„Edukacja motyli” Donato Carrisi

Donato Carrisi wrócił!

Jeszcze na początku 2024 roku wskazywałem Donato Carrisiego jako mojego ulubionego zagranicznego autora w kategorii: „nadal żyje, nadal wydaje”. Gość stworzył serię thrillerów o psychologu dziecięcym Pietro Gerberze, której intrygi były majstersztykiem balansowania między tym, co realne, a tym, co nie do końca wytłumaczalne. Wiecie o co chodzi, bo na tym samym patencie bazowało Archiwum X i w każdym odcinku człowiek się zastanawiał, czy rozwiązanie będzie logiczne, czy może tym razem Mulder przepchnie jedną ze swoich foliarskich teorii.

Miałem naprawdę srogą fazę zauroczenia Carrisim… aż tu nagle chłop zapadł się pod ziemię. Półtora roku ciszy, a ja podczas jego nieobecności zdążyłem wejść w nowy związek z prozą S.A Cosby’ego i to on aktualnie jest moim numerem 1 w „zagraniczny, nadal żyje, nadal pisze”.

Wtem, boom! -> Carrisi wrócił z nową książką „Edukacja motyli”. Czy odzyska miejsce w moim serduszku?

Zacznijmy od tego, że „Edukacja motyli” to historia, która na dzień dobry powoduje spory dyskomfort… szczególnie u rodziców.

Poznajemy Serenę, przebojową brokerkę z Mediolanu. Kobietę nastawioną na sukces, ambitną, chłodną, nie biorącą jeńców, przez co doczekała się nawet ksywki „blond rekin”. Zawodowo układa jej się jak w tetrisie, aż do momentu, gdy zachodzi w nieplanowaną ciążę. Mimo wielu różnych myśli, ostatecznie postanawia urodzić, ale macierzyństwo nie zmienia jej priorytetów. Relacja z córką jest zimna jak moje stopy w styczniu, wręcz formalna. Zmienia jej się dopiero… kiedy jest za późno. Kiedy dostaje wiadomość, że w alpejskim kurorcie, do którego wysłała córkę na obóz, doszło do pożaru i dziewczynka w jego trakcie zniknęła. Rozumiecie, dopóki nie znajdzie się ciało, dopóty mówi się o „zaginięciu”.

Początek książki działa jak magnes. Historia od pierwszego akapitu łapie nas za mordkę i człowiek nawet nie zauważa, kiedy przeczytał 70 stron. Do tego autor świetnie rozgrywa temat rodzicielstwa, winy i emocjonalnego dystansu, a my to sobie oceniamy z pozycji fotela i kocyka -> no jak tak można, dzizas?!

A jak na 70 stronie intryga jest już zawiązana, odkrywamy, że Donato Carrisi zmienił gatunek i to nie jest historia, z jakich go znamy, czyli duchy, hipnozy i coś wymykającego się logice. Nope, tutaj mamy do czynienia z thrillerem psychologicznym o dość znanym schemacie, czyli kobieta przeżyła tragedię, dla policji sprawa jest wyjaśniona i zamknięta, tymczasem ona uważa, że tam jest drugie dno i trzeba drążyć dalej, a że nikt jej nie wierzy, musi drążyć na własną rękę.

Książka w połowie dostaje mocnego twista, po którym robi się z niej lektura z gatunku „jeszcze jeden rozdział i idę spać”, czyli wiadomo, że zejdzie wam do trzeciej w nocy i następny dzień w trybie zombie, ale nic nie poradzicie, bo na tym etapie potrzeba poznania odpowiedzi jest już zbyt silna. Czyli jakby nie patrzeć, Carrisi dowozi, daje nam książkę, która intryguje i interesuje, prawdopodobnie odniesie też większy sukces komercyjny niż poprzednie, bo to jednak popularniejszy nurt, ale dla mnie to nie jest top forma Donato. Wolę go w wydaniu, kiedy balansuje pomiędzy snem a jawą, kiedy do końca nie wiadomo, w którą stronę pójdzie w finale.

Na ten moment S.A. Cosby utrzymuje fotel lidera, ale liczę, że Donato wróci niedługo z Pietro Gerberem i upomni się o swoje.