„Jak umrzeć na bogato” Bella Mackie

- Tytuł:"Jak Umrzeć na Bogaot" Bella Mackie
- Autorzy:
- Wydawca:
- Gatunek:
Oglądacie trzeci sezon „Białego Lotosa”? Jest tam małżeństwo Timothy’ego i Victorii. On – bogaty rekin finansjery, aczkolwiek wygląda na to, że fortuny dorobił się na przekrętach, które właśnie wychodzą na jaw, w związku z czym lada moment czeka go bezdomność, a restauracje z gwiazdkami Michelin będzie musiał zamienić na freeganizm. Ona – dystyngowana, wiecznie z migreną, uznająca tylko towarzystwo wyższych sfer, nie wyobrażająca sobie życia na niższym statusie niż aktualne Ą Ę.
Podobny klimat dostajemy w książce Belli Mackie „Jak umrzeć na bogato”. Baaa, gdyby „Dynastia” i „Biały Lotos” miały dziecko, to „Jak umrzeć na bogato” byłoby ich rozpuszczonym bachorem. Bogactwo, wystawne przyjęcia, rodzinne intrygi i trup na salonach – dosłownie. Olivia, żona głównego bohatera, właśnie organizuje najważniejsze wydarzenie sezonu -> 60. urodziny swojego męża, Anthony’ego, potentata finansowego. Wszystko dopięte na ostatni guzik – szampan chłodzi się w srebrnych wiaderkach z lodem, kawior lśni na fikuśnych przekąskach, fajerwerki gotowe do odpalenia, sami znamienici goście, blichtr, przepych, pretensjonalność everywhere… i nagle boom – gospodarz imprezy umiera.
Oczywiście są łzy, smuteczek i histeria, ale nie dlatego, bo właśnie odszedł wspaniały mąż, ojciec, przyjaciel i człowiek. Co to, to nie – żona się wkurza, bo nie po to poświęciła kilka miesięcy na zorganizowanie perfekcyjnej imprezy, którą goście będą wspominali latami, żeby mąż ot tak to wszystko zniweczył swoim zgonem. Kochanka cyka się, że zostanie na lodzie i będzie musiała pójść do prawdziwej pracy, wspólnicy biznesowi są niepocieszeni, bo mieli tego wieczoru dopiąć intratne deale, szwagier chciał prosić o pożyczkę, z kolei dzieci… Ciało jeszcze nie wystygło, a te już miały symbole dolców w oczach. A później spłynął na nie strach – czy aby na pewno majątek zostanie uczciwie rozdzielony? Naiwniacy nie wiedzą jeszcze, że żadnego majątku nie będzie, bo Anthony’emu powinęła się noga i taił fakt, że są zadłużeni bardziej niż FC Barcelona.
Nie wiadomo też, czy ten zgon to nieszczęśliwy wypadek, czy może jednak ktoś w tym pomógł, bo na imprezie wrogów było nawet więcej niż tych dobrze życzących. „Jak umrzeć na bogato” daje nam perspektywę na obserwowanie z boku fejkowych relacji, jakie łączą ludzi, którzy super extra wypadają na okładkach „Forbesa”. Jak drobne pretensje puchną do dużych dram, a później eskalują. To jak patrzenie na katastrofę w slołmołszyn. Ale na tym nie koniec, bo po zgonie Anthony trafia do „poczekalni” w zaświatach i z tej perspektywy patrzy, jak jego rodzina radzi sobie z jego stratą i jakie podchody robią do spadku… bo nadal myślą, że właśnie rozpoczęła się gra o fortunę XD. A do tego dochodzi jeszcze sąsiadka, która ma true-crime’owy kanał na YouTubie + personalny zatarg z rodziną, więc publiczne rozdrapywanie tej tragedii to dla niej i kątęt, i forma rewanżu.
„Jak umrzeć na bogato” to satyra na bogaczy o moralności lżejszej niż pianka na cappuccino, wkomponowana w historię kryminalną z przymrużeniem oka. Jest tu masa czarnego humoru i ironii, a temat śmierci nie traumatyzuje. Wręcz przeciwnie – jest podany w konwencji „Beetlejuice” i „Ze śmiercią jej do twarzy”. Nigella Lawson dała na okładkę blurba o treści: „Obłędnie ostra, zabójczo zabawna” i na moje oko nie koloryzuje aż tak bardzo. Ta książka faktycznie nie bierze jeńców w rołstowaniu bogoli i jest całkiem zabawna. Czysty relaks.