„Gustloff. Tajemnica bursztynowej komnaty” Krzysztof Piersa

Gustloff
Ocena Pigouta:

“Pomiędzy Siembiedą a Danem Brownem”

Gdybyście zapytali mnie, w jakim gatunku mieści się “Gustloff”, czyli nowa książka Krzysztofa Piersy, powiedziałbym, że gdzieś pomiędzy twórczością Macieja Siembiedy a Dana Browna.

Już tłumaczę dlaczego. Otóż Maciej Siembieda ma talent do wplatania w swojej książki różnych ciekawostek historycznych, które są tak atrakcyjne, że czytelnik myśli sobie “za dobre, żeby były prawdziwe, na bank to wymyślił”, a później sprawdza na googlu i okazuje się, że to true story.

No to Krzysztof Piersa – pisarz na tej samej zasadzie wyciągnął z rękawa historię Wilhelma Gustloffa, czyli statku, który dawno temu służył, jako luksusowy liniowiec pasażerski w ramach programu „Kraft durch Freude” („Siła przez radość”) organizowanego przez niemiecką Narodowosocjalistyczną Niemiecką Partię Robotników (NSDAP). W programie tym chodziło o zapewnienie niemieckim robotnikom wypas wypoczynku, co by mieli motywację do dalszego zawijania w sreberka. A po wybuchu II wojny światowej, Gustloff został przekształcony w pływający szpital i tak sobie przewoził rannych, aż w 1945 został zatopiony przez radziecki okręt podwodny.

I tu zaczynają się rzeczy, których nie wiedziałem, ale na etapie czytania, dałbym sobie rękę uciąć, że Piersa robi mnie w konia. Mianowicie książka insynuuje, że zatopienie Gustloffa to największa katastrofa morska w historii i Titanic to przy tym pikuś. Zweryfikowałem, to prawda. Klin numer 2 -> na Gustloffie zginęli głównie cywile, ale przez sam fakt, że Niemcy byli oprawcami w czasie II wojny światowej, nie bardzo mogli się awanturować na międzynarodowym forum o to zatopienie, bo wyszłoby, że robią z siebie ofiary, a przecież sami zaczęli. Klin numer 3 -> książkowa intryga sugeruje, że na Gustloffie przemycana była Bursztynowa Komnata, czyli jeden z popularniejszych zaginionych skarbów w czasie II wojny światowej. Googiel potwierdza, że jest w obiegu taka teoria.

Tak że już na tym etapie Piersa zrobił fajną rzecz, bo wyciągnął na światło dzienne bardzo nośną, w dodatku prawdziwą historię i serio to jest tak ciekawe, że zaraz po skończeniu książki pójdziecie to goolować, żeby poznać dodatkowe smaczki, a przy okazji sprawdzić, do którego momentu Piersa trzyma się faktów, a w którym zaczął koloryzować dla podkręcenia fabuły.

No i tu przechodzimy do koloryzowania, czyli meldujemy się w uniwersum Dana Browna, który lubił wrzucać do swoich książek różne mity, urban legends i foliarskie teorie. I to nie jest zarzut, ot taka konwencja. Był czas, że jarałem się Danem Brownem, jak młodzież zestawem “Bambi” w Maku i się tego nie wstydzę.

Krzysztof Piersa podrasował Gustloffa i Bursztynową Komnatę o enigmę, juderat, prepersów i ampułkę z cyjnakiem ukrytą w plombie. Razem dało to bardzo wartką fabułę, w której akcja gna niczym Vin Diesel w “Szybkich i Wściekłych” + bohaterowie co jakiś czas muszą rozwikłać zagadkę, aby uzyskać nową wskazówkę, a że zagadki kręcą się wokół ciekawostek historycznych, to jesteśmy zasypywani smaczkami. Przykładowo ta enigma. Jej obecność w książce to koloryzowanie, ale opis działania enigmy jest już jak najbardziej prawdziwy, więc profit.

Jest to książka lekka, szybka do czytania, przyjemna w odsłuchu w samochodzie (traska szybko mija), generalnie ciężko się czepiać o coś, bo w przeciwieństwie do porannej recki, tutaj “towar jest zgodny z opisem”. Ale luz, bo dwie przypierdolki znalazłem. Pierwsza to wątek romansu pomiędzy głównym bohaterem, a panią policjantką. Powiedzieć, że jest niezgrabny i ma dziwną dynamikę, to niedoszacowanie. Druga to okładka, z której wynika, że książka nosi tytuł “Tajemnica Gust Bursztynowej Loff Komnaty”. W sumie brzmi nawet lepiej niż “Gustloff. Tajemnica bursztynowej komnaty”, więc przerzucam do zalet. Pozostaje nam zatem tylko średnio udany romans w minusach.

Jeśli jesteście zainteresowani lekturą, która niekoniecznie zmieni wasze życie, ale sprawi, że 7 godzin strzeli jak z bicza + dostarczy masę ciekawostek w lekkostrawnej formie, to “Tajemnica Gust Bursztynowej Loff Komnaty” będzie ideolo.

Papier w księgarniach, a audiobooczek na Empik Go. Wiem, bo słuchałem.