„Obserwatorium” Jarosław Szczyżowski

Ocena Pigouta:

Moją przygodę z książką “Obserwatorium” porównałbym do sytuacji, kiedy człowiek jedzie sobie pociągiem i nagle orientuje się, że Ups, wsiadłem nie do tego składu, co trzeba. W pierwszej chwili miałem takie -> “O kurde, przypał”, ale jak już wyszedłem z ataku paniki i na spokojnie obadałem sytuację, okazało się, że ten pociąg jedzie w atrakcyjniejsze miejsce niż chciałem, więc w sumie już zostanę.

Konkretnie chodzi o to, że nie riserczowałem tej książki. Ot zobaczyłem okładkę i z góry założyłem, że będzie to kryminał z trupem znalezionym na Śnieżce. Górskie kryminały są teraz w trendzie, więc był to absolutnie oczywisty trop.

Tymczasem nope. “Obserwatorium” to zupełnie inna para kaloszy. Nie chciałbym zdradzać za dużo, bo według mnie z im mniejszą wiedzą wchodzisz w tę historię, tym mocniej się angażujesz -> Czej, co tu się dzieje? Ale, że jak? No grubo, ale to musi mieć jakieś logiczne wyjaśnienie prawda? Hmmm rozważmy opcje…

Powiem tylko, że na Śnieżce dochodzi do nietypowego zjawiska meteorologicznego i to uruchamia ciąg różnych zdarzeń. Ciąg różnych dziwnych zdarzeń. Tak dziwnych, że po skończeniu lektury mózg miałem wywinięty na lewą stronę, ale jest to bardzo pozytywne odczucie, bo bierze się z zaskoczenia, gdzie mnie ta książka zaprowadziła, oryginalności, bo to nie jest fabuła, w której człowiek jest w stanie zgadnąć, co się za chwile wydarzy oraz z zadumania się nad osobą autora -> Chłopie jak ty na to wpadłeś? Chcę wejść do twojej głowy i zobaczyć, co tam jeszcze się kryje.

Żeby lepiej zobrazować “Obserwatorium” pójdźmy tropami popkulturowymi. Na początek serial “Dark” z Netflixa. Pamiętacie? No to w “Obserwatorium” też jest pewna metafizyka i coś, co się fizjologom nie śniło. Dalej mamy książkę “Szczelina” Jozefa Kariki (swoją drogą bardzo ją polecam), podobny rodzaj niepokoju i dyskomfortu wisi nad tą historią. A na koniec daję ostatni sezon “Detektywa”, bo tytułowe “Obserwatorium” klimatem bardzo przypominało mi stację badawczą, w której Jodie Foster znalazła kilka trupów w dziwnych pozycjach. No i śnieg evryłer. A i dorzuciłbym jeszcze serial „Lost” i motyw z chmurą, ale to już tak dawno było, że możecie nie pamiętać.

I jeszcze jedna bardzo spoko rzecz. Nigdy nie byłem na Śnieżce. Oczywiście miałem w planach to zmienić, aczkolwiek z datą “kiedyś, bez ciśnienia”. Po lekturze chcę już, teraz, natychmiast i aktualnie nie jest to dla mnie góra z kategorii “warto wejść, bo ma widoczek, który fajnie wstawić na insta + ufo na szczycie”. Nope, teraz to ja mam czarny pas ze Śnieżki, Obserwatorium, Domu Śląskiego, Drogi Jubileuszowej i czeskiej Poczty. Wczoraj w nocy przeczytałem wszystko co było w internecie na ten temat, obejrzałem wszystko co było na youtube i pozostało mi tylko zobaczenie tego na własne oczy. Autor, czyli Jarosław Szczyżowski zrobił to dobrze. Opowiedział pewną historię, a przy okazji sprzedał mi incepcję turystyczną. Biorąc pod uwagę, że jest przewodnikiem górskim, dobrze to o nim świadczy.

Cebule mają warstwy, ogry mają warstwy i ta książka ma warstwy. Fajnie było je po kolei odkrywać.