyda mi się kalką, deja vu i wabieniem na sztuczny miodek.

I na początku nawet dostałem kilka powodów, żeby się czepiać, wszak przez jakiś czas w zasadzie nie wiadomo na czym polega intryga i za czym właściwie gania główny bohater. Dziwny wydał mi się też wątek romantyczny -> miałem takie „Plizz, nie ma opcji, żeby to się tak rozegrało w prawidziwym życiu”. A później … później coraz trudniej było być Magdą Gessler.

Okazało się, że książka jest skonstruowana w taki sposób, że trzeba dać jej czas na rozstawienie pionków na planszy, za co później czeka nas nagroda, bo to się zazębia i układa w logiczną całość. Niby mamy bohatera (Jacek Kowalik), który kiedyś był policjantem, a teraz jest detektywem i niewątpliwie spełnia kryteria “nośnego śledczego z kryminałów” (dedukcja, intuicja, perswazja, przemoc, doświadczenie), ale fabularnie to idzie totalnie własną drogą.

Nie jest to kolejny schemat – ktoś znalazł trupa, więc odpalamy śledztwo. Nic z tych rzeczy. Na prośbę znajomego Kowalik podejmuje się drobnej roboty detektywistycznej. Ot w pewnym kopro dochodzi do serii kradzieży i winą zostaje obciążona niewinna osoba. Trzeba ustalić, kto tak naprawdę kradnie, żeby oczyścić dobre imię niesłusznie oczernionej persony. Kowalik radzi sobie z tym w 5 minut, ale chyba przy okazji ostro komuś podpada, bo staje się celem do odstrzelenia. Serio, ktoś dybie na jego życie, co sprawia, że na ma teraz trzy rzeczy do zrobienia. Po pierwsze – przeżyć. Po drugie – ustalić, kto ma z nim problem. Po trzecie – odkryć genezę problemu.

Bardzo nieoczywista i jeszcze bardziej intrygująca historia się z tego robi. Druga rzecz z kategorii fajne, to opisy policyjnych procedur oraz różne wstawki techniczne, typu jak złole preparują bomby domowej roboty, albo jakie są sposoby inwigilacji. To brzmi na tyle legitnie, że albo autor faktycznie się na tym zna, albo wykonał bardzo dobry risercz, albo wali farmazony, ale w przekonujący sposób. Jako, że z nazwiskiem Gizak spotkałem się pierwszy raz, użyłem klasycznej metody -> zapytałem wujka googla, jak to jest. Okazało się, że mamy do czynienia z nie w kij dmuchał personą. Kilka ciekawostek o Dariuszu Gizaku:

– Były policjant (czyli wiedza praktyczna)

– Były szef ochrony Dworca Centralnego (czyli street credibility)

– Był dyrektorem w firmie windykacyjnej (czyli skill perswazji)

– Był konsultantem przy filmie „Dług” (czyli nie ma żartów)

I to mi się elegancko złożyło w całość. Wracając do pytania z pierwszego akapitu – ilu jeszcze wyjątkowych gliniarzy i detektywów dźwignie polski kryminał? Cóż, konkretnej liczby wam nie podam, ale Jacek Kowalik na luzie się jeszcze zmieści. Ten sam gatunek, a jednak inne rozwiązania. Niby znany zestaw skilli, a jednak inne podejście i styl. Kolejny bohater do polubienia i śledzenia. Osobiście będę wypatrywał kontynuacji, bo a. spodziewam się kolejnej nieoczywistej intrygi, opartej na wiedzy i doświadczeniach autora, b. drugi tom da odpowiedź, czy mamy kolejnego mocnego gracza w banieczce kryminalnej. Zaczęło się dobrze, ale jak zrobisz coś dobrze dwa razy, to już wyklucza fart.