„Nic do stracenia” Przemysław Piotrowski

Ocena Pigouta:

Monika Brodka w jednym kawałku śpiewa -> „Jak powiedzieć prościej? Zbliżysz się o krok, porachuję kości”. Na moje oko to tylko takie strasznie, które nie ma pokrycia w rzeczywistości. ALE. Ale jest w polskiej literaturze babeczka, z którą lepiej nie zadzierać, bo jak ona mówi, że porachuje kości, to jest to niedoszacowanie.

Tą panią jest Luta Karabina. Wiem, wiem, też nie mogę się przyzwyczaić do tych personaliów. Uważam, że ta zbieżność Karabinu w nazwisku, przypadkowo korelująca z umiejętnościami operowania bronią automatyczną, to podobna przypadkowość, jak z gwiazdami porno, których imiona też całkiem przypadkowo nawiązują do branży, w której pracują. Ale na obronę Luty mamy tureckie pochodzenie i być może tam faktycznie takie nazwisko się trafia.

Z Lutą Karabiną jest taka akcja, że poznaliśmy ją w zeszłym roku w książce „Prawo matki” by Przemysław Piotrowski – pisarz (znacie go co najmniej z serii z Igorem Brudnym). Na tamtym etapie pracowała na platformie wiertniczej u wybrzeży Norwegii + samotnie wychowywała dwójkę bombelków, które stanowią jej cały świat… wtem podczas wypadu rodzinnego, jej córka zostaje porwana. Jak się później okazuje, za uprowadzaniem stała niebezpieczna szajka handlarzy żywym towarem, która popełniła jeden podstawowy błąd. Otóż nie zriserczowali z kim zadzierają -> parafrazując Clinta Eastwooda: „Czasami trafisz osobę, której lepiej nie w****iać. Tą osobą jest Luta Karabina. Swego czasu prymuska w siłach specjalnych, zna kilka języków i jeszcze więcej sztuk walki. Ogólnie maszyna zaprogramowana do killowania”.

Luta nie czeka na interwencje policji, tylko sama bierze sprawy w swoje ręce i wymierza sprawiedliwość. Spoiler: Będzie potrzebne dużo worków na zwłoki.

A teraz Luta wraca w drugim tomie -> „Nic do stracenia” i jeśli wydawało nam się, że w pierwszej części spotkały ją straszne rzeczy, to powinniśmy od nowa zdefiniować słowo „straszne”. Nie chce spoilerować, ale jest „banda”, która od razu daje nam do zrozumienia, że tym razem będzie jeszcze mocniej i bez brania jeńców.

To, co warto wiedzieć o serii z Lutą:

1. Są to akcyjniaki z rozmachem filmów Luca Bessona -> „Uprowadzona” i „Colombiana” welcome to. Niewiele u nas wychodzi akcyjniaków, a akcyjniaków z kobietą w roli głównej, to chyba wcale, więc trzeba szanować.

2. Przemysław Piotrowski lokuje w tych książkach rzeczy ze swojego życia. Oczywiście w podrasowanej wersji, ale jednak z wyraźną genezą. Na ten przykład pierwowzorem Luty jest przyjaciółka autora, która przewinęła się przez wojsko, zna sztuki walki i niejednego dużego chłopa na macie poskładała (wiem, bo mi mówił). Ponadto w książkach pojawia się platforma wiertnicza, baaa można powiedzieć, że w drugiej części jest kluczowa i tu Piotrowski wiedzę czerpie.. z doświadczenia, bo przepracował na platformie kilka lat. Z kolei w jednym wywiadzie wyczytałem, że kiedyś na spacerze na kwadras stracił z oczu córkę i to 15 minut w tamtym momencie wydawało się wiecznością, wywołało zatrzymanie akcji serca i tak wryło w pamięć, że dało plot do pierwszej części.

3. Seria z Lutą w jakimś stopniu przełamuje klisze typowych akcyjniaków. Np. jak mamy w filmie scenę rozbrajania bomby, to wiemy, że zegar stanie w ostatniej sekundzie. Z kolei w filmach z infiltracją, złole zawsze próbują przetestować tego dobrego, co by sprawdzić, czy nie jest wtyką i w tym celu każą mu kogoś zabić, żeby też był umoczony, ale znowu dochodzi do jakiegoś zbiegu okoliczności, który sprawia, że main hero pozostaje nieskalany. Albo jak jest policjantka, która uwodzi złola, to zawsze kończy się w bezpiecznym momencie, bo policjantka już wyciągnęła ze złola niezbędne info, po czym złol chce się miziać, a ona cyk, kopie go w cojones i w długą, etc.

Piotrowski przełamuje te schematy. Tu naprawdę „dobrym” może stać się krzywda, niebezpieczni przestępcy serio są niebezpieczni, bezwzględni i w tańcu się nie teges. Jest brutalnie + potrafią zejść takie fikołki, że „365 dni” się chowa.

4. W książce występuje zwierz Władymir i jest absolutnie wspaniały.

5. Prawa do ekranizacji są już sprzedane, ale co dalej, nie wiem.

6. Czy można zacząć od drugiego tomu? Niby można, bo skompilowane podsumowanie wydarzeń z jedynki jest zaszyte w dialogach, ale moja opinia jest taka, że jeśli nie zaczniecie od pierwszego tomu, to nie poczujecie ciężaru stawki w dwójce, co będzie ze szkodą dla książki.

7. Dla kogo to? Dla każdego kto chce akcji, rozrywki, dreszczyku i dynamicznej fabuły.