„W głębinie” Will Dean

Ocena Pigouta:

Największym gejmczendżerem książki „W głębinie” Willa Deana jest eksploracja zawodu nurka głębinowego i podanie czytelnikowi na złotej tacy całej otoczki „z czym to się je”. Jest to niesamowicie interesujące, bo kaman, mam prawie cztery dychy na karku, przerabiam dziesiątki tytułów rocznie (filmy, książki, seriale), tymczasem na palcach jednej ręki policzę, ile z nich podejmowało temat nurkowania na levelu „dno oceanu”.

Był dokument o zejściu do wraku Titanica, później afera z Titanem, czyli kapsułą, którą jakiś biznesmen posklejał na taśmę malarską i gumę Turbo, po czym jakimś cudem udało mu się namówić milionerów, żeby dali się w niej zamknąć i wrzucić do wody. Jak wiemy, skończyło się implozją, a na Netflixie jest o tym dokument, przy którym człowiek dostaje zakwasów od robienia facepalmów.

A ostatnio trafiłem jeszcze na film „Ostatni oddech” z Woodym Harrelsonem, pokazujący, jak wygląda praca nurków, którzy schodzą na dno oceanu i konserwują rury z ropą. Gdyby nie ich poświęcenie, stacje benzynowe handlowałyby tylko hot dogami i małpkami.

I nagle czytam Deana i widzę, że on opisuje dokładnie tę samą grupę zawodową. Baa, nawet wypływają z tego samego portu w Aberdeen. Dzięki temu, że obejrzałem film, mogłem sobie zwizualizować łódź podwodną, komorę dekompresyjną, całą procedurę schodzenia na dno. Jak o tym myślę, serio jestem w szoku, że powstają dziesiątki filmów i książek o kosmosie, a o próbach ujarzmienia dna oceanów, które są nawet bardziej niedostępne, tyle co kot napłakał. Tym bardziej, że kosmos ostatnimi czasy prezentuje się jak najlepsza rozrywka na świecie -> latasz sobie w nieważkości, szamiesz pierogi z tubki, masz full neta, Instagrama, a za oknem widoczki jak na wygaszaczu w Windowsie. A po powrocie już czeka propozycja z „Tańca z gwiazdami”. Tymczasem nurek głębinowy siedzi w klitce bez okien, śpi na pryczy i wcina jakieś smutne puszki, a jedyny krajobraz, jaki widzi, to ciemność i własne myśli.

Ale żeby nie było, „Ostatni oddech” i „W głębinie” to nie jest same picture. W filmie mamy historię na faktach, jak to jeden nurek zaplątał się na dnie i trzeba było go ratować, z kolei książka to thriller. Jeden z członków ekipy nurkującej zgonuje i nie bardzo wiadomo, dlaczego. A później zgonuje kolejny, co jest mocno podejrzane, ale nadal jest kilka scenariuszy. Jakieś kwestie zdrowotne związane z dekompresją, czy tam innymi dysfunkcjami, które mogą trafić człowieka w tak nieprzyjaznych warunkach. Opcja numer dwa -> na pokładzie jest killer, ale wtedy rodzi się pytanie, jakie jest jego modus operandi, wszak nurkowie mają ścisłe wytyczne odnośnie tego, co mogą wnieść na pokład, a czego nie + cały czas są monitorowani, więc jakby któryś dokonał jawnej eskalacji, zaraz by go wyłapali na replayu. Poza tym jaki miałby motyw? Dużo pytań, które Will Dean skutecznie podsyca, edukując nas przy okazji z nurkowego know-how.

Coś innego, coś świeżego dla czytelnika. Nieznane dla nas środowisko, więc nie grozi nam sytuacja, że odgadniemy zagadkę w drugim rozdziale. Osobiście polecam wszystkie rzeczy, które tu przytoczyłem, czyli film z Woodym, później książkę „W głębinie”, żeby już wiedzieć, czym jest dzwon i pępowina w uniwersum nurków, a na koniec dokument o Titanie, żeby sobie wkręcić incepcję, że w sumie spoko, że nie jesteśmy milionerami, bo brak kasy skutecznie kastruje z głupich pomysłów.