„Kliner” Adam Dzierżak

Ocena Pigouta:

„Wspomnienia potrafią uderzyć mocniej niż zawodowy bokser. A jego wspomnienia spędziły w ringu już wiele lat. Zbyt wiele.”

Taki cytat znalazłem w książce „Kliner” Adama Dzierżka i tak mi się spodobał, że sobie zscreenowałem. Teraz czekam na dzień, w którym trafi mi się rozmowa z pasującym kontekstem, żebym mógł rzucić tym tekstem jako kończącą puentą i udawać, że sam na to wpadłem. Widzę to oczami wyobraźni → ktoś coś tam gada, że „kiedyś to było, a teraz nie ma, więc smuteczek”, na co mrużę oczy, robię mądrą minę i wypalam: „Ano, wspomnienia potrafią uderzyć mocniej niż zawodowy bokser.” #DropTheMic

Ale wróćmy do książki. Tytułowy Kliner to koleś, który sprząta miejsca zbrodni. A jeśli mam być precyzyjny, to nieoficjalnie sprząta. Jak przestępcy albo rozpieszczeni bogole kogoś niechcący zamordują, ewentualnie jeśli podczas orgii narkotykowej wydarzy się Nieszczęśliwy Śmiertelny Wypadek i osoby uczestniczące w tym incydencie wolałyby, żeby to pozostało tajemnicą, dzwonią po Klinera. Chłop przyjeżdża, zaciera ślady, pozbywa się ciała, kasuje hajs i wychodzi. Zero pytań i oceniania.

Jak już zorientowałem się, o jaką profesję chodzi w książce, pomyślałem → Hej, chyba wiem, dokąd to zmierza. Widziałem kiedyś film, w którym Samuel L. Jackson sprzątał miejsca zbrodni… a nie, tam było inaczej, bo on był legalnym, oficjalnym sprzątaczem, ale mafia go wkręciła i nieumyślnie usunął ślady zabójstwa. A później → Ale, ale, niedawno był jeszcze taki film na Apple TV, w którym Dżordż Clooney i Brad Pitt byli konkurencyjnymi Klinerami i ktoś ich wezwał do zamiecenia pod dywan tej samej zbrodni. Ale nie, to też nie ten kejs, bo film poszedł w heheszkowe przekomarzania Brada i Dżordża.

Wiecie, do jakiego filmu najbliżej Klinerowi? Do „Drive” z Ryanem Goslingiem. Tu i tu mamy bohatera prowadzącego życie na uboczu, z dala od większego zaangażowania społecznego. Obaj są introwertykami, samotnikami, nie mówią zbyt wiele, mają swój wzór działania, perfekcyjnie obcykaną logistykę, pracują nocami, działają w szarej strefie, a jednak potrafimy z nimi empatyzować. No i obu przydarza się coś, co sprawia, że wychodzą ze skorupy, postanawiają spróbować coś zmienić w swoim życiu… a później jest kilka pogrzebów.

Klimat też podobny. Surowy, klaustrofobiczny, z czymś grubym wiszącym w powietrzu. Baaa, jak czytałem, to mózg fantomowo grał mi kawałek Nightcall w głowie jako soundtrack. Jest to thriller psychologiczny, który poza łapaniem naszej uwagi na klasyczny patent „Ale chłop się władował, ciekawe, jak z tego wybrnie”, ma jakiś taki hipnotyzujący mrok w sobie. Dzierżek jest chłodny i precyzyjny w swojej narracji, trochę nas wycisza, po czym zapodaje pier… boom. Teoretycznie to o tym, że czyny mają konsekwencje i nie da się przed nimi uciec, aczkolwiek ja sobie biorę tę książkę jako przestrogę, żeby nie wychodzić ze strefy komfortu, bo z tego tylko problemy są później 😉

Mocne, miejscami brutalne, klimatyczne, wyłamujące się ze schematu, bez zbędnego moralizowania. Czytałem w papierze, ale na Stortel widziałem też wersję audiobookową.