„Pato&Influencerzy” Mariusz Sepioło

- Tytuł:"Patoinfluencerzy" Mariusz Sepioło
- Autorzy:
- Wydawca:
- Gatunek:
Jak usłyszałem, że wychodzi książka o polskich influencerach i mnie w niej nie ma, było mi przykro… a później tę książkę przeczytałem i uff, kamień z serca.
Nie chcę wyjść na jakiegoś społecznika, bo prosty chłop here, ale tak się zgrało w czasie, że jeszcze nie dogasła afera z alko tubkami, a tu boom i na rynku pojawia się reportaż o Patoinflencerach. Przypadek? Owszem.
Już jakiś czas temu dostałem tę książkę do przeczytania testowego i wypowiedzenia się, co o niej sądzę. Sytuacja wyglądała tak, że zanim w ogóle przyniósł ją kurier, w głowie miałem, że owszem, taki reportaż na pewno się przyda, wszak ludzie mogą nie do końca sobie zdawać sprawę, kogo bombelki oglądają w internecie. Oczywiście był jeden zryw przy okazji zeszłorocznej „pandoragejt”, gdzie nagle wszyscy się zszkolwali, jaka patusiarnia siedzi na jutubie i to miał być moment wielkiej czystki. Tymczasem w konsekwencji tej „afery” wydarzyło się wielkie NIC, a wszyscy zamieszani w dramę jeszcze bardziej urośli, nabijając sobie pierdyliard wyświetleń za filmiki w stylu „Moja odpowiedź na oskarżenia” -> W tym temacie w ogóle dobre memy szły -> Wyobraź sobie, że jesteś sąsiadem znanego influencera, siedzisz sobie w ogródku i chillujesz, wtem zza żywopłotu słyszysz „To nieprawda, że wysyłałem zdjęcia zaganiacza nieletnim”.
Wracając do pierwszej myśli -> zanim dotarła do mnie książka, miałem w głowie, że taka publikacja jest potrzebna, aczkolwiek ja, człowiek, który w pewnym stopniu monitoruje, co się dzieje w internetach i na czerwonych dywanach, raczej niczego nowego się z niej nie dowiem. Na bank opisywałem te dramy na FB, jak się działy na żywo.
I co? I jajco. Okazało się, że w różnych zakątkach youtube’a, instagrama i tik toka ukrywają się „patoinflu”, o których istnieniu nie miałem pojęcia… za to wasze bobelki dobrze ich znają. Kolejnym zaskoczeniem było rozwarstwienie twórców. Jest patologia luksusowa, która szasta hajsem na swoich filmikach i sprzedaje fejkową wizję prestiżu, ale jest też sporo twórców, którzy żyją w tragicznych warunkach, a ich kątęt opiera się na łojeniu alko do zgona… aczkolwiek dobrze widziane jest, żeby zdążyli rozkręcić jakąś awanturę zanim zgaśnie im światło. Wtedy widzowie chętniej wracają na kolejne streamy i mają lżejszą rękę do rzucania donejtami.
Grzeszki, jakie bohaterowie tej książki mają na sumienia, są różne różniaste. Od niedostsowanych treści do wieku odbiorców zaczyanając, przez reklamowanie różnych scamów, produktów i zabiegów medyczno-estetycnych, które są poza wszelką kontrolą, aż do wykorzystywania swojego fejmu w niecnych celach.
Okazuje się, że za wieloma twórcami, którzy nawywijali krzywych akcji, stoją potężne agencje, które w kluczowych momentach odwracały głowę i udawały, że nic się nie dziele, wszak byłoby szkoda ukręcić łeb kurze znoszącej złote jaja, co nie?
Nie spodoba wam się ten reportaż. Jeśli wydawało wam się, że ogarniacie co się dzieje w internecie, odkryjecie, że faktycznie tylko wam się wydawało. Oczywiście nie musicie tego czytać, ale żeby później, jak znowu jakieś guano wybije, nie było, że nikt nie ostrzegał. Ja tymczasem muszę sobie usunąć słówko „hejter” z opisu na pejdżu, bo wychodzi na to, że prowadzę kącik kulturalny.