„Cyberpunk 2077. Bez przypadku” Rafał Kosik

Ocena Pigouta:

Cyberpunk 2077. Jedna z trzech gier w moim życiu (obok Maxa Payne’a 3 i GTA V), które kupiłem w preorderze. Hajp był olbrzymi, a jak rzucili do kampanii promocyjnej Keanu, to już totalnie wywaliło skalę… po czym rok później kurier przyniósł mi płytę i okazało się, że babol goni babola, a chłopaki z CD Projekt nie nadążają z łataniem. Stwierdziłem wtedy, że poczekam z graniem aż naprawią i boom, zrobiło się dzisiaj, a ja #nie#wróciłem

Niemniej wiem, że ci, którzy byli cierpliwi, zostali wynagrodzeni. Później pojawiły się komiksy oraz animacja z Cyberpunkiem 2077, więc uniwersum nie tylko żyje, ale ma się bardzo dobrze, o czym niech świadczy fakt, że właśnie dostaliśmy licencjonowaną cyperpunkową książkę -> „Cyberpunk 2077. Bez_przypadku”.

I teraz idzie pierwsza ciekawostka. Jak wiadomo CD Projekt zrobił grę, a z okładki widzimy, że autorem jest Rafał Kosik, przez co można odnieść wrażenie, że jest to projekt polski, hermetyczny. Tymczasem nic bardziej mylnego. Jest to projekt międzynarodowy -> premiera odbyła się równocześnie w USA, Polsce i UK, a Rafał Kosik został wytypowany, jako ten, który ma potencjał, żeby udźwignąć temat i dowieźć godną historię z uniwersum. Czyli splendor, bo to idzie w świat.

Fajnie, kejs podobny do Marcina Dorocińskiego w Mission Impossible, więc kibicowałem już na starcie. Ale czy to się broni?

W mojej opinii jak najbardziej. To nie jest wybitne, to jest rozrywkowe, ale serwuje wszystko, czego oczekuje się po takim tytule, czyli dynamiczną akcję, rozwałki, hackowanie, AI, wirtualną rzeczywistość, ludzi z modyfikacjami, dającymi im superskille, gangi, bezduszne korporacje, skorumpowaną policję, no i oczywiście Night City, które ma ten blejdrunnerowy vibe -> jebitne wieżowce, bieda dzielnie z pustostanami i złolami ukrytymi w zaułkach, wirtualne reklamy everyłer oraz abonamenty na wszystko.

Z tego wszystkiego najbardziej podobały mi się opisy ludzkich modyfikacji, bo okazuje się, że z taką modyfikacja, to jak z Golfem III. Kupujesz jako pierwszy samochód i jest radocha, że łoo panie, ależ ognisty rydwan mi się trafił, będzie driftowane pod Lidlem… po czym mija 10 lat i ten Golf już ledwo zipie, wszystko do wymiany, a naprawa przekracza wartość całego auta. Sporo ludzi w Night City marzy, aby zarobić kupę kasy i wydać ją na nowe, lepsze wszczepy, bo stare tango down.

Plot książki leci tak -> Szóstka randowowych przegrywów z Night City zostaje zaszantażowana przez pewnego złola i musi wziąć udział w napadzie. Nie są przeszkoleni do takiej akcji, a plan trzyma się na gumę do żucia i słowo honoru, co sprawia, że to nie miało prawa się udać, a jednak się udaje. Ta szóstka nie znała się wcześniej. Po akcji każdy wraca do swojego życia, gdzie ich drogi już nigdy nie powinny się przeciąć. A jednak ponownie się przecinają na jeszcze jeden skok, tym razem na własną rękę. Dzięki niemu zdobędą hajs, który rozwiąże wszystkie ich problemy. Co może pójść nie tak?

Spoiler: Wszystko! Np. Kosa z gangami, korporacjami i resztą licha, które drzemie w Night City.

Akcja cały czas leci do przodu, więc nie ma nudy, ale odpowiedzmy sobie na pytanie, dla kogo to jest? Na pewno jest to dla fanów saj-faj, natomiast nie jest konieczne bycie fanem gry. Jak mówiłem wcześniej, gierkę ledwo liznąłem i nie zdążyłem złapać z nią jakiejś ostrej fazy, ale teraz po książce mam ochotę wrócić i dać drugą szansę, więc to działa w dwie strony (z gry w książkę i z książki w grę).