„Blizna” Juan Gomez Jurado

Ocena Pigouta:

Gdybyście mnie zapytali -> „Hej Pig, poleciłbyś taki uniwersalny thrillerek, który siądzie i bratu i ciotce? Za bardzo nie wiem, co oni czytają, a potrzebuję na prezent, więc evergreen mile widziany. Z góry THNX”.

Prawdopodobnie w takim przypadku poleciłbym trylogię „Reina Roja”, czyli po polskiemu „Czerwona Królowa”. Główną bohaterką jest Antonia Scott, babeczka z największym IQ na świecie, która postanowiła poświęcić swój intelekt walce ze złem i występkiem… czego trochę nie czaję, bo ja mając takie skille, wolałbym siedzieć w ciepełku i pasywnie kosić kupę szmalu, ale ok, widocznie jestem od niej mądrzejszy.

W każdym razie myk polega na tym, że Antonia może i potrafi z pamięci wyprowadzić wzór na prędkość rozchodzenia się dźwięku w gazie, ale za to totalnie nie umie w interakcje międzyludzkie, dlatego potrzebuje partnera, który będzie gadał (ona puka) i ma wielki łapy, co by komuś przydzwonić, jak zrobi się grubo. Tym kimś jest krnąbrny policjant, Jon Gutierrez.

Ich sarkastyczne flow + narracyjna lekkość + lokowanie smaczków i ciekawostek + intrygi, które angażują = sprawiły, że trylogia stała się międzynarodowym bestsellerem, autor milionerem, a Amazon Prime zrobił z tego serial, który premierę miał… dzisiaj. True story, rano pierwszy sezon „Czerwonej królowej” wpadł do biblioteki Amazona.

Ale na tym historia się nie kończy, bo kilka dni temu na polskim rynku zadebiutowała czwarta książka Juana Gómeza-Jurado -> „Blizna”.

Okładka „Blizny” utrzymana jest w konwencji wcześniejszej trylogii, więc można pomyśleć, że to bezpośrednia kontynuacja, tymczasem nope. Historia jest osadzona w uniwersum „Czerwonej królowej”, ale jest to prequel i to taki, który nie opowiada nam wcześniejszych losów Antonii i Jona, a babeczki, która była czarnym charakterem drugiego tomu.

Głównym bohaterem jest Simon Sax, młody, super bystrzak, który stworzył genialny algorytm. Wróć, jest na ostatniej prostej tworzenia tego algorytmu. Algorytmu, który zmieni świat i da niespotykane do tej pory możliwości pozyskiwania informacji, a jak wiadomo, informacja to władza.

Problem jest taki, że Simonowi skończył się hajs na prowadzenie swojego startupu i żeby dowieźć ten algorytm do mety, musi wejść w spółkę ze znanym miliarderem, który trochę go szachuje i sprawę stawia tak -> umawiamy się, że dnia XYZ robimy test i jeśli algorytm osiągnie wynik na poziomie YZX, wykładam hajs. Jeśli nie, rezygnuję z inwestycji, czekam aż zbankrutujesz i przejmuję tę technologię a friko.

Czyli Simon na dzień dobry ma pressing, a żeby tydzień był jeszcze bardziej stresujący, dostaje wiadomość, że jego ziom i prawa ręka przy tworzeniu algorytmu, został znaleziony martwy, a Simon jest głównym podejrzanym. Do tego dochodzi jeszcze jeden zakręt -> ot okazuje się, że Simon jest introwertykiem, więc zamiast chodzić na podryw na miasto, po prostu zamówił sobie żonę przez internet, z bloku wschodniego i z nią chyba jest coś nie halo.

Być może to brzmi trochę zawile, ale fabularnie się broni. Ot wchodzimy w buty Simona i próbujemy połapać się w sytuacji, a w ramach drążenia, odkrywamy coraz grubsze guano, po czym trzeba wymyślić, jak się z niego wykaraskać i równolegle zabezpieczyć temat algorytmu. Czyli dużo i intensywnie.

Juan Gómez-Jurado po raz czwarty udowadnia, że ma lekkie pióro, fajne pomysły i jest w stanie dać nam krzepką książkę, nawet jeśli nie obsadzi w niej swoich najbardziej rozpoznawalnych bohaterów. „Blizna” podobnie jak trylogia „Czerwonej Królowej”, wpisuje się w kategorię „thrillerek uniwersalny”, który siądzie i niedzielnym czytelnikom i tym idącym na rekordy #52książkiwrok. Dobra dla ciebie i dobra dla kogoś na prezent, kiedy nie mamy pewności, co do preferencji obdarowywanego. Nic więcej, nic mniej.