„Zarzut” Steve Cavanagh

Ocena Pigouta:

Pamiętacie wasz pierwszy raz z takimi postaciami jak Myron Bolitar (książki Harlana Cobena), Jack Reacher (Lee Child) albo z serialowym Harveyem Specterem („Suits”) i Saulem Goodmanem („Better Call Saul” / „Breaking Bad”)?

Pytam o pierwsze razy, bo to jest taki etap, kiedy człowiek wchodzi w nową fabułę i nie ma większych oczekiwań, tymczasem dostaje z zaskoczenia strzał między oczy i odkrywa, że te postacie są przekminione o wiele fajniej niż średnia krajowa. Ci bohaterowie są sprytni, efekciarscy, zawsze dwa kroki przed innymi, balansują na granicy prawa, mają super teksty i generalnie są cool. Z miejsca stają się ulubieńcami i człowiek chce więcej ich przygód. Idealny content rozrywkowy. Fakt, nie opinia.

Good news – mam kolejną serię, która tak działa. Jest to seria, w której thriller miksuje się z kryminałem i dramatem sądowym, a jej głównym bohaterem jest Eddie Flynn → drzewiej oszust i kanciarz, aktualnie prawnik. Teraz działa zgodnie z literą prawa, ale starych nawyków nie wyplenisz, więc nadal ma zapędy do nieczystych zagrań.

Eddie to jest ten typ postaci, które tygrysy lubią najbardziej. Wyszczekany, złośliwy, pamiętliwy, wyprzedzający przeciwników o kilka ruchów, wyciągający w trakcie rozprawy gamechangerowy dowód, a jak trzeba, to i w ryj dać może dać. Ma w sobie trochę z Saula Goodmana, trochę z „Prawnika z Lincolna”, a fabularnie to jak książki Johna Grishama w prime’ie. Dynamiczne, angażujące, naszpikowane cliffhangerami i sądowniczą dramą. Kiedy wydaje nam się, że fabuła zmierza już do finalnego rozwiązania – boom, dostajemy kolejne wywrócenie planszy i here we go again.

Autorem serii z Eddiem Flynnem jest Steve Cavanagh, który w prawdziwym życiu ma wykształcenie prawnicze, więc teoretycznie można założyć, że wie, o czym pisze, aczkolwiek za długo w tym siedzę, żeby nie wiedzieć, że fabuły potrzebują podkręcenia, bo rzeczywistość nie jest aż tak atrakcyjna.

I teraz najważniejsze. Steve Cavanagh i jego seria z Eddiem Flynnem to uznane marki na świecie i jak będziecie zagranico, to jego nowe książki będą wyłożone na tym stoliczku, który jako pierwszy rzuca się w oczy. Jak chcesz coś kupić dla siebie, ale nie masz wiedzy, co się dzieje na rynku, albo komuś na prezent, ale nie znasz jego zainteresowań, to są to książki pewniaczki – bardzo uniwersalne, siadające każdemu. U nas sprawa wyglądała trochę gorzej, bo była zaburzona chronologia wydawnicza. W księgarniach były tomy nr 6 i 4, ale nie było wcześniejszych, więc z deczka bez sensu. Na szczęście Wydawnictwo Albatros postanowiło to uporządkować. Kilka miesięcy temu dostaliśmy „Obronę”, czyli tom nr 1, a dwa tygodnie temu w księgarniach pojawił się „Zarzut”, czyli kontynuacja. Na niedaleką przyszłość przewidziane są premiery kolejnych tomów. I teraz działa to dobrze.

Na feriach z bombelkiem przeczytałem „Zarzut”, gdzie Eddie Flynn podejmuje się obrony kolesia, który stworzył apkę social mediową, totalnie zdmuchującą z planszy Facebooka. Myk jest taki, że chłop został oskarżony o zamordowanie swojej dziewczyny. Dowody są wręcz przytłaczające, ale Eddie wie swoje i bierze tę robotę. Jak mówiłem → czysta rozrywka, strony uciekają w mgnieniu oka i dużo efekciarsko-kozackich wstawek, które sprawiają, że będziemy chcieli wrócić do tego bohatera. I właśnie dlatego rekomenduję zacząć od tomu nr 1, „Obrony”, i polecieć ciągiem.