„Najmilsi” Wojciech Chmielarz, Jakub Ćwiek

Ocena Pigouta:

Wojciech Chmielarz – pisarz i Jakub Ćwiek. Dosłownie. to starzy ziomale, którzy poza tym, że jako pierwsi recenzują sobie książki, zrobili wspólnie parę słuchowiskowo-książkowych projektów, więc “Najmilsi” zdecydowanie nie są ich pierwszym rodeo. Osobiście uważam ich za najlepszy polski boyband od czasów “Just Five”. Ale ale. Jeśli widziałem w ich dotychczasowych kooperacjach pewien wzór, to przy “Najmilszych” został on wywrócony do góry nogami. Otóż panowie odpinają tutaj wrotki i idą w inne klimaty niż człowiek się spodziewa widząc ich nazwiska na okładce. Owszem, dostajemy kryminał, ale nie jest to kategoria “True Detective”, a komedia absurdów z trupem w tle.

Byłem w zeszłym tygodniu na oficjalnej premierze “Najmilszych” w warszawskim Empiku i z publiki padło pytanie, jak się pracuje we dwóch? Kuba odpowiedział, że najpierw schodzi burza mózgów, żeby ustalić plan ogólny, następnie dzielą się pracą na rozdziały, a pomiędzy często dzwonią do siebie na konsultacje i takie rozmowy zaczynają się od “Hej, masz wolne 5 minut?”, po czym to 5 minut przeciąga się do 3 godzin. Kuba opowiadał, że jeden taki telefon odebrał w Biedrze i przez te 3 godziny rozmowy poprzestawiał wszystkie jogurty na półce, a jakby ktoś chciał wiedzieć, która margaryna najlepsza, to śmiało może pisać do niego na priv, bo w międzyczasie nauczył się tabelek makro na pamięć.

Mając taką wiedzę, wizualizuję sobie, że fundamenty “Najmilszych” powstały podczas wizyty w Lidlu i wyglądało to mniej więcej tak:

– Hej, masz luźne 5 minut?

– Pewka brachu

– Co ty na to, żebyśmy zrobili kryminał w konwencji “Zbrodnie po sąsiedzku”?

– Brzmi dobrze, ale osobiście zmiksowałbym to jeszcze z “Uwierz w ducha”

– A jakbyśmy do tego dodali wbijanie szpilek w pewnego znanego pisarza i dużego producenta gier?

– Jakbyś czytał mi w myślach. A co powiesz na domieszkę deadpoolowego przebijania czwartej ściany?

– Nie widzę wad, ale osobiście dodałbym jeszcze babeczkę, która przeklina na owocowo

– Perfekcja. A co ty na to, żeby głównym bohaterem był korespondent wojenny?

– Dla mnie bomba, ale potrzebuję jeszcze partnerki w śledztwie i ja bym tu widział dziewczynę, która pracuje na sex-telefonie, a na drugiej zmianie jako wróżka

– No to jeszcze wymyślmy miejsce akcji

– Proponuję jakieś miłe miasto

– To może pójdźmy na całość i dajmy w ogóle „Najmilsze” miasto w Polsce, czyli Bytom

– No i cyk, mamy to. Jutro podeślę pierwszy rozdział

Być może właśnie tak narodził się projekt, przy którym ewidentnie widać, że panowie bawili się lepiej niż gimnazjaliści na pierwszym piwie. Jestem skłonny zaryzykować też teorią, że jak już zaczęli pisać, to ta historia poniosła ich w rejony, które okazały się zaskakujące nawet dla nich. Twierdzę tak, bo “Najmilsi” po brzegi naszpikowani są żartami i odniesieniami i tak mi się wydaje, że każdy skecz generował przestrzenie, żeby dorzucać kolejne, które z kolei wpływały na rozwój akcji. Natężenie żartów i puszczania oczek jest naprawdę srogie, aczkolwiek panowie wplatają je w treść bez sygnalizowania, wierząc, że sami sobie poradzimy. To trochę jak z nowym sezonem „1670”. Im większe masz rozeznanie popkulturowe i znajomość różnych faktów, anegdotek, ciekawostek, tym więcej smaczków wyłapiesz. Lubię takie rzeczy i uważam, że wyłapywanie follow-upów działa stymulująco.

O czym to w ogóle jest?

Trudne się wylosowało. Powiem tylko, że zaczyna się w momencie, kiedy znany korespondent wojenny chce wynająć biuro w pewnej bytomskiej kamienicy, aby mieć warunki do napisania nowej książki, tymczasem już po przekroczeniu progu ładuje się w intrygę, w której przewinie się trup, pisarz, gangsterzy, twórcy paździerzowych gier, budowlańcy w stylu “A kto to panu tak spier…” i jeszcze kilka ciekawych person. A później to już jest rollercoaster jak w Energylandii.

Audio czy papier?

Ciekawostka jest taka, że „Najmilsi” dostępni są zarówno w wersji papierowej oraz jako serial audio na Empik Go. Co wybrać? Generalnie to, co wam bardziej leży, ale jeśli zapytacie mnie o zdanie, to osobiście przesuwam jeden żeton więcej w stronę audio. Dlaczego? Bo właśnie z myślą o tej formule chłopaki to pisali, poza tym Empik Go zrobił oprawę na bogato. Wiedziałem z wyprzedzeniem, że taki projekt powstaje i w obsadzie usłyszę Roberta Więckiewicza, Karolinę Bruchnicką, którą możecie znać z serialu “Minuta ciszy”, oraz Kiryła Pietruczyka, czyli swojego chłopa z “1670”. Już to trio uznałem za całkiem spoko zestawienie, tymczasem słucham sobie pierwszego odcinka na spacerze z psem, a tam Jarosław Boberek, Janusz Zadura i… Tomasz Włosok. Niemożliwe – myślę sobie – przecież za duży kaliber na epizody. Tymczasem faktycznie to oni, ale na tym nie koniec, bo mamy jeszcze Konrada Eleryka, Sylwię Gliwę, Anitę Sokołowską i Przemysława Bluszcza. Czuć piniądz. Interpretacje lektorskie robią robotę. Dodają trzeciego wymiaru postaciom, historia dostaje rytmu i energii, więc jestem tutaj team audio.

Ale niezależnie, którą formę wybierzecie, warto, bo jest lekko, błyskotliwe i zaskakująco… zwłaszcza, jak ktoś się spodziewam, że chłopaki będą trzymać się swoich standardowych konwencji. To jest dla mnie gatunek, który roboczo nazywam „zdjemowaczem gruzu z bani”. Kilka godzin oderwania myśli i rozrywki. W dzisiejszych czasach bezcenne.