„Miasto Burz” Michał Śmielak

- Tytuł:"Miasto Burz" Michał Śmielak
- Autorzy:
- Wydawca:
- Gatunek:
Michał Śmielak udowadnia, że inspirację do napisania książki można znaleźć wszędzie, nawet w folderze z nieodczytanymi wiadomości. Konkretnie chodzi o alert RCB. Serio, ten suchy SMS, który większość z nas olewa, Śmielak przerobił na punkt wyjścia nowej książki.
„Miasto Burz” zaczyna się od komunikatu: „Uwaga, nad Sandomierzem zanosi się na burzę, że ja nawet nie”. Przeciętny Kowalski na taki tekst chowa auto do garażu, pieska do domu i zastanawia się, czy odłączyć telewizor od kontaktu, żeby przypadkiem nie jeb… strzeliło. A jednak w Sandomierzu jest taki jeden fotograf, który na widok alertu jara się, jakby właśnie dowiedział się o rekordowej kumulacji w totka. Migusiem pakuje drona, aparat, obiektywy i statywy za miliony monet, po czym ciśnie na wzgórze Salve Regina licząc, że ustrzeli foty, które rozdupcą Instagrama.
I co? I jajco. Trafia go piorun. Zostają tylko dymiące buty… oraz aparat, a w nim <oj to byłby spoiler>. Czytelnik nie zdąży się jeszcze oswoić z tą sytuacją, a tu bach – kolejny trup. Z pozoru klasyczny mord, będący następstwem drobnego nieporozumienia szwagrów. A jednak po głębszych oględzinach okazuje się, że to grubsza akcja. Zbrodnia, której genezy trzeba szukać w wydarzeniach sprzed lat. Coś dużo dziwnych incydentów w jednym czasie, co nie? Wygląda, jak kolejna sprawa dla komisarza Bruna Kowalskiego.
I tutaj na chwilę bym się zatrzymał i przyjrzał, w co gra Śmielak. Jak wiecie, lub nie, Michał mieszka w Sandomierzu, czyli z jednej strony bardzo spoko, bo bardzo dobre krówki makowe tam mają (wiem, bo jadłem), z drugiej przypał, bo to miasto popkulturowo zostało już zajechane przez “Ojca Mateusza” i przeorane przez Miłoszewskiego. I weź tu teraz napisz jeszcze jeden kryminał, żeby nie wyglądało, jakbyś próbował na siłę podpiąć się pod znajome dekoracje.
Większość by odpuściła. Ale nie Michał. On stwierdził: „Fak of, u siebie jestem i nie będę zmieniał lokacji, bo jakiś ksiądz jeździł tu na rowerze. Zrobię to inaczej!”. I wymyślił serię, w której zagadka kryminalna zawsze zahacza o przeszłość miasta. Najpierw było „Miasto Mgieł”, teraz mamy „Miasto Burz”, czyli drugi tom. W obu częściach morderstwo, poza byciem początkiem dla ciekawego śledztwa, rozwija czerwony dywan dla historycznych wtrętów, smaczków i sandomierskich urban legend. A żeby to dobrze grało, komisarz Bruno Kowalski nie działa sam – pomaga mu historyk Krzysztof Szorca. Jest zbrodnia i jest kontekst. Well Played.
Z Michałem książkowo pierwszy raz spotkałem się jakieś dwa lata temu przy okazji “Osady”. Nie potrafiłem wtedy jeszcze podać jego nazwiska z pamięci, ale po przeczytaniu, pierwsze co cisnęło mi się na usta, to “Ale urwał”. Pisałem wtedy, że warto mieć chłopa na radarach, bo moc czuć w nim wielką. I faktycznie, dalej poszło ekspresowo. Kilka książek solo, jedna w kooperacji z Gorzką, spotkania autorskie, targi, festiwale, wywiady, podcasty, gra planszowa. Dziś to już rozpoznawalne nazwisko z topki Empiku i zestawień audiobookowych. Myślę, że taki stan trochę potrwa, bo Śmielak ewidentnie jest w peaku formy. Jest jak napastnik, którego piłka sama znajduje w polu karnym. Czyta się go dobrze, jest tempo, zwodzenie czytelnika, są krzepkie dialogi, miejscami przebija sarkazm, poczucie humoru i różne prywatne zajawki. A teraz alerty RCB będą miał dla mnie jego twarz.
Jak w zeszłym roku byłem na festiwalu w Sandomierzu, w miejscowej księgarni na wystawce leżało DVD z Ojcem Mateuszem i „Ziarno Prawdy”. Jeśli wystawka nie została wzbogacona o „Miasto Mgieł” i „Miasto Burz”, to sorka, ale Sandomierz nie zasługuje na Śmielaka… i jak coś zapraszam do Wieliszewa. Tutaj zostaniesz legendą od ręki, zwłaszcza, że mamy inbę z patodeweloperem, co brzmi jak pewniaczek na start kolejnej książki.