„Dom Świateł” Donato Carrisi

- Tytuł:"Dom Świateł"
- Autorzy:
- Wydawca:
- Gatunek:
Kocham Włochy, bo dały nam pickę, carbonare, lasagne, Monicę Bellucci, rogale z pistacjami, cannoli, tiramisu, panna cotte, lodziory, arancini, kapuczine, aperol, Ferrari, Felicite i Serie A. I Donato Carrisego nam dały, a tak się składa, że wśród pisarzy z gatunku „klimatyczne thrillery grozy”, jest u mnie pierwszy po Stefanie Kingu.
Stefan jest Stefan i za całokształt zawsze będzie pierwszy, ale tak w głębi duszy uważam, że Donato od dłuższego czasu prezentuje lepszą formę.
Z Carrisim sytuacja wygląda tak, że zaczynał jako scenarzysta różnych popularnych filmów i seriali, produkowanych przez włoską stację telewizyjną Rai, po czym w 2009 roku zadebiutował książką „Zaklinacz”, która zaorała listę italjańskich bestsellerów i dała mu fejm na cały świat. Od tamtego czasu, czego nie napisze, to hicior, a i kilku ekranizacji się doczekał.
Osobiście poznałem go na etapie „Domu głosów” (2021), czyli pierwszej części cyklu z Pietro Gerberem, zwanego… i teraz uwaga, bo to zabrzmi bardzo ślisko… „usypiaczem dzieci”. Na szczęście nie chodzi tu o żadnego perwersa, który wyposażony w chloroform, czyha na bombelki w ciemnym zaułku Energylandii. Nope, Pietro Gerber to psycholog dziecięcy, specjalizujący się w leczeniu hipnozą. Często trafiają do niego straumatyzowani pacjenci z amnezją i hipnoza jest jedynym sposobem, aby odblokować ich wspomnienia.
Od czasu „Domu głosów” jestem wierny Carrisiemu i biorę na warsztat wszystko, co wyda, ale to właśnie cykl z Pietro Gerberem jest moim ulubionym, więc bardzo się cieszę, że przyszło mi pisać ten wpis w kontekście premiery trzeciej części -> „Dom świateł”.
Jeśli ktoś nie miał do tej pory styczności z serią, od razu mówię, że dalibyście radę zacząć od trzeciego tomu, aczkolwiek wszystkimi kończynami rekomenduję start od początku -> pewniaczki, więc czysta przyjemność.
Co do „Domu Świateł” -> druga część kończy się skandalem, który bardzo mocno godzi w dobre imię Gerbera, a co za tym, idzie stracił wielu pacjentów, nowi się nie garną i to sprawia, że mój ulubiony doktorek (nie licząc Doktora Dre, Doktora Oetkera i Doktor Ani) nie jest w najlepszej formie fizycznej i psychicznej. Pewnie by się stoczył, gdyby w jego gabinecie nie pojawiła się babeczka, która twierdzi, że jest opiekunką dziewczynki cierpiącej na agorafobię (lęk przed czytaniem Gazety Wyborczej… świruję lęk przed otwartą przestrzenią).
No i myk jest taki, że ta dziewczynka ma jeszcze urojonego przyjaciela, który ostatnio zaczął jej szeptać bardzo złe rzeczy (groźby karalne, te sprawy), więc ta opiekunka jest przerażona i nie wie co z tym fantem zrobić. Prosiła o pomoc wszystkich psychologów dziecięcych we Florencji, ale kazali jej spadać na bambus, więc Pietro Gerber jest ostatnią szansą. I żeby było ciekawiej, na koniec tego speechu, wyciąga kopertę i mówi, że to list napisany przez tę dziewczynkę, kiedy jej urojony przyjaciel szeptał jej różne rzeczy do ucha i dostała wytyczne, aby ten liścik wręczyć lekarzowi, który podejmie się leczenia. Pietro otwiera kopertę… a tam tekst, który jest bardzo mocno związany z jego przeszłością i w ogóle WTF? Przecież nikt nie miał prawa wiedzieć o tej sprawie, więc co tu się właściwe dzieje? Czyżby ten urojony przyjaciel nie byłą ściema, tylko jakimś bytem, który jest powiązany z Gerberem? No wiadomo, że w takiej sytuacji, musi przyjrzeć się tej sprawie.
Na czym polega trik w książkach Carrisiego, że tak dobrze się go czyta? Po pierwsze ta cała otoczka hipnozy wraz z opisami, jak to technicznie działa, co jest dozwolone a co zakazane w tym fachu oraz jak wpływa na ludzi. Nie jest to temat często podejmowany w literaturze, tymczasem na maksa intryguje.
Druga rzecz to gęsty jak smoła klimat. Czyta się jak złe i nie powiem, żebym się bał, wszak czytam to w domu, pod kocykiem, więc czuję się bezpiecznie, ale jakbym czytał w lesie, pod namiotem, na 100% popuściłbym kropelkę od byle szelestu. Taaakie napięcie tam bywa.
Trzecia rzecz to zawieszenie pomiędzy racjonalnością a rzeczami paranormalnymi. Coś jak w „Archiwum X”, gdzie zawsze na początku schodziła gruba inba, jak byk wskazująca, że to sprawka ufiaków, na co Mulder się odpalał -> „A nie mówiłem?”, po czym Scully kasowała go tekstem: „Hold your horses agencie Fox, najpierw sprawdźmy, czy przypadkiem ktoś nie chce wystrychnąć nas na dudka?”. Człowiek nigdy nie miał pewności, czy na koniec epizodu rozwiązanie będzie logiczne, czy jednak UFIAKI.
I tak samo tutaj wszystkie okoliczności wskazują, że mamy do czynienia z rzeczami paranormalnymi, ale Pietro Gerber, jako człowiek nauki, szuka racjonalnego wytłumaczenia, a my razem z nim, aczkolwiek im bardziej szukamy, tym bardziej takiego wytłumaczenia nie widzimy, więc rodzi się pytanie, w co gra z nami Carissi? I ta podróż przez książkę + rozkminka, co nas czeka na końcu, to jest to, w czym Donato ma czarny pas.
Polecam wszystko od tego pana, a serię z Pietro Gerberem najbardziej.