„Błędne łąki” Jarosław Szczyżowski

Ocena Pigouta:

W zeszłym roku miałem na warsztacie recenzenckim książkę „Obserwatorium” autorstwa Jarosław Szczyżowski. Fabuła rozgrywała się na Śnieżce i zawierała takie opisy gór, szlaków, naturki oraz tematycznych ciekawostek, że zachciało mi się takich klimatów w moim życiu. To właśnie wtedy wymyśliłem, że zrobimy z Brendonkiem Koronę Gór Polski – totalnie win-win opcja.

I jak to się potoczyło dalej? Tak, że w weekend czytałem nową książkę Jarosława we Wrocławiu, a byłem we Wrocławiu, bo robiliśmy Ślężę – naszą czwartą górkę z listy.

Jak widać, idzie całkiem fajnie, ale zdradzę Wam, że nowa książka, „Błędne łąki”, też ma w sobie ten X factor, który powoduje, że człowiek myśli w stylu → „Oesu, ale pojechałbym sobie w góry”. Tym razem są to Góry Izerskie, a sekret polega na tym, że Jarosław Szczyżykowski jest profesjonalnym przewodnikiem górskim i – jak nic – pasjonatem, co sprawia, że potrafi tę zajawkę przelać na papier. Te opisy oddają, a ciekawostki nakręcają → „Kurde, muszę jechać zobaczyć to na żywo”.

Natomiast co do samej książki, utwierdziłem się, że Szczyżykowski jest polskim Jozefem Kariką. Tworzy fabuły, w których zagadki kryminalne spotykają się z czymś metafizycznym, wymykającym się logice, co sprawia, że wpadamy w klimaty budzące niepokój. W sumie podobna historia jak w „Archiwum X”, czyli człowiek przez długi czas nie ma pewności, czy finał będzie zawierał wstawki paranormalne, czy to wszystko jednak da się racjonalnie wytłumaczyć.

Plot jest taki, że w Górach Izerskich znika bez śladu dwoje studentów. Ot, jednego dnia wyszli na szlak i jak kamień w wodę – wszelki słuch po nich zaginął. Przez chwilę była to duża sensacja, ale po kilku dniach ludzie wrócili do swoich spraw i #nikogo… aż tu po roku media przypominają sobie o tym zdarzeniu i chcą zrobić materiał rocznicowy, więc na miejsce zostaje wysłany pewien niepokorny wrocławski dziennikarz, Aleks Lipski. Równolegle na ten sam pomysł wpada popularna true-crime’owa youtuberka, która i tu ciekawostka, nazywa się tak samo jak moja szwagierka → Katarzyna Ferenc (to będzie anegdotka na wszelkie zloty rodzinne). Jak łatwo się domyślić, ta dwójka łączy siły i zaczyna węszyć. Lokalesi ich ostrzegają, żeby odpuścili, bo w tych górach dzieją się rzeczy, które nawet fizjologom się nie śniły, i tylko sobie biedy napytają. Ale oni wiedzą swoje i drążą.

Zagadka kryminalna + lokalny folklor + budyń z mózgu (bo serio nie wiadomo, w którą stronę pójdzie autor w finale) + doskonałe oddanie górskich klimatów = „Błędne łąki”. Gdyby nie to, że już wcześniej wpadłem na pomysł z Koroną Gór Polski, to teraz bym wpadł.