Witaj w Klubie

W najbliższą niedzielę o godzinie 22:00 na antenie TTV startuje nowy program „Witaj w klubie”, czyli dokumentalna seria o piłkarskich klubach z najniższych lig w Polsce. Nowatorski projekt, w związku z czym zostałem poproszony o testowe obejrzenie pierwszego odcinka i podzielenie się opinią.

[Współpraca płatna]

Człowiek nie jest taki, żeby wzgardzać tego typu propozycjami, więc obejrzałem i pierwsze wrażenie… „Chłopaki do wzięcia” w konwencji piłkarskiej. Małe kluby, małe miasteczka, boiska, które nie zawsze są równe i zielone, bramki, które nie zawsze są dwie… takie same oraz piłka, która nie zawsze jest okrągła według definicji krągłości. Nie jest to level Ligi Mistrzów, ani Ligi Europy, ani nawet Pucharu Tymbarku, ale serducha i pasji tym ludziom zdecydowanie odmówić nie można.

Na początek trafiamy do Sochaczewa, gdzie poznajemy miejscowy Orkan – klub z B-klasy, który poprzedni sezon zakończył na ostatnim miejscu, notując przy okazji rekord Guinnessa za najdłuższe pasmo porażek ever. Drużyną zarządza prezes, który jedną nogą jest już pogodzony z losem i tak jak normalnym ludziom weekendy kojarzą się miło i przyjemnie, tak mu kojarzą się z kolejnym brutalnym oklepem. A jednak nadal zdarzają mu się momenty, kiedy wierzy, że wydarzy się coś magicznego. Że w Sochaczewie nagle pojawi się złote pokolenie piłkarskie w stylu Xaviego, Iniesty, Piqué, Busquetsa i Messiego, i zaczną się złote czasy dla klubu. Rekord Guinnessa w nieprzerwanej serii zwycięstw, awans do wyższych lig, lokalesi będą dumni z klubu i zaczną całymi rodzinami przychodzić na „stadion”… a po chwili zaczyna się mecz i ta wizja pęka niczym bańka mydlana.

Program pokazuje nam pierwszy mecz sezonu w wykonaniu Orkana, czyli nowe otwarcie i nowe nadzieje dla klubu. I od razu leci smaczek. Otóż trener musi oglądać spotkanie zza płotu, bo w poprzednim starciu dostał czerwoną kartkę za insynuowanie, że sędzia to stary łapówkarz i w gratisie wlepili mu zakaz stadionowy. I tak sobie stoi za tym płotem i hejtuje, że jego zawodnicy gunwo grają, że źle się ustawiają, źle podają, źle biegają… aż tu nagle suprajsik, przypadkowa akcja z odwłoka i Orkan wychodzi na prowadzenie. Trener – radość, prezes – ekstaza, wszyscy trzej kibice w geście triumfu wyrzucają ręce w górę. Celebracja na pełnej… a tu boom, 1:1. Potem 1:2, 1:3, 1:4. Nastrój w Sochaczewie zmienia się szybciej niż w F1 zmieniają opony. Ba, prezes nie wytrzymał do końca meczu i jeszcze przed ostatnim gwizdkiem uciekł do biura, żeby wziąć relanium, mrucząc pod nosem, że nawet on by lepiej zagrał niż ci paralitycy. Trener smuteczek, bo przy 1:0 już witał się z gąską i liczył, że to jest ten przełomowy dzień, a tu znowu w plecy. Ból tym większy, bo przed meczem prezes zagroził, że to dla niego sezon ostatniej szansy → minimum trzecie miejsce w tabeli, albo mówimy sobie naura. Ale nie załamuje rąk, wierzy, że to drobny wypadek przy pracy i w kolejnym spotkaniu będzie inaczej, wszak nawet po największej burzy, w końcu wychodzi słońce, co nie.

W drugim segmencie programu przenosimy się do Czekanowa, gdzie działa klub o nazwie… na pewno nie uwierzycie, ale tak było, nie ściemnia -> „Brasil Czekanów”, rozgrywający swoje mecze na… siedzicie? Usiądźcie -> „Pele Arenie”. Właścicielem jest pan w średnim wieku+, któremu zawsze się marzyło, aby Czekanów miał drużynę piłkarską, ale dni leciały, a drużyny nadal nie było, więc postanowił, że sam ją stworzy. W roli prezeski obsadził swoją córkę. Dziewczyna mówi wprost – dostała tę fuchę na levelu 19 lat i generalnie miała wywalone, bo w tym wieku człowiek ma ciekawsze zajawki, ale nie chciała robić ojcu przykrości, więc podjęła się wyzwania i tak prezesuje do dziś, z bombelkiem na rękach. Poznajemy też Denisa – lokalnego ultrasa, który twierdzi, że odkąd pamięta, chciał być kibolem, ale nie chce mu się jeździć na mecze do innych miast, więc został ultrasem Brasilu, bo ma ich na miejscu. W asyście dwóch najlepszych ziomeczków stara się robić oprawę na meczach, na które – nie licząc rodzin piłkarzy – przychodzi jakieś dziesięć osób. W odcinku świętowano akurat piąte urodziny klubu Brasil, więc chłopaki postanowili uczcić to z pompą i zorganizowali efektowny pokaz pirotechniczny. I faktycznie – dwa duże wulkany z bazaru wystrzeliły w niebo.

Ponoć kocha się nie za coś, lecz pomimo wszystko. I tak to właśnie wygląda – historia ludzi, którzy trwają w piłce mimo wszystko. Sympatyczny program o pozytywnych świrach, którzy co prawda sporo kurwują pod nosem, ale umówmy się – każdy ma swój próg znoszenia wpierdoli, jednak w szerszej perspektywie chcą dobrze. Chcą coś zbudować, zaktywizować młodzież, sprawić, żeby społeczność lokalna miała powód do dumy. Tu nie ma zepsucia hajsem, ba, tu generalnie nie ma hajsu, są za to marzenia, że kiedyś przyjdzie ich dzień chwały i te wszystkie załamania nerwowe oddadzą z nawiązką. Na plus narracja Artura Barcisia, który swoimi komentarzami świetnie podbija klimat – raz złośliwie, raz krzepiąco, ale zawsze z wyczuciem. Ja to w serduszku czuję i rozumiem, bo na mojej wiosce mamy klub Dąb Wieliszew i to jest dokładnie ten sam kejs. Ten program jest o nas.