„Era” Kamil Piechura

- Tytuł:"Era"
- Autorzy:
- Wydawca:
- Gatunek:
Zazwyczaj jest tak, że czytasz sobie książkę i jest fajnie, przyjemnie, wciągająco, ale im bliżej końca tym więcej pęknięć na szkle się pojawia, a jak jeszcze zakończenie rozczaruje, to już w ogóle smuteczek. Tymczasem „Era” zmieniła zasady gry i zrobiła odwrotnie. Początek był… nie że zły, ale dziwny i na tyle abstrakcyjny, że włączyłem już to brutalne odliczanie pt. „Jeśli przez 3 kolejne rozdziały to nie wstanie, rzucam ręcznikiem”.
I o dziwo wstało. A jak już wstało, to zaczęło kręcić piruety. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem taki przypadek na warsztacie, ale fakt jest taki, że „Era” z każdym rozdziałem zyskuje i na końcu zostawia z bardzo dobrym wrażeniem, które prowokuje, żeby sprawdzić, co to za jeden ten Kamil Piechura.
Oczywiście zrobiłem to za was i okazuje się, że gdybym w ósmej klasie poszedł w ostre tango, mógłbym być jego ojcem -> rocznik 1998. Do tego pewnie tapla się w hajsie, bo googiel twierdzi, że jest specjalistą w branży IT, czyli 20k+ miesięcznie na luzie. Z neta dowiemy się jeszcze, że jest wielkim fanem horrorów i thrillerów, zwłaszcza tych od Kinga i Ketchuma, co zainspirowało go w 2022 roku do napisania własnego dreszczowca -> „Letarg„.
„Letargu” nie czytałem, więc nie ocenię, ale za to jakbym miał powiedzieć, co kręci Kamila Piechurę na podstawie książki numer 2, czyli „Ery” (nówka sztuka), powiedziałbym, że „Terminator” i „Piła”.
Plot jest następujący. Polski startup stworzył przełomowe AI o ksywce „Era”, które ma zaprezentować na targach technologicznych w Hanowerze i zaorać świat. Są sensacją sezonu, bo to AI rzekomo jest na takim poziomie, że potrafi na żywo generować filmy hollywoodzkiej jakości i na tych targach ma dojść do prezentacji.
Niestety pojawia się problem, a nawet dwa. Pierwszy jest taki, że przy ostatnich testach przed wielkim dniem, Era zaczęła generować jakieś abstrakcyjne streamy (to ten fragment był dla mnie ciężko strawny), co sprawiło, że opinia publiczna zamiast się jarać tą technologią, zaczyna memować jakby jutra miało nie być. A drugi problem polega na tym, że czołowy architekt systemu ginie w niewyjaśnionych okolicznościach i nie ma komu załatać bugów.
A jak się te okoliczności trochę rozjaśniają, okazuje się, że prawdopodobnie doszło do buntu maszyn (Terminator) i ta maszyna chce teraz „zagrać w grę” (Piła) ze swoim stwórcą (twórcą Ery).
Jak mówiłem, początek jest dziwny, bo dostajemy opisy, co Era strimuje w internecie i to jest totalnie odklejone, ale jak już złapie rytm, człowiek siedzi w tym po uszy i musi dowiedzieć się co dalej, albo nie zazna spokoju. Nie jest to pierwsza wizja buntu maszyn, ale ta jest najbardziej na czasie, bo AI generujące deep fejki, etc., to nasza aktualna rzeczywistość. W fabule jest też postać pewnego hakera, który ma taką rolę, że wspiera policje w śledztwie, ale tak naprawdę tłumaczy nam zawiłości techniczne i luki w systemie bezpieczeństwa. Jego teorie wypadają całkiem legitnie i sprawiają, że wierzymy, że książkowa intryga mogłaby się wydarzyć w realu. Ja przynajmniej nie mam takiej wiedzy, żeby to podważyć, a zawsze mówię, że najlepiej mi się czyta rzeczy, przy których nie jestem w stanie stwierdzić, czy autor leci ze mną w kulki, czy to true story. I końcówka dla mnie bardzo na tak. Piechura zrobił mnie w konia, sprawiając, że kombinowałem z innej mańki, a tu boom.
Nie jest to ideał, bo poza sporą dawką abstrakcji, uważam, że warto by było popracować jeszcze nad charakterami postaci -> no mają coś takiego w sobie, że ciężko mi empatyzować, ale cytując tekst z szambiarki, która jeździ po mojej wiosce -> „Dajcie szansę młodemu”. „Era” bardzo spoczko. Coś innego na rynku, powiedziałbym nawet -> coś świeżego, a takie rzeczy zasługują na szansę.
I jest audiobook czytany przez Janusza Zadurę.