„Rok, w którym narodził się diabeł” Santiago Roncagliolo

Ocena Pigouta:

Santiago Roncagliolo poznałem w zeszłym roku przy okazji świetnej „Nocy szpilek„, którą ostatecznie umieściłem nawet w moim TOP10 lektur 2024.

Ta jedna książka wystarczyła, żebym połapał się, że chłop dowozi literaturę premium – taką, wiecie, że i historia, i styl, i język zapadają w pamięć – w związku z czym nie miałem wątpliwości, że kolejna jego powieść też okaże się dobra. No i jest, a jednak skubany w pewien sposób mnie zaskoczył. Otóż dałbym sobie rękę uciąć, że następne dzieło będzie osadzone w tym samym gatunku i klimacie, czyli thriller z dużymi segmentami obyczajowymi, tymczasem suprajsik – nie miałbym ręki, bo dostaliśmy totalnie coś innego.

W “Nocy szpilek” wydarzenia współczesne przeplatały się z retrospekcjami z lat ‘80, natomiast „Rok, w którym narodził się diabeł” przenosi nas do XVII-wiecznej Limy, gdzie młody chłopak, Alonso Morales, dostaje robotę jako konstabl trybunału Świętej Inkwizycji i już na dzień dobry zostaje wciągnięty w religijne intrygi i polityczne gierki. Pierwsza sprawa, jaka mu przypada… cóż, to może zabrzmieć jak skrót wczorajszego odcinka “Trudnych spraw”, ale wierzcie mi, że w wersji Roncagliolo wypada całkiem spoko. Otóż w klasztorze Świętej Klary taka jedna zakonnica rodzi zdeformowane dziecko -> dwie głowy, osiem kończyn, rozdwojony język, tego typu sytuacja. I myk jest taki, że są podzielone opinie co do tej zakonnicy. Jedni twierdzą, że jest błogosławiona, a inni, że jak nic to wiedźma, która właśnie powiła diabła. Morales chce to rozstrzygnąć, ale peszek, bo zakonnicę i bobasa ktoś porwał i sprawa się komplikuje.

Przyznam wam się, że kiedyś bardzo lubiłem cykl inkwizytorski z Mordimerem Madderdinem. Niestety w pewnym momencie przestało mi być po drodze z Piekarą i porzuciłem. W pierwszym momencie pomyślałem, że może to będą te klimaty, i troszkę się zajarałem. A jednak nie – książka dość szybko skręca w inne rewiry, ale tam, gdzie idzie, też jest fajnie. Baaa, według mnie działa na kilku poziomach. Po pierwsze historia sama w sobie jest wciągająca i śledzi się ją z przyjemnością i zaciekawieniem. Roncagliolo poświęca dużo uwagi Limie roku 1623 oraz wplata w fabułę różne nawiązania historyczne, np. do Isabel Flores de Oliva, czyli pierwszej świętej Kościoła katolickiego z Ameryki.

Dwa. Historia pełna jest demaskacji hipokryzji religijnej, ale robi to w bardzo nienachalny sposób. W sensie, że to bardziej wybrzmiewa z kontekstu sytuacyjnego niż ze wskazywania palcem przez autora. Człowiek czyta i ma takie “oho, widzę, że pewne rzeczy nie zmieniły się od 1623 roku”.

Trzy, i to mi się najbardziej podobało -> kejs House of Cards. Otóż jak poznajemy Alonso Moralesa, chłop jest nieśmiały, zahukany, nie ogarnia, co i jak, ale w tych swoich szalonych przygodach ostro się wyrabia i w pewnym momencie zostaje pierwszoligowym lawirantem, który wie, kiedy i za jakie sznurki pociągnąć.

Cztery – klimat książki. W nocie wydawniczej jest wzmianka, że to powieść “łotrzykowska”. Wierzcie mi, że nie chciałem być odtwórczy i szukałem innego wyrażenia, ale lepszego nie znalazłem. “Rok, w którym urodził się diabeł” to książka z pazurem. Są tu sceny zadziorne, kończące się upuszczeniem mikrofonu, jest trochę satyry, humoru sytuacyjnego i domieszka odklejki. Bardzo przyjemne combo.

Rosną u mnie notowania Roncagliolo. Aktualnie jesteśmy już na etapie: jak wyda kolejną powieść, nie zadaję pytań i wchodzę w ciemno.

Książka wyszła nakładem Wydawnictwa ArtRage i namawiam was, żebyście ich sobie zaobserwowali na socialach, bo primo: mają ambitną misję, czyli dostarczać książki, które niekoniecznie są mainstreamem i gwarantują bogactwo. Wręcz przeciwnie, ale tym bardziej trzeba szanować, że wybrali biedę i dalej selekcjonują perełki. Drugie primo: wprowadzają wyższy level transparentności na rynku. Jawnie podają cyferki sprzedażowe + kontekst, czy książka dała zarobek, czy okazała się wtopą + jakim ryzykiem są obarczone ich wybory wydawnicze. Ciekawe, otwierające oczy.

Przełożył Tomasz Pindel i bardzo dobrze przełożył, bo te zdania w języku polskim płyną.