Joanna Łopusińska „Zderzacz”

Zderzacz

Dziś na warsztacie mam „Zderzacz” autorstwa Joanna Łopusińska. Nówka sztuka, jeszcze ciepła, bo premiera była raptem tydzień temu.

Jest to mój pierwszy raz z tą autorką, więc oczekiwania były umiarkowane, co by się nie rozczarować, tymczasem wydarzyła się tu duża niespodzianka i już mówię dlaczego.

Po pierwsze jest to thriller/kryminał, którego akcja rozgrywa się globalnie. Głównie w Szwajcarii (siedziba CERNu, Wielki Zderzacz Hadronów, te sprawy), ale zahacza jeszcze o Nowy Jork, Londyn i trochę Francji. Światowo na max, co trochę mnie przerażało, bo tak jak polskie kryminały, które rozgrywają się lokalnie są naprawdę super, tak wychodząc poza nasze podwórko aż się prosi o porównania z zagranicznymi autorami, a te mogą wypaść bardzo niekorzystnie (duże ryzyko przeszarżowania i popuszczenia lejców z fantazją, która nijak ma się do rzeczywistości). Tymczasem „Zderzacz” spina się tak dobrze (strukturą i opisami miejscówek), że gdyby na okładce było napisane, że autorką jest B.A. Paris, Paula Hawkins, czy tam inne bestsellerowe nazwisko, uwierzyłbym.

Po drugie -> czytając thrillery często mamy poczucie, że autorzy robią z nas idiotów, wprowadzając jakiś niedorzeczny bullshit. Tutaj jest odwrotnie. W fabule zostały zaszyte smaczki naukowe i mimochodem dokształcimy się w temacie Wielkiego Zderzacza Hadronów, bozonu Higgsa, Reguły Przypadków, etc. Wszystko podane w przystępnej i przyswajalnej dawce. Bardzo szanuje takie motywy. Baaa jestem niemal pewny, że gdyby Janusz A. Zajdel („Paradyzja”), albo Andy Weir („Projekt Hail Mary”) uczyli mnie w podstawówce matmy i fizy, dziś byłbym astrofizykiem. Oni tak atrakcyjnie lokowali naukowe smaczki w swoich książkach, że to nie tylko nie boli, ale chce się więcej. Ze „Zderzacza” dowiedziałem się w końcu, czym tak na chłopski rozum zajmują się mądre głowy w CERNie

Po trzecie -> Risercz. Lubię w trakcie czytania zweryfikować u wujka googla, czy autor nie robi mnie w konia przy snuciu różnych teorii i konsekwencji określonych działań (Dan Brown welcome to). W tym wypadku sprawdziłem bezpośrednio u źródła i wczoraj o 23:00 wysyłałem do Joanny pytania skąd zainteresowanie takimi tematami i czy rzeczy z książki mają pokrycie w realu. Okazało się, że autorka miała w swoim życiu epizod w CERNie i widziała te rzeczy na własne oczy + wzięła różnych profesorów i inżynierów na spyty, aby powiedzieli, co by musiało się stać, żeby na ten przykład w Wielkim Zderzaczu Hadronów nastąpił blackout. Oni na to, że to niemożliwe, bo został rozpisany scenariusz na każdą okoliczność… no chyba, że spierniczyłby się XYZ i równocześnie ZYX -> I na tej zasadzie w książce został zawarty czarny scenariusz, który może wydarzyć się naprawdę. Risercz i dbałość o detal na 5+

Po czwarte – złota proporcja. W mojej opinii książka zawiera idealny balans thrillera, kryminału, love story oraz naukowych wstawek. Jest tutaj tajemnicza śmierć doktoranta, który prowadził badania mogące wywrócić świat nauki do góry nogami, co byłoby niekorzystne dla wielu osób #motyw. Mamy sporo chętnych, którzy chcieliby dostać w swoje ręce wyniki badań denata i wykorzystać w niecnych celach. Książa jest nieodkładalna, dopóki nie dowiemy się, kto wygra w tym wyścigu i jaki ma plan. Jest trochę guilty pleżurowego melodramatu, co by utrudnić ocenę moralną bohaterów i są te naukowe wstawki, prowokujące do dodatkowego liźnięcia tematu we własnym zakresie.

Oczywiście znalazłbym kilka rzeczy, do których można się przyczepić, ale na tle całości są to detale. Po lekturze mam refleksje, że „Zderzacz” jak najbardziej jest pozycją wartą uwagi oraz taki wewnętrzny szacun dla autorki, bo gołym okiem widać, że bardzo się starała, aby to dowoziło fabularnie i równocześnie spinało się pod względem logiki. Kawał dobrej roboty.

Klasycznie zostawiam link do wersji papierowej -> https://tiny.pl/9phvg, a jeśli macie abonament w Empik Go, to bez dodatkowych kosztów możecie przetestować wersję audiobookową i ebooka. Wydawnictwo W.A.B.