„Pacjent” Juan Gómez-Jurado

Ocena Pigouta:

Pięć książek. Tyle potrzebował Juan Gómez-Jurado, abym w końcu publicznie zaliczył go do moich ulubionych autorów.

Dziwne, bo przecież chłop napisał super ocenianą trylogię „Reina Roja„, która najpierw zrobiła szał w rodzimej Hiszpanii, po czym szał rozlał się na resztę świata, a jeszcze później Prime Video zrobił z tego serial. I ja zresztą też byłem bardzo usatysfakcjonowany tą serią i rekomendowałem.

Dlaczego zatem dopiero teraz daje autorowi oficjalnego lajka? To proste -> do tej pory sądziłem, że przyfarcił. Ot trafił z krzepkim pomysłem, wyjątkowo dobrze siadły mu postaci i ciekawostki serwowane z poziomu narratora też rześkie, ale nadal fart. Fart, który co prawda trwał 3 tomy (i jeden poboczny), ale jak seria się skończy, to on też się skończy i na bank już nigdy nie napisze nic na tym poziomie.

I tu wchodzi „Pacjent”, czyli dzisiejsza premiera książkowa od Juana Gómez-Jurado. „Pacjent” jest thrillerem i powiedzieć, że jest dobry, to nie powiedzieć nic. Jest świetny. Moim zdaniem przebija trylogię „Reiny”, co naprawdę dużo waży. Bardzo szybko zostaje zawiązana intryga, której stawka nie tylko jest wysoka, ale też niesamowicie interesująca, bo dotyczy persony ze świecznika, a to z kolei wymaga, abyśmy dostali sporo bekstejdżu z funkcjonowania takiej osoby i jej otoczenia. Bardzo, bardzo interesujące. A dalej jest jeszcze lepiej, bo Jurado serwuje tak rześkie, nieszablonowe myki, że napięcie tylko rośnie. Historia trzyma na wysokim nerwie do samego końca.

Generalnie brawka dla Jurado, bo udowodnił że nie miał farta i jest kozakiem… ale wait, bo tutaj robi się ciekawie. Otóż jak wychodził „Rey Blanco” (trzeci tom „Reiny”), było powiedziane, że na tym seria się kończy i nic więcej już nie będzie. Nope, zamknięty temat i obietnica nie odcinania kuponów. Tymczasem okazuje się, że „Pacjent” jest prequelem i co prawda nie ma w nim Antonii Scott (główna bohaterka trylogii), ale jest za to Mr. White, czyli złol z „Reya Blanco” i generalnie poruszamy się po tym samym uniwersum. Czyżby ktoś nas oszukał?

Odpowiedź brzmi NIE. Rozchodzi się o to, że „Pacjent” debiutuje u nas dzisiaj, ale ogólnie jest to książka, którą Jurado napisał przed trylogią (w Hiszpanii wyszła w 2014 roku, ale nic a nic nie trąci myszą). Co lepsze, po przeczytaniu „Pacjenta” okazuje się, że Jurado z wyprzedzeniem zaplanował całe uniwersum niczym Marvel i w tym momencie wszystko spięło się w logiczną całość. Chłop zdecydowanie nie jest farciarzem, jest geniuszem.

Wracając jednak do „Pacjenta”. Nie zdradzę na kogo Mr White się tam zasadza, bo to część intrygi, ale powiem za to, że sposób w jaki to robi, potwierdza, że jest złolem, który zasługuje, aby dołączyć go do galerii najbardziej ikonicznych złoli ever w popkulturze. Inteligentny, przebiegły, kreatywny, wyrafinowany, zimny jak moje stopy i nie rozdrabnia się na drobne. Nope, jak wchodzi do gry to all-in. Spokojnie mógłby zostać przeciwnikiem Bonda.

I tutaj smaczek, bo dzisiaj ma miejsce jeszcze jedna premiera. Mianowice równo z „Pacjentem” wychodzi „Sekretna historia Pana White’a”, która jest 100-stronicowym Origin Story, pokazującym jak Pan White stał się Panem Whitem i dlaczego gra dla Dark Side’u. Jest to extras, który nie jest obowiązkowy, aby odnaleźć się w uniwersum „Reina Roja”, ale robi przysłowiową kropeczkę na „i” w zrozumieniu motywacji Mr Whita. No i umówmy się, że dobrze skonstruowany złol, potrafi być znacznie ciekawszy niż główny pozytywny bohater, a White skonstruowany jest najlepiej.

Podsumowując „Pacjent” rewelka. Można go czytać zarówno przed trylogią, jak i po, więc spoko. Nie da się ukryć, że jest to książka rozrywkowa, z hollywoodzką intrygą, ale napisana tak, że puryści kryminalni też się w tym swobodnie odnajdą i obędzie się bez bólu zatok. Jurado jest gość… aczkolwiek nadal czekam co się wydarzy , jak napisze coś spoza uniwersum Reiny. Choć teraz to już nie obawa, że wywinie orła, a ciekawość, co ma jeszcze w rękawie.