Królestwo Planety Małp

- Tytuł:Królestwo Planety Małp
- Autorzy:
- Wydawca:
- Gatunek:
Zrób film o gadających małpach i momentalnie mi odwala. Jup, rzucam wszystko, co robię i oglądam, jakby jutra miało nie być.
Zrób film o małpach z IQ Dody, które poza tym, że gadają, rozkminiają jeszcze kwestie etyczno-moralne i wypominają ludziom, że trzymali je w zoo i robili sobie słodycze z oleju palmowego, a już w ogóle mózg rozdupcony. Oglądam jak zahipnotyzowany, ale dramaturgia jest tak wielka, że co chwilę robię szota z Doppel-Herza, co by wyregulować bicie serca.
I tak mniej więcej wygląda moja relacja z franczyzą „Planety Małp”. Mam do niej wielką słabość, oglądałem wszystkie wersje i chyba wszystkie mi się podobały. Mówię chyba, bo totalnie nie pamiętam fabularnie tej z Whalbergiem, ale biorąc pod uwagę, że to był 2001 rok i pierwsza „Planeta” ze współczesnymi efektami za mojego życia oraz fakt, że byłem wtedy młody, głupi i niezbyt wymagający + że to były złote czasy piractwa i pewnie oglądałem w wersji nagrywanej z kina, na której było widać chłopa wstającego z fotela w celu zrobienia jedynki lub dwójki lub tego i tego, obstawiam, że jaranko było konkret.
A później pojawił się nowa „trylogia”, w której każda część była lepsza niż poprzednia, a już poprzednie były super.
A teraz wchodzi jeszcze nowsza wersja, która dzieje się 300 lat po zakończeniu poprzedniej i będzie początkiem nowej serii -> „Królestwo planety małp”
I z tym „Królestwem” to jest taka akcja, że totalnie przegapiłem je na zapowiedziach. Serio, o tym, że film powstał, dowiedziałem się dopiero z maila z zaproszeniem na pokaz przedpremierowy, więc nie miałem nawet czasu zapętlić się w myślach, jak bardzo to się nie uda, bo zmienili reżysera, bo bez Serkisa, bo ostatnia „trylogia” była osom, a z takiego poziomu to już idzie tylko spaść i głupi ryj rozkwasić, bla bla bla.
To zaskoczenie wspaniałą robotę zrobiło. Poszedłem bez żadnych uprzedzeń, ale też oczekiwań i bawiłem się bardzo dobrze.
Pod względem efektów to jest ten sam poziom, co trylogia. Wygląda to dobrze i nie mam uwag. Pod względem złożoności fabuły mam wrażenie, że jesteśmy oczko niżej, bo te kwestie moralno-etyczne nie są aż tak rozkminione, jak w trylogii, ale fabularnie to nadal łapie za mordeczkę.
Dostajemy tu historię starą jak świat, czyli jest sobie klan spoko małp, które nikomu nie wadzą, wtem pojawiają się złe małpy, których lider ma zapędy dyktatorskie i zniewala te dobre małpy. W ogóle złe małpy mają flow Orków z Władcy Pierścieni i idzie popuścić kropelkę ze stresu na ich widok.
Żeby ta historia się spięła, potrzebujemy, aby wśród spoko małp wyłonił się Małpi Luke Skywalker, który odnajdzie w sobie moc do obalenia Imperium – boom, małpa Noe. Proste, sprawdzone rozwiązania, ale znowu się sprawdza.
Najsłabszym ogniwem filmu jest postać dziewczyny homo sapiens (ona gra Ciri w Wiedźminie i troszkę podrosła If U Know…), która gdzieś tam się przypętuje do małpiego Skywalkera. W jej wątku dostrzegam sporo luk logicznych + wybijała mnie z rytmu tymi nienagannie prostymi, białymi zębami, wyskubanymi brwiami i modnymi vintage stylówkami od Balenciagi, udającymi przypadkowe odzienie stworzone przez ludzi, którzy są na początku drogi ewolucyjnej (chociaż w sumie to idealna definicja Balenciagi). Gadające małpy z IQ 150, mieszkające w bazie, której konstrukcja przypomina Wieżę Eiffla, gdyby Wieża Eiffla była zrobiona z patyków i guana, spoko, nie mam uwag, ale babka, która żyje w dżungli, a mimo to wygląda, jakby właśnie wyszła z salonu Spa? Nie no bez przesady, heloł.
Niemniej te bzdurki totalnie po mnie spłynęły i gdyby nie to, że wypada się z wami podzielić różnymi wątpliwymi kwestiami, nie zawracałbym sobie tym głowy. Seans uważam za udany, storytellingowo trzymało mnie to za mordkę srogo, do tego w armii złych małp był taki jeden goryl skurwiel, któremu należał się konkretny oklep i cały w nerwach byłem na każdej scenie, w której się pojawiał. A mówiłem już, że spoko małpy hodują orły i te orły robią triki? No to teraz mówię. Twój stary, gołębiarz, lubi to.
A później wydarzyły się dwie rzeczy, które mnie ostatecznie utwierdziły, że mi się podobało. Pierwsza -> ostatnia scena, która sugeruje kontynuację. Pomyślałem wtedy -> Kurła, wchodzę w to, dawać. Druga -> dziś na bieżni zrobiłem rewatching „Genezy planety małp”.
Dla mnie spoko. Apes Together Strong.
I przestańcie z tym olejem palmowym, bo goryle widzą i wszystko sobie notują.