„Męczennicy na płótnie” Hanna S. Białys

- Tytuł:"Męczennicy na płótnie"
- Autorzy:
- Wydawca:
- Gatunek:
O Hannie Szczukowskiej-Białys pisałem wam kilka miesięcy temu, przy okazji jej debiutanckich “Robaków w ścianie”. Pisałem wtedy, że jest to sprawnie napisana książka, która lokuje większość myków, za które lubimy kryminały, czyli charyzmatyczny komisarz (Bondys), który ma IQ Dody, dzięki czemu lepiej klei fakty niż “zwykli” komisarze. Ma też cechy szczególne, które stają się znakiem rozpoznawczym. U Bondysa jest to mizofonia, czyli nadwrażliwość na różne dźwięki, ale równocześnie chłop jest fanem ciężkiego grania, więc przewrotność na pełnej.
Pisałem też, że zagadka była ciekawa i zachęcała czytelnika, aby pogłówkował razem z Bondysem, a przecież o to w tym chodzi. Zaletą było również osadzenie akcji w Bydgoszczy, która nie jest zbyt często eksploatowana w literaturze, więc odskocznia od Warszawy, Wrocławia, Szczecina i Jeleniej Góry, które mam wrażenie, są wyciskane jak limonki na modżajto. Do tego akcja toczy się w latach 90, więc są smaczki z tamtych czasów, które uruchamiają nas nostalgicznie -> #pamiętamy
Pisałem też, że Hanna S. Białys jest podpieczną Roberta Małeckiego i to idzie wyczuć podczas lektury. A na końcu podzieliłem się zakulisowym smaczkiem, jak to Wydawnictwo SQN przeczytało skrypt “Robaków” i nie tylko momentalnie postanowiło zaklepać autorkę, ale też na dzień dobry powiedzieli, że co by nie było, chcą od razu trzy części.
Boom, właśnie dostaliśmy część drugą -> “Męczennicy na płótnie”. I tu muszę od razu podzielić się ciekawostką. Otóż “Robaki w ścianie” to dla mnie bardzo keczi tytuł, który momentalnie wyrył mi się w mózgu i prawdopodobnie za 10 lat nadal będę go pamiętał, tymczasem “Męczenników na płótnie” za cholerę nie jestem w stanie przyswoić. Nope, mija 5 sekund i już mi ulatuje z głowy. Baa przed chwilą poszedłem sprawdzić bezpośrednio na książce, czy na pewno dobrze napisałem. Także pierwszy minus już mamy
Co do samej książki -> moja teoria jest taka, że drugie tomy zazwyczaj są lepsze niż pierwsze, gdyż ponieważ w pierwszym musimy przejść grę wstępną, obwąchać się z postaciami, poznać ich historie, wczuć w klimat, czyli mówiąc w skrócie, przejść przez etap rozstawiania pionków na planszy. Za to w drugimi wiemy już kto jest kto i można od razu przejść do deseru. To jak z piosenkami, które słyszy się kolejny raz i nagle odkrywamy, że nam siedzą, nóżka chodzi na refrenie. Tak właśnie jest z “Męczennikami”. Bondys na dzień dobry dostaje telefon z info, że w Brdzie znaleziono ciało starszej kobiety, a że denatka miała związane ręce i rany kłute na brzuchu, z góry wiadomo, że mamy do czynienia z morderstwem. I cyk, od razu wskakujemy w śledztwo.
Ale ale, tym razem zmieniły się zasady gry, bo my (czytelnicy) wiemy, kto zabił, ale nie wie tego Bondys, w związku z czym obserwujemy, jak próbuje ustalić motyw i na jego podstawie ruszyć śledztwo do przodu. Interesujące, bo tropów jest tyle, co kot napłakał, więc chłop musi srogo się nakombinować… a my wołamy z offu ciepło / zimno. Równolegle liźniemy trochę życia prywatnego Bondysa i fakt, że chętnie te wstawki czytałem, jest najlepszym dowodem, że już się trochę z tym komisarzem polubiłem.
Bardzo przyjemnie upłynęło mi 12-godzin przy tej książce (część chwały dla Filipa Kosiora, który mi czytał podczas przejażdżek rowerowych), a po wszystkim utwierdziłem się w opinii, że wolę polskie kryminały od zagranicznych. Te nasze lokalne klimaty, znajoma patologia i odniesienia do prawdziwych wydarzeń sprawiają, że angażuje się w nie o wiele bardziej. ALE! Ale pewne uwagi mam. Pierwsza tyczy się zakończenia. Bez spoilerowania mogę powiedzieć, że jeden weźmie je jakie jest i podziękuje, drugi trochę pokręci nosem. Ja jestem team nr 2 i chętnie podyskutowałbym z autorką o detalach.
Jednak większą wagę ma druga uwaga. Otóż uważam, że komisarz Bondys jest zbyt sterylny. W sensie, że to bohater bardzo szlachetny, rozsądny, logiczny i moralnie ustawiony zawsze po dobrej stronie. Niby same zalety, więc nie ma na co narzekać, ale właśnie w tym rzecz. Nie wierzę, że da się być gliną z wieloletnim doświadczeniem i nie mieć chociaż odrobiny “brudu pod paznokciami” i frustracji związanej z kulawym systemem. Mówiąc w skrócie, potrzebuje jakieś skazy na tym wizerunku. I takie są moje oczekiwania względem trzeciego tomu -> dobra zagadka kryminalna + Bondys zapodaje coś grubego, dyskusyjnego moralnie. Na tym etapie seria bardzo solidna i na leżaczek / do ZTM bez strachu można brać.